Większość Amerykanów i obcokrajowców jest na razie odcięta od tych lukratywnych posiadłości.
Mogą kupować i sprzedawać
A wszystko dzięki temu, że Raul Castro, rządzący Kubą od 2006 roku, stał się gorącym zwolennikiem prowadzenia biznesu w komunistycznym kraju - donosi World Property Journal.
Pozwala on mieszkańcom Kuby i na kupno, i na sprzedaż domów. To się dotychczas nie zdarzało w takim wymiarze od czasów, kiedy brat Raula - Fidel przejął władzę nad wyspą 56 lat temu. Ale kiedy zadowoleni mieszkańcy Kuby cieszą się z tego, co postrzegają jako nieruchomościową rewolucję, obcokrajowcy są odcięci od tego nowego rynku.
Ta sytuacja trwa od 1962 roku, kiedy Fidel Castro przejął prawie wszystkie będące w posiadaniu obcokrajowców nieruchomości na Kubie, bez nawet jednego peso odszkodowania. Od tamtego czasu Fidel, dziś 88-letni, znacjonalizował większość prywatnych firm. Skonfiskował także własność tych Kubańczyków, którzy uciekli z kraju.
Raul na razie nie mówi, czy jego rząd zwróci te posiadłości tym Kubańczykom, którzy wrócili na stałe na wyspę. Więc co naprawdę irytuje bogatych Amerykanów i zagranicznych inwestorów w związku z wejściem na rynek nieruchomości na Kubie? - pyta publicysta World Property Journal.