Jeff Bezos, szef Amazona,  często mówi, że z dzisiejszej perspektywy jego decyzje mogą wydawać się niezrozumiałe, ale nabierają sensu, gdy człowiek zacznie sobie wyobrażać przyszłość. Dlatego Bezos lubi planować na lata do przodu, bo wierzy, że tylko w taki sposób można  pobić konkurencję. Ten cel przyświecał mu, gdy ogłaszał śmiały plan anticipatory shipping. Ten nowy trend to - dosłownie tłumacząc - przewidywana wysyłka. System e-sklepu prześledzi nasze dotychczasowe zachowanie, nauczy się go i wysnuje z niego wnioski, kiedy będziemy znowu potrzebować towaru, który i tak już systematycznie kupujemy. Algorytmy zbadają zachowania konsumentów, częstotliwość wcześniejszych zakupów,  sprawdzą, co internauci dodawali do list rzeczy, które by chcieli dostać (tzw. „wish-list") oraz jakie towary w przeglądali w e-sklepie.

Żeby doszło do transakcji nie będziemy musieli klikać. System przewidzi nasz zakup, zapakuje go w magazynie i dostarczy nam do domu. Amazon zgłosił swój pomysł jako patent już w sierpniu 2012, ale oficjalne przyznanie patentu nastąpiło w Wigilię 2013.

Analitycy porównują takie rozwiązanie do zaopatrywania w prąd czy wodę. System przewidywanych wysyłek tworzy z tradycyjnych dostaw rurociągi towarów znajdujące się w ciągłym ruchu.

Rewolucyjne patenty od biznesmena-wizjonera mogą nieść niebezpieczeństwa. Algorytm nie zauważy, gdy przed naszym komputerem usiądzie ktoś inny i wyklika sobie kompletnie inne towary niż my zamawiamy w e-sklepie. Wtedy zamiast zamawianej co tydzień zgrzewki wody i soku wyśle nam trzy wiadra farby i komplet pędzli.

Amazon jednak umie być pionierem i to w bardzo skuteczny sposób. Od momentu, gdy w sierpniu 1999 roku opatentowano system elektronicznych zakupów za pośrednictwem jednego kliknięcia („one-click buying"), wszystkie internetowe sklepy muszą płacić Bezosowi i spółce  za licencję tego rozwiązania.

Czytanie klientom w myślach może i ma przyszłość, ale dziś jeszcze nie wiadomo kiedy Amazon zacznie realizować tę wizję swojego szefa.