Celem misji było pozyskanie informacji o tym, na jakie dawki promieniowania mogą być narażeni astronauci, którzy wyprawiają się poza ziemską magnetosferę. Aby to sprawdzić, na pokładzie kapsuły Orion umieszczono dwa fantomy imitujące ludzkie ciało oraz ponad 10 tys. detektorów. W ramach eksperymentu MARE badano, jak dawki promieniowania rozkładają się w różnych częściach tych modeli – pisze Wirtualna Polska.
Czytaj więcej
Mniej przekształcania wzorów, więcej analizy danych i samodzielnego rozwiązywania problemów – takie są założenia projektu nowej podstawy programowe...
Wynik eksperymentu mocno zaskoczył badaczy
Po przeanalizowaniu wyników okazało się, że dawka promieniowania była większa niż na orbicie Ziemi, jednak mniejsza, niż można oczekiwać. Badacze podejrzewają, że może to wynikać z tego, że w sąsiedztwie Księżyca nie ma niskoenergetycznych protonów, które z kolei występują w pasie Van Allena, czyli obszarze intensywnego promieniowania korpuskularnego otaczającego naszą planetę.
„Niskoenergetyczne protony, uwięzione przez pole magnetyczne naszej planety w pasach Van Allena, mogą odpowiadać nawet za większość dawki, na jaką są narażeni astronauci na niskich orbitach wokółziemskich. W okolicy Księżyca ten znaczący wkład znika. Z naszych pomiarów w ramach eksperymentu MARE wynika, że z uwagi na duże ilości promieniowania galaktycznego całkowite dawki przy Srebrnym Globie są więc co prawda większe niż na orbicie Ziemi, ale nie aż tak bardzo, jak można by się było intuicyjnie spodziewać” – podsumował prof. Bilski w informacji prasowej wydanej przez PAN.
Czytaj więcej
23 października Pentagon opublikował kolejną, już siódmą partię akt dotyczących niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych, czyli UAP. Znalazły się wś...
Galaktyczne promieniowanie jonizujące przenika przez ciało, pozostawiając mikroskopijne ślady uszkodzeń. Rozkład pochłoniętej dawki jest jednak bardziej równomierny niż na niskich orbitach – informuje Wirtualna Polska.
Polskie detektory zarejestrowały ślady cząstek
Do pomiarów wykorzystano m.in. krystaliczne detektory z fluorku litu opracowane w Instytucie Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie. Promieniowanie pozostawia w nich delikatne mikrouszkodzenia, które po oświetleniu próbki niebieskim światłem emitują czerwoną poświatę. Naukowcy następnie analizują ją pod mikroskopem fluorescencyjnym.
Ta metoda pozwala wykryć ślady, które trudno byłoby zauważyć w przypadku zastosowania tradycyjnych technik. Ponadto detektory rejestrują szeroki zakres cząstek i energii, a nawet neutrony. Polski zespół dostarczył również około 600 kryształów innego rodzaju, które pomogły w dokonaniu pomiarów ilościowych – donosi PAP. Zebrane dane mają pomóc w przygotowaniu przyszłych lotów załogowych i opracowaniu zabezpieczeń dla astronautów uczestniczących w kolejnych wyprawach.