Tak przynajmniej twierdzi Michael Steckler, geofizyk z Uniwersytetu Columbii. Jego zespół dokonywał pomiarów na granicy płyt tektonicznych pod Bangladeszem. Naukowcy twierdzą, że naprężenia rosną tam od co najmniej 400 lat. Ich gwałtowne rozładowanie będzie oznaczało kataklizm o sile (magnitudzie) 9 st. w skali Richtera. Przesunięcie gruntu sięgnęłoby kilkunastu metrów – ostrzegają badacze. Rzeki zmienią bieg, dojdzie do gigantycznej powodzi w najgęściej zaludnionym regionie świata.
Steckler przyznaje jednak, że nie da się przewidzieć, kiedy nadejdzie katastrofa. – Nie wiemy, ile czasu upłynie do rozładowania, bo nie wiemy dokładnie, ile czasu minęło od ostatniego trzęsienia. To może być za chwilę, ale może być i za 500 lat – przyznaje naukowiec.
To samo eksperci mówią o zagrożeniu po drugiej stronie świata. Naprężenia w uskoku San Andreas przebiegającym przez Kalifornię ciągle rosną. Geofizycy są przekonani, że w ciągu najbliższych 30 lat z 99-proc. prawdopodobieństwem dojdzie tam do trzęsienia ziemi o sile ok. 7 stopni.