„Demografia. Gospodarka Pokoleń” to projekt „Rzeczpospolitej”, w którym przyglądamy się, jak demografia zmienia polską gospodarkę. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym i starzenie się społeczeństwa będą miały wpływ na rynek pracy, kondycję firm, finanse publiczne, system emerytalny i ochronę zdrowia. „Rzeczpospolita” pyta ekspertów, przedsiębiorców i polityków, co zrobić, by Polska mogła nadal się rozwijać i skutecznie konkurować.

W Polsce żyje ponad 10 mln osób powyżej 60. roku życia, a liczba ta stale rośnie, przy jednoczesnym braku zastępowalności pokoleń. To wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia, którego fundamenty – wylane w okresie wyżu demograficznego - zaczynają pękać pod naporem coraz starszych pacjentów. – Każdego roku musimy wydawać ok. 3-4 mld zł więcej na ochronę zdrowia z powodów demograficznych. Jednocześnie wydajemy te pieniądze na leczenie osób, które w większości są nieaktywne zawodowo – zauważa Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. ochrony zdrowia z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.

System ochrony zdrowia w Polsce coraz bardziej obciążony przez starzejące się społeczeństwo

Jeszcze w 2023 r. wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia na refundację świadczeń i leków dla osób 60+ plasowały się na poziomie 76,6 mld zł. Rok później było to już 91 mld zł, a w 2025 r. 101,7 mld zł. Jednocześnie, wpływy ze składki zdrowotnej wyniosły odpowiednio 140,5 mld zł w 2023 r., 158 mld zł w 2024 r., a w ubiegłym roku – ok. 170 mld zł. Oznacza to, że koszty leczenia starszych pacjentów pochłaniają coraz większą część środków pochodzących ze składki zdrowotnej. Jeszcze w 2023 r. było 54,5 proc., a dwa lata później – już 60 proc. A to nie koniec.

Czytaj więcej

Paradoks demografii. Nie zabraknie rąk do pracy, zabraknie pracy dla rąk?

– Polska do tej pory nieszczególnie troszczyła się o seniorów, ponieważ na leczenie osób, które ukończyły 75. rok życia, wydatkujemy proporcjonalnie mniej niż kraje tzw. Starej Unii. Obecnie rozpoczyna się proces konwergencji, czyli dostosowywania poziomu tych wydatków do obserwowanego na zachodzie Europy. Ten bagaż demograficzny jest coraz większy. Bez zmiany sposobu finansowania ochrony zdrowia niestety nie będziemy mogli zapewnić odpowiedniej podaży środków, żeby sfinansować te potrzeby – uważa Wiśniewski, który jest współautorem raportu „Luka finansowa w ochronie zdrowia. Wyzwania długoterminowe” z grudnia 2025 r. Jedną z rekomendacji zawartych w opracowaniu jest ustawowe uregulowanie sposobu uzupełnienia przychodów w systemie ochrony zdrowia z innych źródeł niż składka zdrowotna. Z tym wiąże się zaś rozszerzenie bazy podatkowej o opłaty związane z konsumpcją produktów o szkodliwym wpływie na zdrowie obywateli, czyli wprowadzenie tzw. podatku od grzechu oraz weryfikacja grup uprzywilejowanych lub zwolnionych ze składki zdrowotnej.

Bez zmiany modelu finansowania opieki zdrowotnej w Polsce grozi nam scenariusz, w którym niezaspokojone potrzeby zdrowotne obywateli staną się dodatkowym ciężarem dla ich wydatków prywatnych, co najbardziej obciąży gospodarstwa domowe o najniższych dochodach.

Jak starzenie się społeczeństwa wpływa na system ochrony zdrowia?

Problemem jest jednak nie tylko sposób finansowania ochrony zdrowia, ale też jego organizacja. – Starzenie się społeczeństwa radykalnie zwiększy zapotrzebowanie na opiekę zdrowotną, szczególnie w obszarze chorób sercowo-naczyniowych i onkologii. Wiek jest jednym z czynników ryzyka nowotworów – wskazuje dr n. med. Rafał Staszewski, kanclerz Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Uzupełnia, że według prognoz w 2040 r. w Europie może dochodzić rocznie do 4,75 mln zachorowań i 2,55 mln zgonów z powodu raka. Gdyby liczba tych zgonów wzrosła o prognozowane dla Europy 32 proc., w 2040 r. sięgnęłaby w Polsce ok. 132 tys.

Czytaj więcej

Emerytury pod presją populizmu. Ekonomiści: wiek emerytalny musi pójść w górę

Starzejemy się przy tym nierównomiernie. – Badacze ze Stanford opisali dwa okresy gwałtownych zmian biologicznych: około 44. i 60. roku życia. Wraz z wiekiem rośnie ryzyko wielochorobowości, a więc i potrzeba ciągłej, skoordynowanej opieki – mówi Staszewski. Jego zdaniem odpowiedzią nie może być jednak wyłącznie rozbudowa szpitali, a problemem staje się strategiczne wykorzystanie dostępnych zasobów.

– Polska pozostaje krajem szpitalocentrycznym: leczenie szpitalne pochłania 52 proc. wydatków na zdrowie, wobec 46 proc. w Europie Zachodniej. Mamy około 620 łóżek na 100 tys. mieszkańców, przy średniej unijnej 507. Nasze szpitale są coraz nowocześniejsze i dobrze wyposażone. Mamy też 3,9 lekarza na tysiąc mieszkańców, czyli tyle, ile wynosi średnia OECD. Jednocześnie na 100 tys. mieszkańców przypada w Polsce 87 lekarzy rodzinnych, wobec 120 średnio w UE, 146 w Austrii i 183 w Holandii – wylicza Staszewski. Jego zdaniem potrzebujemy silniejszej podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), większej liczby specjalistów medycyny rodzinnej i mniejszej liczby pacjentów przypadających na jednego lekarza. To lekarz rodzinny i pielęgniarka POZ powinni być najbliżej seniora: wcześnie rozpoznawać problemy, prowadzić choroby przewlekłe i koordynować leczenie. Szpital powinien być ostatecznością.

komentarz partnera
Victoria Tian, Country President, Novartis Poland

Starzenie się społeczeństwa zmusza nas do postawienia fundamentalnego pytania: nie tylko ile pieniędzy przeznaczamy na ochronę zdrowia, ale przede wszystkim jak je wykorzystujemy. W społeczeństwie, w którym rośnie liczba osób starszych, samo zwiększanie nakładów nie zapewni stabilności systemu. Potrzebujemy modelu, który inwestuje w zdrowie znacznie wcześniej, zanim choroba doprowadzi do utraty samodzielności, wycofania z rynku pracy czy konieczności długotrwałej opieki.

To szczególnie istotne, ponieważ skutki starzenia się populacji wykraczają daleko poza system ochrony zdrowia. Dotyczą rynku pracy, systemu emerytalnego, polityki społecznej, rodzin i opiekunów. Dlatego zdrowie powinno być traktowane nie tylko jako kategoria wydatków publicznych, lecz jako jeden z warunków długoterminowej odporności gospodarki.

Kluczowa staje się zmiana perspektywy z finansowania choroby na inwestowanie w zdrowie. Profilaktyka, wczesna diagnostyka i odpowiednio wcześnie zastosowane skuteczne leczenie mogą pozwolić ludziom dłużej pozostawać aktywnymi, samodzielnymi i uczestniczyć w życiu zawodowym i społecznym. I właśnie w tym miejscu polityka zdrowotna łączy się bezpośrednio z polityką demograficzną i gospodarczą.

Nie oznacza to oczywiście, że możemy przestać zwiększać nakłady na zdrowie. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa potrzeby zdrowotne będą rosły. Jednak dodatkowe środki powinny wspierać transformację systemu, a nie jedynie finansować rosnące koszty obecnego modelu. Musimy znacznie mocniej premiować działania, które zapobiegają rozwojowi chorób, pozwalają wykrywać je wcześniej i zapewniają pacjentowi właściwe leczenie we właściwym momencie.

Równie ważne jest odejście od patrzenia na poszczególne elementy opieki w oderwaniu od siebie. Dla pacjenta profilaktyka, diagnostyka, leczenie i dalsza opieka są jedną ścieżką. System finansowania powinien więc w większym stopniu wspierać efekty zdrowotne osiągane w całej tej ścieżce, a nie wyłącznie poszczególne świadczenia. Pomóc mogą w tym również dane, które pozwalają lepiej identyfikować potrzeby zdrowotne, oceniać rezultaty leczenia i kierować środki tam, gdzie przynoszą największą wartość pacjentom i systemowi.

W dyskusji o starzeniu się społeczeństwa zbyt często skupiamy się na tym, ilu ludzi będzie pracować na rzecz coraz liczniejszej grupy osób starszych. Powinniśmy równolegle zapytać, co zrobić, aby Polacy mogli jak najdłużej pozostawać w dobrym zdrowiu. Dłuższe życie nie musi oznaczać proporcjonalnie dłuższego życia z chorobą i zależnością od opieki.

Dlatego odpowiedź na demografię wymaga współpracy wykraczającej poza ochronę zdrowia. Potrzebujemy spojrzenia łączącego zdrowie, rynek pracy i politykę społeczną oraz długoterminowego podejścia, które traktuje profilaktykę i zdrowe starzenie się jako inwestycję.

Jeśli chcemy zapewnić stabilność systemu w starzejącym się społeczeństwie, nie wystarczy pytać, ile możemy przeznaczyć na leczenie. Musimy również pytać, jak możemy sprawić, by więcej osób potrzebowało intensywnej opieki później, krócej i w mniejszym zakresie. To właśnie jest jedna z najważniejszych inwestycji, jakie możemy dziś zrobić w przyszłą odporność Polski.

– Seniorom nie sprzyja organizacja samego systemu opieki medycznej, funkcjonującego w „logice niedoboru” przypominającej klimat lat 80. – mówi dr n. med. Maria Libura, ekspertka ds. zdrowia Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. – Potrzebne świadczenie trzeba często „upatrzyć”, śledząc terminy w internecie, „upolować” okazję, jak dawniej papier toaletowy, a czasem nawet wywalczyć przekonując, szpital czy przychodnię o pilności potrzeby spotkania z lekarzem – tłumaczy Libura. To wymaga zaś siły, determinacji i sprawności organizacyjnej, co dla osób starszych – zwłaszcza zmagających się z wielochorobowością, słabnącym wzrokiem czy słuchem – może stanowić przeszkodę niemal nie do pokonania bez zewnętrznego wsparcia. – Rodzina w naszych czasach nie zawsze je zapewnia, gdy np. dorosłe dzieci mieszkają w innym mieście. Zamożniejsi część tego problemu ominą, płacąc za różne usługi prywatne, zdrowotne i opiekuńcze. Mało kogo jednak stać na kompleksową, całodobową opiekę i asystę w codziennych sprawach, o drogim leczeniu, dajmy na to onkologicznym, nie wspominając – wskazuje.

Czytaj więcej

Demografia a handel. Potężna luka w ofercie dla seniorów

Społeczeństwo się starzeje, a Polska ma problem z profilaktyką

Dyskusja o zdrowiu w erze negatywnych trendów demograficznych zaczyna się jednak o kilka kroków przed sporem o kondycję samego systemu opieki zdrowotnej. Maria Libura wskazuje, że kapitał zdrowotny społeczeństwa zależy w ogromnej mierze od polityki państwa w innych niż opieka medyczna obszarach.

– W Polsce kuleje profilaktyka, a jeszcze słabiej z zainteresowaniem polityków społecznymi i ekonomicznymi uwarunkowaniami zdrowia. A te są szczególnie ważne ze względu na zmiany demograficzne. Jeśli chcemy, by ludzie w Polsce cieszyli się dłuższym życiem w zdrowiu, to Polska musi prowadzić prozdrowotną politykę w każdej dziedzinie: żywnościową, transportową, mieszkaniową i edukacyjną. Jeśli dziś np. pozwala się, by ultraprzetworzona żywność zalewała nasze sklepy, a zamiast zapewnić dzieciom zdrowe, darmowe obiady w szkołach kwestionuje się, czy nasze państwo na taki wydatek stać, to jutro trzeba będzie zapłacić ogromne kwoty na leczenie otyłości i jej powikłań – mówi Libura. Zauważa też, że dużo się mówi o konieczności podniesienia wieku emerytalnego, ale będzie to pusty, formalny gest, jeśli faktycznie osoby w wieku 65+ nie będą zdrowsze.

komentarz partnera
Robert Dewor, Lekarz i menedżer, dyrektor medyczny w AstraZeneca Polska

Wyobraźmy sobie duże miasto, w którym przez cały rok nikt nie przychodzi do pracy. To mniej więcej skala absencji chorobowej w Polsce: 242 mln dni zwolnień z powodu własnej choroby w 2025 r. odpowiada ponad 660 tys. osób nieobecnych w pracy przez dwanaście miesięcy, a wydatki na absencję sięgnęły blisko 35 mld zł. Kiedyś zwolnienie lekarskie było sprawą pacjenta i jego lekarza. Dziś, gdy na rynek pracy wchodzi coraz mniej młodych ludzi, to pozycja w bilansie całej gospodarki. 

Rosnąca liczba seniorów to większe zapotrzebowanie na leczenie i opiekę, a kurcząca się grupa osób w wieku produkcyjnym ma je współfinansować. Nie jest to spór pokoleń, lecz arytmetyka. Warto o niej mówić bez straszenia, ale otwarcie. Liczba urodzin spada od kilku lat i nasza zielona wyspa, czyli atrakcyjność populacyjna i gospodarcza, może się kurczyć. Musimy działać zarówno tak, aby odwrócić ten trend, ale również myśleć o tym jak zapewnić jak najlepsze zdrowie a co za tym idzie produktywność osób, które już są na rynku pracy. 

Dobrze, że kierunek zmiany już się pojawia. Programy takie jak Moje Zdrowie czy opieka koordynowana kładą nacisk na profilaktykę i ciągłość opieki, więc zasługują na uznanie i konsekwentne wzmacnianie. Dane ZUS pokazują, dlaczego to ważne. Najwięcej dni nieobecności powodują choroby układu mięśniowo-szkieletowego (ponad 42 mln), a rośnie rola zaburzeń psychicznych (34 mln wobec 30 mln rok wcześniej). Badania przesiewowe, wczesna diagnostyka i skuteczne leczenie pozwalają opóźnić utratę sprawności, a czasem jej uniknąć. Celem jest nie samo dłuższe życie, lecz życie dłuższe w zdrowiu i samodzielności. Jak pokazuje raport „7 lat różnicy. Zdrowie mężczyzn w Polsce 2026” największy krótkoterminowy potencjał leży w domykaniu istniejących ścieżek: po nieprawidłowym wyniku, wypisie psychiatrycznym, objawie alarmowym, rozpoznaniu ryzyka lub rozpoczęciu leczenia. 

Warto też zadać pytanie o stabilność systemu. Czy chodzi o zapewnienie minimum, czyli gwarantowanego koszyka dla wszystkich, czy o optimum, czyli opiekę, która utrzymuje ludzi w sprawności? Dziś system liczy bardziej kontakty i świadczenia niż pacjentów, którzy przeszli pełną ścieżkę od badania przesiewowego czy objawów do skutecznego leczenia. Jest wiele koncepcji, także rozwiązania współfinansowania, ale każda z nich wymaga jednego: konsekwentnego realizowania wybranej ścieżki przez lata, a nie zmiany kursu z każdym budżetem. Efekty inwestycji w zdrowie widać po kilkunastu, czasem kilkudziesięciu latach, a budżety planujemy w rocznych cyklach. 

Dlatego zdrowie warto traktować jak kapitał ludzki. Dłuższa praca jest realna tylko wtedy, gdy pozwalają na nią zdrowie i warunki pracy. Pacjent jest jeden, a rachunek za chorobę trafia równolegle do ochrony zdrowia, ZUS, pracodawcy i gospodarki. Strategia jednego resortu tu nie zadziała. Zidentyfikowanie tego problemu jest równie złożone jak koordynacja polityki bezpieczeństwa i obronności. Nikt nie powie, że obronność to sprawa wyłącznie wojska, bo wiemy, że wymaga pełnej mobilizacji państwa. Podobnie dziś jest ze zdrowiem w świecie starzejącego się społeczeństwa.

Miarą sukcesu nie powinna więc być wyłącznie liczba finansowanych świadczeń, lecz to, ilu ludzi dłużej pozostaje zdrowych, samodzielnych i chętnych do aktywności zawodowej.

W podobnym duchu wypowiada się Rafał Staszewski. Podkreśla, że zdrowie powstaje tam, gdzie toczy się codzienne życie: w rodzinie, szkole, miejscu pracy i lokalnej społeczności. – Samorządy, pracodawcy, organizacje społeczne oraz zespoły POZ mogą zrobić w sferze zdrowia o wiele więcej niż niejedna reforma systemu. Dlatego potrzebujemy współpracy resortów zdrowia, edukacji, pracy, finansów i środowiska – mówi. Jak dodaje, zdrowie buduje się przez całe życie, nie po przekroczeniu progu szpitala czy określonego wieku.

W kontekście wyzwań demograficznych jednym z głównych problemów pozostają nierówności społeczno-ekonomiczne i infrastrukturalne. Maria Libura zwraca uwagę na trudności, jakie napotykają osoby starsze w uzyskaniu pomocy medycznej z powodu wykluczenia transportowego. Seniorom bywa trudno dotrzeć do oddalonych od ich domów placówek. Poważną barierą jest także ubóstwo – koszty leków, nawet tych relatywnie tanich, potrafią przekraczać możliwości finansowe niezamożnych pacjentów. Wraz z utratą sprawności fizycznej przeszkodą w utrzymaniu zdrowia staje się czasem... architektura, czego przykładem jest zjawisko tzw. „więźniów czwartego piętra”, czyli osób o ograniczonej mobilności zamkniętych w budynkach bez wind. Brak możliwości samodzielnego wyjścia z domu odcina je od otoczenia, skazuje na samotność, a także utrudnia dostęp do diagnostyki oraz leczenia – wskazuje badaczka.