Artykuł autorstwa Heinza von Foerstera, Patricii M. Mory i Lawrence'a W. Amiota, badaczy związanych z Uniwersytetem Illinois w Urbana-Champaign był próbą ekstrapolacji, w oparciu o historyczne dane dotyczące przyrostu populacji ludzkości – tego, jak szybko liczba mieszkańców Ziemi będzie przyrastać w kolejnych dekadach.
Proroctwo z 1960 roku: Człowieka miała zgubić zdolność komunikowania się
Autorzy artykułu wyszli od założenia, że w warunkach idealnych liczba osobników danej populacji jest zależna od zależności między płodnością każdego osobnika, a śmiertelnością. Przy zignorowaniu wszelkich czynników zewnętrznych przyrost liczby osobników danego gatunku w jednostce czasu można wyliczyć ze wzoru, w którym od iloczynu liczby osobników i współczynnika płodności w jednostce czasu odejmie się iloczyn liczby osobników i współczynnika śmiertelności w jednostce czasu. Upraszczając maksymalnie – jeśli w danej jednostce czasu więcej osobników przychodzi na świat, niż umiera, wówczas mamy do czynienia ze wzrostem populacji.
Czytaj więcej
Państwo wydaje miliardy, by w przyszłości nie zabrakło pracowników. Ale co, jeśli gospodarka nie będzie ich już potrzebowała? Sztuczna inteligencja...
Następnie uczeni zwrócili uwagę, że w rzeczywistości rozwój każdej populacji jest warunkowany również zewnętrznie – np. przez czynniki środowiskowe (obecność drapieżników, ograniczony dostęp do zasobów), a ponadto wraz ze wzrostem liczebności populacji rośnie konkurencja między jej osobnikami. Przy przyjęciu takiego modelu ograniczenia te prowadzą do zahamowania wzrostu liczebności populacji.
Jednak – jak zauważyli badacze – dotyczy to przede wszystkim populacji, w której „z braku odpowiedniej wzajemnej komunikacji jednostki muszą uczestniczyć w konkurencyjnej, wieloosobowej grze o sumie (niemal) zerowej”. Oznacza to, że przyrost populacji jest naturalnie blokowany w przypadku gatunków, które, inaczej niż człowiek, nie wykształciły mechanizmu komunikacji.
Człowiek bowiem, jak zauważają autorzy artykułu, może – dzięki zdolności do komunikowania się – zawiązywać koalicje. Rozwój komunikacji prowadzi do sytuacji, w której – jak czytamy – „wszystkie osobniki będą tak silnie powiązane, że z punktu widzenia teorii gier populację jako całość będzie można uznać za jednego gracza uczestniczącego w grze dwuosobowej, w której przeciwnikiem jest przyroda”. W efekcie – jak czytamy w artykule z 1960 roku – „wzrost liczby osobników może stworzyć bardziej wszechstronną i skuteczną koalicję, a przez to nie tylko osłabić oddziaływanie zagrożeń środowiskowych, lecz także poprawić warunki życia ponad poziom występujący w »warunkach naturalnych«”. Innymi słowy – o ile niekomunikującym się gatunkom nadmierna liczebność populacji zaczyna szkodzić, to, według przyjętej przez badaczy hipotezy, dla gatunku posiadającego zdolność zaawansowanej komunikacji, jakim jest człowiek, staje się ona atutem, co jest motorem dalszego wzrostu populacji.
Czytaj więcej
Demografia staje się jednym z największych długofalowych wyzwań Polski. Jak partie chcą ratować polską demografię?
13 listopada 2026 roku ludzie mieli zostać „zgnieceni na śmierć”
W związku z tym – biorąc pod uwagę historyczne dane o tempie wzrostu liczby ludzi na Ziemi – Foerster, Mora i Amiot przedstawili wyliczenia, z których wynikało, że gdyby liczba ludności nadal rosła według wzorca z poprzednich dwóch tysiącleci, 13 listopada 2026 roku liczba ludzi na Ziemi będzie dążyć do nieskończoności (jednocześnie zaznaczali, że ich szacunki obarczone są marginesem błędu wynoszącym ok. 5,5 roku). „Nasze praprawnuki nie umrą z głodu. Zostaną zgniecione na śmierć (oryg. They will be squeezed to death)” – napisali.
Dzietność na świecie
Aby uniknąć takiego losu, badacze sprzed 66 lat radzili, by podjąć działania zmierzające do zmniejszenia współczynnika urodzeń „mniej więcej o połowę” co, w 1960 roku oznaczałoby, że liczba dzieci w rodzinie spadnie do nieco ponad dwojga, czyli współczynnika bliskiego temu, który zapewnia naturalne zastępowanie pokoleń (czyli sytuację, w której kolejne pokolenie jest mniej więcej równie liczne jak pokolenie rodziców).
Proroctwo mówiące o „zadeptaniu się ludzkości na śmierć”, które miało mieć miejsce w najbliższy piątek, nie sprawdzi się, ponieważ dzietność na Ziemi zaczęła spadać. Według danych publikowanych przez Bank Światowy światowa dzietność spadła z około 4,69 dziecka na kobietę w 1960 roku do około 2,19 w 2024 roku. Współczynnik ten, który w większości krajów wysoko rozwiniętych spadł już znacznie poniżej 2 ma nadal spadać, co sprawi, że – według szacunków ONZ – liczba ludności Ziemi osiągnie maksimum w połowie lat 80. XXI wieku, gdy ma wynieść około 10,3 mld osób. Następnie powinno zacząć powoli spadać – i w 2100 roku osiągnąć 10,2 mld.