Reklama

Ile za mieszkanie z USA

Wytrawnymi znawcami nieruchomości stają się w Nowym Jorku nastolatki i dzieciaki. Zwracają uwagę na podatki i koszty eksploatacyjne.

Publikacja: 22.03.2015 11:11

Apartament w Nowym Jorku

Apartament w Nowym Jorku

Foto: Bloomberg

Półtora roku temu Skye ćwiczył rzuty do kosza z przyjacielem mieszkającym w apartamentowcu przy Riverside Boulevard, wyposażonym we własną salę do koszykówki, ściankę wspinaczkową i kręgielnię. 13-letni Skye był pod wrażeniem i poczuł zazdrość. I wtedy jego kolega powiedział mu o apartamencie na sprzedaż na 20. piętrze - czytamy na łamach "New York Timesa".

Z sauną i basenem

Dziennikarze "NYT" opisują, że kiedy Skye wrócił do domu, wszedł do internetu i zamówił wideo przedstawiające nieruchomość. Był to apartament z 12 pokojami, sauną i prywatnym zewnętrznym basenem. - Syn oświadczył nam, że się przeprowadzamy - opowiada na łamach "New York Timesa" matka chłopca. - Pokazał nam w internecie mieszkanie, do którego mamy się przenieść.

Ojciec Skye'a, finansista, powiedział synowi, że nie stać go na apartament za 14 mln dol., a mama oświadczyła, że jeśli ma się wyprowadzić z 8-pokojowego apartamentu, w którym mieszka, to syn musi ją zaprowadzić do zachwalanej nieruchomości. I tak oto rodzina nastolatka postanowiła sprawdzić odkrycie syna. Apartament oprócz basenu oferował zachwycające widoki na Hudson.

- Spojrzeliśmy na siebie i orzekliśmy, że to jest niewiarygodne - wspomina matka chłopca. - Ale pomysł, że możemy być posiadaczami takiej nieruchomości w Nowym Jorku był zdumiewający - opowiada dziennikarzom "NYT". Skye powrócił do pomysłu przeprowadzki kilka miesięcy później.

Jak zauważa publicysta "NYT", w Nowym Jorku nastolatki i dzieciaki stają się wytrawnymi znawcami nieruchomości. - Być może dlatego, że na okrągło siedzą w internecie. Być może dlatego, że są wabione dostarczanymi online obrazami apartamentów i związanych z nimi wygód, jak basen pod dachem czy sala zabaw dla dzieci. A być może także dlatego, że dzieci w pewnych częściach Manhattanu biorą udział w podejmowaniu rodzinnych decyzji - zastanawia się dziennikarz.

Reklama
Reklama

- To dzieci decydują, gdzie wspólnie z rodzicami pójdą na kolację lub wyjadą na wakacje - przyznaje na łamach "NYT" Stuart Moss, broker z firmy Corcoran. - Dlaczego więc nie rozszerzyć tych decyzji na to, gdzie wydać kilka milionów dolarów na mieszkanie?

Bonnie Hut Yaseen, broker z Fox Residential, mówi dziennikarzom "NYT", że obserwuje ten trend, gdy rodzice przychodzą obejrzeć jej oferty i z dumą oświadczają, że to ich syn albo córka znaleźli nieruchomość. - Odkryli niespodziewane zdolności swoich dzieci - mówi.

Z własnym pokojem

Oczywiście, to zjawisko poprzedził filmowy precedens. W klasycznym filmie "Cud na 34. ulicy" sceptyczna mała dziewczynka była skłonna uwierzyć w świętego Mikołaja pod warunkiem, że potrafi on załatwić kupno domu, który widziała w folderze reklamowym - pisze publicysta "NYT".

Yaseen twierdzi, że w przeszłości dzieci uznawały dom za własny dopiero wtedy, gdy rodzice przyznali im sypialnię. - Dziś to dzieciaki przychodzą na oględziny apartamentu jako pierwsze, ponieważ chcą sprawdzić, czy w rzeczywistości jest tak samo fajny, jak w internecie. Czasami mają ze sobą formularze, które wydrukowały ze strony internetowej. Ich wiedza jest szczegółowa - zwracają uwagę pośrednicy.

- Mieliśmy kiedyś nastolatka, który znał dokładne plany całych pięter. Wiedział, że w korytarzu C apartamenty mają 214,5 mkw., a te w korytarzu L - tylko 212,8 mkw. - opowiada "NYT" Justin D'Adamo, dyrektor z firmy Corcoran Sunshine. - Powiedział swojej mamie, że mieszkanie w korytarzu C będzie lepsze, bo pomieści jego dziecięce pianino. Ostatecznie wprowadzili się do mieszkania wraz ze Steinway'em jeszcze tego samego dnia.

Kiedy Yovanka, wdowa z dwójką dzieci, rozpoczęła oglądanie domów, to właśnie jej 10-letni syn Aleksander, fan portali HGTV i Zillow, był tym, który pytał o metraż, liczbę sypialni i łazienek. - Pomyślałam sobie: "o rety, a ja tego nie wiem" - opowiada w "NYT" matka chłopca, dyrektor firmy z sektora finansowego. - Może też powinnam wchodzić na te portale?

Reklama
Reklama

Katie Haggerty, projektantka mody, pracowała jako broker nieruchomości. Jej matka też była brokerem. Katie wraz z mężem, który pracuje w finansach, są właścicielami nieruchomości. Nic więc dziwnego, że ich trójka dzieci, a szczególnie 14-letnia Patty, rozbudziły w sobie zainteresowania wszystkimi detalami tego biznesu. Gdy rodzina w zeszłym roku przeprowadziła się z Chicago do Nowego Jorku, wynajęła mieszkanie, by rozejrzeć się po okolicy. Teraz zdecydowała się na kupno.

- A dla Patty przeglądanie ofert w internecie stało się codzienną rutyną - mówi Katie Haggerty. - Kiedy prowadzi te swoje poszukiwania, pokazuje nam rozmaite zdjęcia, a także informuje nas o wygodach i podatkach.

Te częste wizyty na stronach nieruchomościowych doprowadziły Patty do apartamentowca Carnegie Park. - Gdy tylko obejrzeliśmy mieszkanie, od razu poważnie wzięliśmy je pod uwagę - mówi mama dziewczynki.

- Czuję, ze mam wielki wkład w cały ten proces - nie ukrywa Patty, która na liście swoich specjalnych życzeń zamieściła "widok na Central Park."

Aleksander zaś przekonał matkę, że nie warto kupować jednego z wyszukanych w internecie mieszkań. Kobieta już miała podpisać umowę, bo lokal był bardzo tani. Ale syn zwrócił jej uwagę na wysokie koszty utrzymania nieruchomości.

- Wszystko to świadczy o dynamice ewolucji relacji "rodzic - dziecko" - twierdzi na łamach "NYT" psychiatra Gail Saltz. - Szczególnie jest to widoczne w zamożnych dzielnicach, gdzie coraz mniej rozdziela się to, co jest prywatnością dzieci od tego, co jest ich przywilejami. Ci rodzice nie wydają polecenia: "Musimy się przeprowadzić, a twoim obowiązkiem jest znaleźć nam mieszkanie". To jest sprawa dzieci, które czują się pomocne na sposób, który przynosi im radość.

Nieruchomości
Dla kogo deweloperzy budują w śródmieściu
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nieruchomości
Seans na filmowych schodach. Czy to bezpieczne i legalne?
Nieruchomości
Prezes Develii: w dużych miastach popyt na mieszkania będzie silny co najmniej 10-15 lat
Nieruchomości
Śląsk przyciąga biznes. Są tu wielcy gracze
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama