Zatem rację miał organizator festiwalu i selekcjoner artystów Mariusz Adamiak, twierdząc w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przed festiwalem, że polscy jazzmani są bardziej rozpoznawalni niż nowe, amerykańskie gwiazdy tej muzyki.

Zresztą pojęcie „gwiazdy” nie przystaje do jazzmanów, bo popularność tej muzyki jest daleka od stadionowej. Artystów zasługujących na tytuł jazzowej gwiazdy zostało na scenie już niewielu, bo na taką pozycję pracuje się latami, będąc nieustannie u szczytu twórczej inwencji.

Czytaj więcej

Muzyka służy młodzieży do układania soundtracku do ich życia. Tak wyrażają emocje

Jazz Jamboree i Mariusz Adamiak

Jeszcze przed festiwalem Mariusz Adamiak zelektryzował fanów jazzu wiadomością, że organizację Jazz Jamboree odda nowemu podmiotowi, sobie pozostawiając tylko Warsaw Summer Jazz Days, który stworzył od podstaw, wykorzystując doświadczenie zdobyte w organizacji koncertów amerykańskich sław w klubie Akwarium.

Podczas jednej z zapowiedzi ze sceny Stodoły wyjawił, że organizacją zajmie się... właśnie Klub Stodoła. Zatem ci miłośnicy jazzu, którzy z niechęcią chodzili do tego klubu, żeby chętnie słuchać ulubionych artystów, będą musieli pogodzić się z tym, że niezbyt eleganckie wnętrze nadal będzie głównym miejscem jazzowych koncertów. Choćby dlatego, że nie ma lepszej sali, która nie byłaby droga i mieściła maksymalnie 1000 widzów. Tak liczną publiczność mogą przyciągnąć najciekawsze jazzowe nazwiska. Tych, którzy prawdopodobnie wypełnią remontowaną Salę Kongresową (ma być oddana do użytku w 2028 r. – ale który to już termin?), jest tylko kilkoro, z pewnością Diana Krall, Pat Metheny i Herbie Hancock.

Dyrektor festiwalu Mariusz Adamiak podczas koncertu w 3. dniu festiwalu Jazz Jamboree 2026 w warszaw

Dyrektor festiwalu Mariusz Adamiak podczas koncertu w 3. dniu festiwalu Jazz Jamboree 2026 w warszawskim Klubie Stodoła

Foto: PAP/Albert Zawada

Adamiak ostrzegł jednak, że wynajęcie Sali Kongresowej będzie bardzo drogie. Widz będzie musiał uiścić w cenie biletu dodatkowe 150-200 zł właśnie za komfort słuchania jazzu w nowej sali. W przypadku koncertów pop-rock-r’n’b czy innych o prestiżowym znaczeniu, będzie to kwota pomijalna w porównaniu do honorarium artysty.

Jazz Jamboree. Największe brawa dostało trio Marcina Wasilewskiego

Kogo zatem najgoręcej oklaskiwała publiczność tegorocznego Jazz Jamboree? Zakładając, że doceniono wartość artystyczną połączoną z atrakcyjnością programu i wirtuozerią jazzmanów, to największe brawa dostało trio Marcina Wasilewskiego występujące w finale z gośćmi: saksofonistą Adamem Pierończykiem i trębaczem Philipem Dizackiem, notabene jedynym Amerykaninem na tym festiwalu.

Czytaj więcej

„Polish Radio Sessions 1970-91”: Improwizacja i awangarda

Trio było w doskonałej formie, Wasilewski błyszczał w improwizacjach, przykuwając uwagę słuchaczy niemal przez cały koncert. Co najważniejsze, występ miał zmienną dynamikę, dramaturgia była przemyślana i uwzględniała chwile wytchnienia tak dla muzyków, jak i publiczności. Uwielbiam porywające, ekspresyjne solówki Wasilewskiego, ale to kontrabasista Sławomir Kurkiewicz, jak i perkusista Michał Miśkiewicz trzymali światowy poziom podkręcania rytmicznego tempa, a w nastrojowych utworach malowali tło barwami swych instrumentów. Goście wzbogacili brzmienie, stając na wysokości zadania. Kiedy jest okazja występu z tak silną ekipą, jak trio Wasilewskiego, trzeba dać z siebie wszystko.

Zapowiedziany przez Mariusza Adamiaka jako „czarny koń festiwalu”, a także najwyżej ceniony dziś w Polsce zespół trębacza Tomasza Dąbrowskiego, jest po prawdzie międzynarodową formacją pod nazwą The Individual Beings – Istnienia Poszczególne. W czasie koncertu tego zespołu duch Tomasza Stańki nie opuszczał Stodoły.

Trębacz Philip Dizack podczas występu na Jazz Jamboree 2026

Trębacz Philip Dizack podczas występu na Jazz Jamboree 2026

Foto: PAP/Albert Zawada

Jak powiedział kiedyś Dąbrowski: - To, co wyniosłem ze spotkań i współpracy z Tomaszem Stańką, to fakt, że należy pielęgnować swoją indywidualność, tworzyć zespoły, szukać i dodawać umiejętnie do swojego języka na instrumencie tak, by stał się on mocny i niezależny, bez względu na okoliczności. A odrębność, oryginalność i kreatywność to elementy, których szukam w muzykach.

W tej idei jest ogromny potencjał i siła twórcza lidera, jak i artystów, których trębacz zgromadził na scenie Stodoły. Polsko-skandynawską formację wzbogacił free-jazzowymi akordami francuski gitarzysta Marc Ducret. Choć nie była to łatwa w odbiorze muzyka, wymagała skupienia, a także osłuchania w jazzie uprawianym w Europie w ostatnich latach, to mnóstwo się w niej działo i to działo tak ciekawie, że publiczność nawet nie nagradzała solówek osobnymi brawami. Za to całość występu zasłużyła na owacje.

Pianista Kristjan Randalu (L), trębacz Markus Stockhausen (2L), skrzypek Mateusz Smoczyński (2P), ba

Pianista Kristjan Randalu (L), trębacz Markus Stockhausen (2L), skrzypek Mateusz Smoczyński (2P), basista Chris Jennings (3L) i perkusista Bodek Janke (P) podczas występu na Jazz Jamboree 2026

Foto: PAP/Albert Zawada

Maciej Obara i duch Tomasz Stańki na Jazz Jamboree 2026

Znakomity zespół zgromadził w Stodole saksofonista Maciej Obara, kolejny muzyk, który Tomaszowi Stańce, jak i szefowi ECM Records Manfredowi Eicherowi zawdzięcza przepustkę na europejskie festiwale. Maciej Obara Nonet Bluish Landscapes powstał na specjalny koncert z cyklu „Toast Urodzinowy dla Tomasza Stańki” i warto było go przedstawić publiczności Jazz Jamboree, bo to okazja nie mniej prestiżowa.

Doskonała norweska sekcja rytmiczna: Ingerbrigt Haker Flaten – kontrabas, Audun Kleive – perkusja, stworzyła nieoczywistą podstawę rytmiczną, oryginalne partie wokalne zaśpiewała urodzona w Etiopii, mieszkająca w Szwecji Sofia Jernberg, na fortepianie zagrał niezawodny towarzysz Obary Dominik Wania, również artysta ECM Records. Amalia Umeda na skrzypcach i eksperymentująca z brzmieniem wiolonczeli Brytyjka Lucy Railton dopełniły muzykę pastelowymi barwami, a gitarzysta Adam Jędrysik malował dźwięki w swoim stylu. Nie zabrakło elektronicznych brzmień Evena Rostada. W tej muzyce ekspresja mieszała się z melancholią, melodia z free, podobnie jak w twórczości Tomasza Stańki.

Saksofonista Adam Pierończyk na Jazz Jamboree 2026

Saksofonista Adam Pierończyk na Jazz Jamboree 2026

Foto: PAP/Albert Zawada

Chociaż główną zasadą dobierania festiwalowych zespołów były międzynarodowe projekty polskich jazzmanów: European Quartet Adama Bałdycha, grający nastrojową muzykę z nowego albumu „Endless”, Mateusz Smoczyński & Markus Stockhausen Quintet „Over the Clouds” (jeszcze niewydany), gitarzysta Szymon Mika, wykonujący program nagrodzonego Fryderykiem albumu „AGMA”, to trzy zespoły wystąpiły wyłącznie w rodzimym składzie. Rzeczony Squad trębacza Wojciecha Jachny doskonale czuł się w formule free-jazzu.

Zgniecione plastikowe butelki na festiwalu Jazz Jamboree

Pianista Marcin Masecki zagrał niezwykle ekspresyjny, solowy wstęp do koncertu swojego tria, a hasłem przewodnim była muzyka Ludwiga van Beethovena, a szczególnie ostatnia w jego dorobku sonata fortepianowa nr 32 c-moll op. 111, w której, zdaniem Maseckiego, kompozytor przewidział pojawienie się jazzu. Masecki zatarł granice pomiędzy klasyką a jazzową improwizacją, poruszając się na granicy pastiszu.

Czytaj więcej

Zbigniew Preisner: Nakrętki do butelek ważniejsze od artystów?

Natomiast totalnym eksperymentem z pogranicza free był performance grupy Cześćtet perkusisty Szymona Gąsiorka. Zasiał ferment, użył zgniecionych plastikowych butelek do wody jako aluzji do społeczeństwa konsumpcyjnego, któremu eksperci i politycy z Brukseli przymocowali zakrętki do butelki, żeby nie walały się po chodnikach miast i leśnych ścieżkach. Muzyki w tym było niewiele, a jazzu jeszcze mniej. Ale Mariusz Adamiak zapowiadał w rozmowie w „Rz”, że taka muzyka też jest na festiwalu potrzebna, czym zapewne zachęci naśladowców lub sprowokuje twórców do projektów jeszcze bardziej szalonych.

„Rzeczpospolita" była patronem medialnym festiwalu.