220 lat temu, 21 stycznia 1793 roku, zgilotynowano króla Ludwika XVI. Tekst z archiwum rp.pl

Porównanie materiału genetycznego zachowanego na kawałku szmatki z DNA uzyskanego ze zmumifikowanej głowy XVI- wiecznego francuskiego króla Henryka IV pozwoliła potwierdzić autentyczność obu makabrycznych zabytków.

Ludwik XVI został stracony przez ścięcie gilotyną 21 stycznia 1793. Był ofiarą „Dyktatury Terroru" jak zapanowała we Francji w wyniku rewolucji 1789 roku.

Podczas licznych egzekucji utarł się zwyczaj zanurzania chustek we krwi ofiary. Krew lała się obficie bo narzędzie do pozbawiania życia, jakim była gilotyna, gwałtownie ucinało głowę ofiary.

Jedna z takich makabrycznych pamiątek trafiła do naczynia z tykwy — na którym zostało wpisane: ". 21 stycznia Maximilien Bourdaloue umoczył chusteczkę we krwi Ludwika XVI po jego ścięciu". Artefakt od ponad 100 lat jest własnością włoskiej rodziny — ale dotychczas nie było pewności, że jest autentyczny.

Próbki krwi zostały pobrane w roku 2010 a po ich przebadaniu okazało się, że profil DNA jaki uzyskano zgadza się z wyglądem króla, na przykład jego niebieskimi oczami.

Ale analitycy nie byli w stanie udowodnić, że krew rzeczywiście należała do zgilotynowanego monarchy, ponieważ nie było znane DNA żadnego z jego krewnych. Dopiero zbadanie głowy — jak sądzono, należącej do króla Henryka IV — pozwoliło potwierdzić autentyczność krwi zgilotynowanego monarchy. Obaj pochodzili z jednego rodu Burbonów. Głowa Henryka została przez rewolucjonistów skradziona z kaplicy królewskiej w Saint Denis pod Paryżem. Ten poprzednik Ludwika, pierwszy z Burbonów na tronie francuskim, zgładzony został ręką zamachowca w roku 1610.

W trakcie ostatnich badań przeprowadzonych przez ekspertów francuskich i włoskich, odkryta została rzadka genetyczna cecha wspólna dla tych dwóch mężczyzn, mimo, że dzieliło ich siedem pokoleń.