Od piątku wszystkie wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, monitorujące mieszkańców na dużą skalę, muszą powołać inspektora ochrony danych (tzw. IODO). Chodzi o zarządzających co najmniej kilkoma tysiącami mieszkań.

Z inspektorem ochrony danych trzeba będzie konsultować zgodność z prawem każdego większego przetwarzania danych. Nie wyda on jednak wiążącej decyzji, a jedynie opinię. Zarządcy sami będą decydować, co z taką opinią zrobić.

Nowe przepisy przewidują ponadto, że należy udostępnić dane ze względu na uzasadniony „interes osoby trzeciej". Oznacza to, że jeżeli np. mieszkaniec bloku ma podejrzenie, że sąsiad dewastuje klatkę, to może iść do administracji i żądać podania danych osobowych takich jak imię czy nazwisko. Jeśli ich nie otrzyma, ma prawo zaskarżyć odmowę do sądu.

Wielu zarządców nieruchomości nie jest przygotowanych na te zmiany. Najgorzej jest we wspólnotach, którymi zarządzają sami właściciele.

– To prawda, że nie wszystkie spółdzielnie mieszkaniowe dostosowały się do RODO – przyznaje Jerzy Jankowski, prezes Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP. – Wiele z nich ma poważne obawy z tym związane, boi się kar. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni. Związek rewizyjny organizuje bowiem dla nich szkolenia z RODO – dodaje Jankowski.

Ile grozi za naruszenie przepisów o RODO?

Nie ma jednej stawki. Wszystko zależy od skali naruszeń w danej sprawie.

Jeżeli inspektora ochrony danych nie powołano np. dla dużej spółdzielni, to można żądać kary lub nawiązki wynoszącej nawet kilkaset tysięcy złotych. ©?