Przypomniał o tym Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) w sporze o włączenie karty ewidencyjnej zabytku do ewidencji wojewódzkiej. Spór zaczął się, gdy wojewódzki konserwator zabytków zawiadomił o czynności materialno-technicznej włączenia do swojej ewidencji karty lądowego zabytku archeologicznego. Konkretnie był to okop z czasów II wojny światowej, czyli polowa fortyfikacja ziemna.

To wywołało sprzeciw właścicielki nieruchomości, która zaczęła domagać się stwierdzenia bezskuteczności tej czynności. Przekonywała, że konserwator błędnie uznał, że znajdujący się na jej działkach okop posiada zachowaną, czytelną formę terenową i stanowi element założenia fortyfikacyjnego wraz z objętym ochroną konserwatorską oraz wpisanym do wojewódzkiej ewidencji zabytków schronem bojowym. Nie wykazał, że obiekt posiada jakiekolwiek walory historyczne, artystyczne i naukowe. Kobieta wątpiła, czy w ogóle można go uznać za zabytek. Zarzucała, że działanie nadzoru doprowadziło do rażących ograniczeń jej praw własności.

Czy można podważyć włączenie karty zabytku do ewidencji wojewódzkiej?

Konserwator wojewódzki tłumaczył jednak, że włączenie karty zabytku do wojewódzkiej ewidencji to czynność materialno-techniczna, która nie jest objęta postępowaniem ani decyzją. A on jako wyspecjalizowany organ jest uprawniony w ramach własnego urzędu do dokonania oceny wartości zabytkowego obiektu.

Ponadto zabytki archeologiczne podlegają ochronie bez względu na stan zachowania. W ocenie konserwatora pozostałości spornej linii obrony są ważnymi elementami lokalnej historii. Jak podkreślał konserwator, w myśl obowiązujących standardów konserwatorskich kartę ewidencyjną nieruchomego zabytku archeologicznego położonego na lądzie zakłada się dla każdego znanego i zlokalizowanego w Polsce. Nie tylko istniejącego, ale także zniszczonego, w tym całkowicie przebadanego.

Czytaj więcej:

Administracja Kiedy wpis do rejestru zabytków

Pro

Właścicielka nie dawała za wygraną. Zaskarżyła czynność konserwatora, ale przegrała. Najpierw racji nie przyznał jej Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Gliwicach. Wytknął skarżącej, że nie przedstawiła żadnego dowodu na potwierdzenie swoich racji. Nie miał przy tym wątpliwości, że zabytki archeologiczne podlegają opiece i ochronie bez względu na stan zachowania. Sąd przyznał, że relikty działalności militarnej nie zostały wprost wymienione w ustawowym katalogu zabytków archeologicznych. Jednak wyjaśnił, że nie jest to zbiór zamknięty. Działanie organu w spornej sprawie nie było dowolne i zostało poprzedzone analizą dostępnej dokumentacji. WSA przyznał, że objęcie wojewódzką ewidencją obiektu położonego na gruncie skarżącej niewątpliwie ogranicza jej prawo własności. I choć owszem podlega ono konstytucyjnej ochronie, to ta nie ma charakteru bezwzględnego. A sąd nie dopatrzył się, aby w spornym przypadku ograniczenie własności naruszało konstytucyjną zasadę proporcjonalności. 

Czy grunt ujęty w wojewódzkiej ewidencji zabytków można zabudować?

Ostatecznie do podobnych wniosków doszedł NSA. Zgodził się, że kwestionowane przez właścicielkę włączenie karty zabytku do wojewódzkiej ewidencji to czynność materialno-techniczna. Dotyczy więc czynności ewidencyjnych o odformalizowanym charakterze, co oczywiście nie zwalnia organów od obowiązku działania na podstawie i w granicach prawa. A zdaniem sądu sporne ujęcie w wojewódzkiej ewidencji zabytków, a nie w rejestrze, odpowiadało wymogom z ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Wojewódzki konserwator zabytków oparł bowiem swoją czynność na oględzinach, dokumentacji fotograficznej i kartograficznej oraz ustaleniach dotyczących zachowania linii reliktów fortyfikacji polowych. A ten materiał pozwala zaś na zidentyfikowanie obiektu, określenie jego lokalizacji i powiązanie go z historycznymi działaniami prowadzonymi w kampanii wrześniowej 1939 r. przez jedną z dywizji piechoty. Włączenie karty ewidencyjnej nie nastąpiło więc arbitralnie, ani bez dostatecznej podstawy materialno-prawnej.

Dla sprawy nie miało też znaczenia, że w spornym przypadku wykonywano jakieś prace ziemne, czy doszło do jakiegoś wykorzystania. NSA przyznał, że ujęcie obiektów historycznych w wojewódzkiej ewidencji zabytków napotyka na opór. Jednak, jak podkreślił sędzia NSA Mirosław Gdesz, samo ujęcie w wojewódzkiej ewidencji zabytków nie przekreśla możliwości aplikowania o zabudowę tych nieruchomości. Nie jest to forma ochrony zabytków. I nie obowiązują takie rygory jak w przypadku wpisu do rejestru zabytków. Chodzi jedynie o to, że każde działanie dotyczące warunków zabudowy czy pozwolenia na budowę, wymaga uzgodnienia z konserwatorem zabytków. A praktyka potwierdza, że ten dialog jest możliwy, a stopień ograniczenia jest tak naprawdę najmniejszy z możliwych.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: II OSK 1243/24