Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie scenariusze dla systemów emerytalnych rozważają inne kraje w obliczu zmian demograficznych.
  • Dlaczego polski system emerytalny, choć w założeniu stabilny, jest obciążony kosztownymi przywilejami.
  • Z jakich powodów niski wiek emerytalny kobiet staje się źródłem rosnących nierówności społecznych.
  • Kiedy obecna polityka emerytalna może doprowadzić Polskę do progu kryzysu finansów publicznych.

Europejczycy żyją coraz dłużej, większość krajów zmaga się przy tym z niską dzietnością, co prowadzi do starzenia się europejskich społeczeństw. To zaś potęguje problemy emerytalne. Spada wysokość świadczeń, lokalne budżety muszą do nich dopłacać coraz więcej. Klimat do poważnych reform emerytalnych nie jest jednak w Europie sprzyjający.

Przymiarki do dużej reformy widać w Niemczech. Jej plan zakłada m.in. połączenie wieku emerytalnego z oczekiwanym dalszym trwaniem życia: z docelowych 67 lat będzie stopniowo szedł w górę. Do tego miałaby dojść ustawowa emerytura kapitałowa, w ramach której oszczędności emerytalne będą inwestowane przez uczestników programu i ich pracodawców na rynku kapitałowym, podobnie jak w naszym PPK. Byłoby też ograniczenie wcześniejszych świadczeń i objęcie systemem kolejnych grup zawodowych. Ostateczny kształt reformy nie jest jeszcze przesądzony. Nie sprzyja jej słabnąca pozycja polityczna kanclerza Friedricha Merza.

We Francji ceną za przyjęcie trudnego budżetu państwa na 2026 r. było zawieszenie reformy emerytalnej, która stopniowo podnosi wiek emerytalny. Jego windowanie trwa też w Hiszpanii. W Danii tempo to jest wyraźnie wyższe – w 2040 r. wiek emerytalny ma sięgnąć 70 lat.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polacy odkładają coraz więcej na emeryturę. PPK i OFE biją rekordy

Pro

Wiek emerytalny w górę. Ekonomistka: innej drogi nie ma

– Zapał polityków, nie tylko w Polsce, do reformowania systemów emerytalnych zmalał już jakiś czas temu – mówi prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka, prorektorka Szkoły Głównej Handlowej. – W latach 90. mieliśmy dużą falę takich reform w wielu krajach. Pojawiły się wtedy pierwsze raporty, które pokazywały, jak wraz ze starzeniem się społeczeństw będą rosły państwowe wydatki emerytalne. W ślad za nimi wiele krajów podniosło wiek emerytalny. Ruch ten rekomendowała też Komisja Europejska – dodaje.

Zwraca uwagę, że widać stabilizację prognozowanych wydatków państw na cele emerytalne. – Odbywa się to głównie poprzez dwa mechanizmy. Po pierwsze, relatywne zmniejszanie się relacji wysokości emerytur do zarobków. I po drugie, podnoszenie wieku emerytalnego, czyli skracanie czasu wypłacania emerytury – tłumaczy Agnieszka Chłoń-Domińczak. Przyznaje, że w czasach rosnącego populizmu są to trudne działania, bo przyzwolenie społeczne, zwłaszcza na to, by podnosić wiek emerytalny, jest niewielkie. Dobrze widać to także w Polsce. Ale innej drogi nie ma.

– Jeśli nie podniesiemy wieku emerytalnego, przede wszystkim kobiet, będziemy mieli rosnącą, i tak już bardzo dużą, lukę emerytalną pomiędzy kobietami a mężczyznami. Doprowadzi to też do tego, że większość kobiet będzie miała emerytury na poziomie minimalnym – mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak.

Za sprawą emerytur minimalnych rosnąć mogą w przyszłości dopłaty z budżetu państwa do systemu emerytalnego. – Zależeć to będzie jednak od wysokości emerytury minimalnej. Projekcje ZUS pokazują, że dopłaty te będą spadały w relacji do PKB. Tyle że takie stabilizowanie odbywać się będzie jednak głównie kosztem adekwatności emerytur, szczególnie kobiet – dodaje.

Przywileje emerytalne. Trudne, ale potrzebne cięcia

– Nie widzę zapału do reformowania systemów emerytalnych w Europie. W Polsce też zawędrowaliśmy z tym problemem do narożnika – mówi Maciej Bukowski, ekonomista, prezes zarządu think tanku WiseEuropa. – Do tego typu projektów potrzebna jest polityczna współpraca ponad podziałami. I mieliśmy to u nas do momentu wejścia do Unii Europejskiej. Po tym czasie model kooperacji politycznej został całkowicie zaprzepaszczony – dodaje. Efekt jest taki, że przechodzą tylko reformy wybitnie populistyczne, takie jak 500+, których potem nikt nie ma odwagi zdemontować, nawet jeśli nie przynoszą zamierzonych efektów.

– Z drugiej strony politycy, którzy zdecydowali się na sensowną i potrzebną zmianę systemu emerytalnego, czyli podniesienie wieku emerytalnego, srodze się na tym sparzyli, a zainicjowana przez nich zmiana i tak została odwrócona. Teraz trudno wyobrazić sobie podjęcie ponownej próby w tym zakresie do czasu, gdy nie będzie sytuacji podbramkowej, czyli np. kryzysu finansów publicznych – uważa Maciej Bukowski.

Jego zdaniem ludzie coraz lepiej zdają się dostrzegać niesprawiedliwość i nierówności systemu emerytalnego w postaci uprzywilejowania kobiet (niższy wiek emerytalny) czy różnych grup zawodowych: rolników, górników, służb mundurowych. – Potencjał do zmian więc jest, ale wydaje się, że aby one mogły się urzeczywistnić, musi zmienić się pokolenie polityków – ocenia szef WiseEuropa.

Ekspert zauważa, że już w tej chwili Polska wydaje na emerytury 12-13 proc. PKB. – To bardzo dużo, wydajemy tu więcej niż kraje, które mają gorszą demografię – mówi Bukowski. Zwraca uwagę na dość hojną indeksację świadczeń, dodatki w postaci 13. i 14. emerytury i liczne rzesze uprzywilejowanych. – To bardzo trudno zmienić. Jeśli polityków do zmian nie przymusiła wojna w Ukrainie i potrzeba wielkich wydatków na zbrojenia, jeśli zamiast zmian woleli skoczyć na głęboką wodę i wygenerować deficyt rzędu 7 proc. PKB, to trudno spodziewać się rewizji tej polityki przed dojściem do fiskalnej ściany. Ta nastąpi pewnie około 2030 r., może 2032. Czyli nie w tej kadencji – mówi Maciej Bukowski.

Prof. Marek Góra: mówmy o minimalnym wieku emerytalnym

– Nasz system emerytalny nie wymaga reformy. Zreformowaliśmy go, a raczej wymieniliśmy, w 1999 r. Stary poszedł do kosza, nowy został zbudowany od zera. I ten nowy jest tak zrobiony, żeby sobie dawał radę ze zmianami ludnościowymi – mówi ekonomista prof. Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej, współautor reformy emerytalnej z 1999 r. – To nie znaczy, że on jest w stanie zmienić to, że mamy coraz mniej młodych, a coraz więcej starych. Tego się nie zmieni żadnym systemem. Można sobie mieszać, w tym obiecywać różne dziwne rzeczy, ale tego się zmienić nie da. Do tego można i trzeba się dostosować – mówi prof. Góra.

I tu, jego zdaniem, dochodzimy do podwyższenia minimalnego wieku emerytalnego, który odróżnia Polskę i Szwecję od Niemiec i Francji. Tam wyznacza on moment przejścia na emeryturę. U nas po jego osiągnięciu, można zacząć wykorzystywać środki zakumulowane wcześniej na czas emerytury, ale tego robić nie trzeba. Jeśli się tego nie zrobi, to środki te będą dalej pomnażane, choć nie poprzez rynki finansowe. – Niestety, jako ludzie mamy tendencję do sięgania po oszczędności emerytalne raczej dzisiaj niż jutro – mówi prof. Góra.

Jego zdaniem rolą państwa jest pokazywanie, że wczesne sięganie po oszczędności emerytalne jest wbrew naszym interesom. Że warto się zastanowić, czy bardziej nie będziemy ich potrzebować później. I że warto dłużej pracować, bo wtedy tych oszczędności do wykorzystania na emeryturze będzie jeszcze więcej. – Chodzi o to, żeby nie stwarzać sytuacji, w której ludzie są przez system emerytalny zachęcani do bycia starcami. Trzeba im pokazywać korzyści z przedłużania aktywności zawodowej. Na początku przez edukację i tłumaczenie, a potem przez różnego rodzaju regulacje, w tym na przykład wyższy minimalny wiek emerytalny – przekonuje Marek Góra.

I zwraca uwagę na problem minimalnego wieku emerytalnego kobiet. – U nas jest on wyjątkowo niski i przekłada się na ich niskie emerytury. To rozwiązanie jest kompletnie niecywilizowanym dyskryminowaniem według płci. Coś, co nie powinno mieć miejsca – uważa prof. Góra.

Problemem w jego ocenie są też emerytalne 13-tki i 14-tki. – To w ogóle nie jest emerytura, tylko zasiłek doczepiony do emerytury, który odstręcza ludzi od dalszej pracy, ale przede wszystkim obciąża młode pokolenia, bo jest płacony z ich podatków i nie idzie na ich wynagrodzenia. To bezsensowne pod każdym możliwym względem – mówi Marek Góra.