Reklama

Muszą sprzedać nawet 30 procent taniej, niż kupili

Spore nadwyżki gruntów pod budowę hal można znaleźć w każdej aglomeracji

Publikacja: 31.05.2010 01:37

Muszą sprzedać nawet 30 procent taniej, niż kupili

Foto: Fotorzepa, BS Bartek Sadowski

Wielu deweloperów posiada dziś grunty kupione kilka lat temu, często po zawyżonych cenach. A że obecnie realizowane są głównie projekty typu BTS, czyli szyte na miarę oczekiwania najemcy zainteresowanego konkretną i sprecyzowaną lokalizacją, bardzo często rozmijają się z tym, co może w danej chwili zaproponować deweloper – twierdzi Kamila Bralczyk z DTZ.

Najwięcej gruntów zostało kupionych przez inwestorów w woj. dolnośląskim, centralnej Polsce i w okolicach Poznania.

– Trudno mówić o nadwyżkach ziemi w bankach deweloperów na Mazowszu i Śląsku. Inna sytuacja jest w województwach, które traktowane były jako rejony nowej ekspansji, a więc w północnej Polsce. Tam inwestycje w zakup gruntu mogą się okazać nietrafione. Jednak nawet w tych rejonach nie widać masowych odsprzedaży ziemi – twierdzi Tomasz Branecki, prezes Jartom Nieruchomości.

O likwidacji nadwyżek muszą myśleć spółki, które nie mają szans na kredytowanie projektu. Jeśli znajdą kupca, muszą się liczyć z tym, że grunty przemysłowe potaniały od czasu prosperity nawet ponad 30 proc.

– Ich potencjalne straty obejmują dodatkowo koszty kredytowania kupionej ziemi oraz opłaty towarzyszące transakcji. Dla wielu inwestorów straty potęguje osłabienie wartości polskiej waluty. Ceny gruntów zazwyczaj ustalane są w PLN i dlatego strata w EUR czy też USD jest tym większa, im słabszy złoty – wyjaśnia Jacek Kamiński z King Sturge.

Reklama
Reklama

Jednocześnie popyt na działki przemysłowe jest nadal niewielki. – Typowi deweloperzy parków logistycznych mają banki ziemi i nie są zainteresowani dalszą ekspansją. Firmy produkcyjne często wybierają specjalne strefy ekonomiczne, gdzie podaż gruntów jest niezmiennie wysoka. Większe zainteresowanie działkami widać oczywiście ze strony inwestorów spekulacyjnych, jednak nie przekłada się ono na transakcje – mówi Kamila Bralczyk.

Z punktu widzenia przyszłego najemcy najatrakcyjniejsze są tereny wzdłuż autostrad A1, A2 i A4 oraz w pobliżu największych rynków zbytu, czyli wokół Warszawy, Łodzi, Katowic, Wrocławia, Poznania i Trójmiasta. Dziś jednak to właśnie tam jest najwięcej wolnych hal.

Wokół Warszawy na najemców czeka ok. 480 tys. mkw. magazynów, co daje nawet 20 proc. pustostanów. Na Górnym Śląsku niezagospodarowane pozostaje ok. 190 tys. mkw. (17 proc. podaży), a w Polsce centralnej – 161 tys. mkw. (ok. 18 proc.).

– Początek 2010 r. przyniósł jednak wzrost liczby klientów zainteresowanych najmem nowych magazynów. Powinno to skutkować stopniową redukcją pustostanów i odwróceniem tendencji spadkowej w oferowanych stawkach czynszu pod koniec roku – prognozuje Bralczyk.

Zdaniem Jacka Kamińskiego nawet tam, gdzie deweloperzy rozpędzili się w gromadzeniu ziemi, prędzej czy później działki zostaną zabudowane halami, głównie pod konkretne potrzeby danego najemcy. – Deweloperzy mający dostęp do finansowania oraz przyzwoitą kondycję finansową nie będą sprzedawać swoich projektów po znacznie niższych cenach – zapewnia Kamiński.

Nieruchomości
Rejestr Cen Nieruchomości otwarty. Rynek bardziej przejrzysty, ale są hamulce
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nieruchomości
Lublin, drony, obligacje. Interbud planuje ekspansję do nowych miast
Nieruchomości
Parki handlowe dojrzewają, galerie zyskują drugie życie
Nieruchomości
Francuscy inwestorzy zrzucili się na magazyn 7R w Polsce
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama