Część przedsięwzięć odłożyli w czasie, z innych zrezygnowali. Powodem jest nie tylko kryzys. Tereny do zagospodarowania w większości są nieciekawe, daleko od głównych tras.
– Niektórzy inwestorzy przesunęli projekty w czasie, ale znam też przypadki firm, które wycofały się z naszego kraju, poszukując dalszego ograniczenia kosztów działalności. Szczególnie dotyczy to branży motoryzacyjnej oraz przemysłu ciężkiego – mówi Rafał Pulsakowski, menedżer w zespole ds. pomocy publicznej w PricewaterhouseCoopers.
Z danych firmy Deloitte wynika, że wartość nakładów inwestycyjnych w SSE w I kw. 2008 roku wynosiła ponad 3000 mln zł, podczas gdy w I kw. br. było to zaledwie 500 mln zł.
Co zatem będzie z ziemią w SSE? Co zrobić, by nieruchomości tam położone znowu były atrakcyjne dla inwestorów? Według ekspertów z PwC przyczyną braku inwestycji w SSE jest nie tylko kryzys finansowy. Rafał Pulsakowski zwraca uwagę na jeszcze inne problemy.
– Problemem jest coraz mniejsza atrakcyjność SSE. Istnienie stref zostało wprawdzie przedłużone do końca 2020 r., lecz i tak z roku na rok inwestorzy będą mieli coraz mniej czasu na wykorzystanie w pełni ulgi podatkowej, której wysokość bezpośrednio zależy od wartości inwestycji. Poza tym zarządy stref właściwie nie mają atrakcyjnych gruntów, na których można by inwestować w ramach SSE. Około 70 procent ziemi zostało już wykorzystanych. To, co jest do wzięcia, to tereny nieciekawe, rozproszone, gorzej skomunikowane z głównymi trasami – uważa Pulsakowki.
[srodtytul]Biurowce w SSE[/srodtytul]
Także Paweł Barański, dyrektor Biura Doradztwa Podatkowego KPMG w Katowicach, uważa, że SSE bez wątpienia cieszą się zainteresowaniem mniejszym niż w poprzednich latach. – Liczba wydawanych zezwoleń w strefach znacznie spadła, nawet o 50 – 60 proc. w porównaniu z podobnym okresem ubiegłego roku. Zmniejszyły się również kwoty przeznaczane na inwestycje – podaje Barański.
Inny ekspert z KPMG Kiejstut Żagun, senior manager, szef zespołu ds. ulg i dotacji, uważa, że kryzys w SSE powoduje spadki inwestycji nawet o kilkadziesiąt procent w stosunku do lat ubiegłych. – Dotyczy to szczególnie inwestycji produkcyjnych. Można natomiast w tym roku zaobserwować spore zainteresowanie lokowaniem w Polsce inwestycji usługowych (BPO, Shared Service Center), które w miarę dostępności odpowiedniej infrastruktury – chodzi o biurowce w ramach SSE – są właśnie lokowane na terenach objętych statusem SSE – wyjaśnia Kiejstut Żagun.
Ekspert zwraca też uwagę, że w niektórych gminach, oprócz zwolnienia z podatku dochodowego od działalności prowadzonej na terenie SSE, można także liczyć na zwolnienie z podatku od nieruchomości. – Do tego dochodzi często przygotowanie terenu pod inwestycje i obecność partnerów biznesowych już działających w SSE – dodaje Żagun.
[srodtytul]Na prywatnych gruntach[/srodtytul]
Aby ożywić inwestycje w ramach SSE, wprowadzone zostały przepisy, które pozwalają na założenie strefy praktycznie w każdym miejscu w kraju – po spełnieniu określonych kryteriów dotyczących skali przedsięwzięcia.
– Problem jednak w tym, że formalności ciągną się nawet pół roku. Wiele firm nie może tak długo czekać – mówi Rafał Pulsakowski. – Pomysł na zakładanie stref na prywatnych gruntach mogą jednak próbować wykorzystać np. deweloperzy powierzchni produkcyjnych, logistycznych czy magazynowych. Jeśli mają doskonale zlokalizowany teren, który przyciągnie firmy chcące korzystać z ich nieruchomości, możliwość stworzenia strefy może być dodatkowym magnesem – uważa ekspert PwC. Dodaje jednak, że w tym roku nie należy jednak liczyć na duży ruch w ramach SSE.
Pomysł na zakładanie SSE na terenach wskazywanych przez inwestora chwali też Kiejstut Żagun. – Takie uelastycznienie podejścia SSE było bardzo wartościowym wyjściem naprzeciw oczekiwaniom inwestorów. Niestety, od kilku miesięcy, głównie za sprawą Ministerstwa Finansów, można obserwować mniejszą elastyczność w tym zakresie – ubolewa Żagun.
Co będzie dalej z SSE? Jeśli nie zmieni się podejście urzędników, trudno myśleć o nowych przedsięwzięciach w strefach. – Jeżeli inwestować, tym bardziej w czasach kryzysu, to gdzie, jeśli nie w miejscu, w którym proponuje się specjalne warunki, znacznie bardziej korzystne niż gdzie indziej – podsumowuje Przemysław Szkutnik z Ober-Haus.
[ramka]Opinia[b]Radosław Ignasiak starszy negocjator, Cushman & Wakefield[/b]
Kryzys i brak nowych terenów inwestycyjnych sprawiły, że w SSE przeciętnie planowane są trzy, cztery nowe inwestycje na każdą strefę rocznie, czyli liczba nowych projektów spadła o ponad 70 proc. Dodatkowo praktycznie wszystkie firmy działające już w strefach rozpatrują ograniczenia wydatków i redukcje zatrudnienia do poziomu nawet 40 proc. zwolnień. Trudno jednak oszacować, ile z planowanych inwestycji zostanie zrealizowanych. Dodatkowo coraz bardziej konkurencyjne w regionie stają się Rumunia, Ukraina i Bułgaria.
Najwięcej nowych projektów planowanych jest w okolicach Katowic, Krakowa, Wrocławia i Łodzi. Największą nową inwestycją jest otwarcie w kwietniu nowej fabryki Nidec Motors & Actuators (Poland) w Niepołomicach k. Krakowa. [/ramka]