Od 2017 r. organizatorem Jazz Jamboree jest Mariusz Adamiak (twórca Warsaw Summer Jazz Days), który decyduje, kogo zaprosić na scenę Klubu Stodoła.

Jak dotąd byli to artyści polscy, europejscy i amerykańscy. Jego innowacją były dni poświęcone jednemu, wybranemu artyście, który zapraszał swoich gości. Autorskie wieczory mieli m.in.: Zbigniew Namysłowski, Kazimierz Jonkisz i Krzysztof Ścierański. Jednak w tym roku organizator dokonał programowej zmiany.

Adamiak: bardziej rozpoznawalni są Masecki, Bałdych, Dąbrowski, Obara, Pierończyk czy Wasilewski

– Zawsze starałem się zróżnicować te festiwale programowo – powiedział „Rzeczpospolitej” Mariusz Adamiak. – Uznałem, że podział na gatunki czy podgatunki jazzowe byłby bez sensu. Czasem udawało się zestawić polskich jazzmanów z gwiazdami amerykańskimi, ale to były raczej sztuczne twory. Polacy grali swoje, a gość mniej lub bardziej próbował dopasować się do ich muzyki. To dodawało wartości artystycznej albo wcale nie. Jednak chęć wprowadzenia nowego schematu podpowiadała mi pewne eksperymenty. Jest w Polsce spora rzesza jazzfanów, która chodzi głównie na koncerty polskich artystów. Dla nich bardziej rozpoznawalni są Masecki, Bałdych, Dąbrowski, Obara, Pierończyk czy Wasilewski. Natomiast nie znają nowych artystów jazzu amerykańskiego. Dlatego postanowiłem zaprosić topowe polskie zespoły, oddać im inicjatywę w tym, kogo z zagranicy zaproszą na wspólny występ.

Czytaj więcej

„Matki Chersonia” w Operze Narodowej. Odyseja współczesnych kobiet

W efekcie powstał różnorodny program prezentujący czołowych polskich jazzmanów występujących w międzynarodowych składach, często nagrywających dla zagranicznych wytwórni o zasięgu, jak ECM Records i ACT Music (Niemcy) czy April Music (Dania).

– To nie są jednorazowe projekty międzynarodowe, ci muzycy są np. w trasie promującej nowy album albo występują razem od dawna – podkreśla Adamiak. – Takich propozycji miałem na stole wiele i zebrałem je wypełniając program trzech festiwalowych wieczorów, a wystarczyło ich nawet na kolejny festiwal za rok. I następny program też wygląda atrakcyjnie.

Jazz Jamboree: w 2028 r. prawdopodobnie dołączy wyremontowana Sala Kongresowa

Czy publiczność przyjdzie do Klubu Stodoła z równym entuzjazmem, co na występy amerykańskich gwiazd? W świadomości większości miłośników jazzu najlepsze produkcje niezmiennie powstają w Ameryce. Jednak europejska scena ma swoją specyfikę, docenianą na lokalnych rynkach. To oznacza, że w Norwegii najpopularniejsi są norwescy bądź skandynawscy muzycy, w Niemczech niemieccy, a w Polsce nasi, rodzimi twórcy. Dzięki rozwiniętemu szkolnictwu jazzowemu właśnie u nas powstaje wiele nowych zespołów zakładanych przez młodych muzyków. Warto zwrócić uwagę, że wielu Polaków kształciło się w Danii, jak choćby Tomasz Dąbrowski, i ich muzyka wyróżnia się na tle rdzennie polskiej większą swobodą w koncepcji, jak i w improwizacjach.

Festiwal ma perspektywę rozwojową, jeśli znajdą się fundusze, to w kolejnych latach do Klubu Stodoła dojdzie więcej miejsc koncertowych, a w 2028 r. prawdopodobnie dołączy wyremontowana Sala Kongresowa.

Mariusz Adamiak

– Polski program jest w pewnym sensie eksperymentem, mam nadzieję, że publiczności się spodoba – twierdzi Adamiak. – Festiwal ma perspektywę rozwojową, jeśli znajdą się fundusze, to w kolejnych latach do Klubu Stodoła dojdzie więcej miejsc koncertowych, a w 2028 r. prawdopodobnie dołączy wyremontowana Sala Kongresowa. Tylko obawiam się, że ceny jej wynajmu będą dla jazzu zaporowe. Kierunek rozwoju będzie taki, jak największych światowych festiwali, m.in. North Sea Jazz czy Montreux Jazz. Może pojawią nawet koncerty, nazwijmy je – mniej jazzowe, jak na tamtych.

Marcin Masecki, chyba najbardziej kreatywny artysta, który projektów ma tysiące

Kto wystąpi w tym roku – pytam Mariusza Adamiaka i kto, jego zdaniem, będzie najważniejszy?

– Nie wartościuję zaproszonych zespołów, bo wszystkie są bardzo mocne, ale nie wszystkie cieszą się taką samą popularnością. Każdy wieczór zacznie artysta mniej znany, choć równie dobry, a następne dwa występy wieczoru dadzą mega-jazzmani. Piątkowy wieczór rozpocznie trębacz Wojciech Jachna z zespołem Squad. Następnie na scenie pojawi się pianista Marcin Masecki, chyba najbardziej kreatywny artysta, który projektów ma tysiące, gra na różnych festiwalach, a tym razem ze swoim triem przedstawi premierowy program „Beethoven lub Ludwig van Masecki”. Pianista będzie prowadził dialog z Beethovenem, który w swojej ostatniej sonacie fortepianowej przewidział powstanie jazzu, jak twierdzi Masecki. Możemy się spodziewać wysokiego poziomu artystycznego, jak i humoru czy nawet zabawy. Na koniec wieczoru skrzypek Adam Bałdych wystąpi z europejskim kwartetem i kameralnym programem z najnowszego albumu „Endless”.

Sensacyjnie zapowiada się następny dzień festiwalu, a przynajmniej performance pierwszego zespołu, złożonego w stu proc. z polskich muzyków.

– Sobotni wieczór 24 października otworzy grupa Cześćtet i będzie to najbardziej zwariowany projekt festiwalu stworzony przez jednego z moich ulubionych muzyków, perkusisty Szymona Gąsiorka, nazywanego Pimponem – mówi Adamiak. – To będzie happening z udziałem naszych gwiazd jazzu: pianisty Grzegorza Tarwida, saksofonisty Marka Pospieszalskiego i gitarzysty Bartosza Webera, a komputery będzie obsługiwał Julek Płoski. Z nagrań wynika, że będzie to wybuch szalonej muzyki. Festiwal potrzebuje akcentu w młodzieżowym stylu, niezupełnie na poważnie.

Septet trębacza Tomasza Dąbrowskiego, czarny koń festiwalu

Następnie wystąpi septet trębacza Tomasza Dąbrowskiego, który wielu jazzfanów uważa za najlepszy zespół działający obecnie w Polsce. Według Adamiaka to będzie czarny koń festiwalu. Występują w nim dwaj skandynawscy muzycy, a dojdzie jeszcze awangardowy francuski gitarzysta Marc Ducret. Sobotni wieczór zakończy duża, polsko-skandynawska formacja saksofonisty Macieja Obary Nonet Bluish Landscapes. To artysta związany z wytwórnią ECM Records, podobnie jak pianista z jego zespołu Dominik Wania, a także występujące w niedzielę trio Marcina Wasilewskiego. Natomiast ostatni dzień festiwalu otworzy gitarzysta Szymon Mika z projektem „Agma”. To zarazem tytuł albumu, który otrzymał w tym roku nagrodę Fryderyka.

– Ja nie przywiązuję wagi do tej nagrody, ale akurat w tym przypadku jest to wysoki poziom artystyczny z udziałem zagranicznych jazzmanów, w tym wokalistki z Korei Płd. – dodaje Adamiak.

Uznałem, że podział na gatunki czy podgatunki jazzowe byłby bez sensu. Czasem udawało się zestawić polskich jazzmanów z gwiazdami amerykańskimi, ale to były raczej sztuczne twory 

Mariusz Adamiak

– Skrzypek Mateusz Smoczyński i trębacz Markus Stockhausen utworzyli międzynarodowy kwintet „Over the Clouds”. Ten zespół powstał specjalnie na festiwal, więc jest dla mnie wielką niewiadomą. Mateusz powiedział mi, że to będzie coś w stylu ECM Records. Jego twórczość wywodzi się z muzyki współczesnej, więc nie zdziwię się, jeśli to będą takie nastrojowe klimaty. A może żartował, zobaczymy.

„Over the Clouds” to tytuł suity, której koncepcja powstała, kiedy obaj muzycy lecieli razem samolotem. Do tego dojdą autorskie kompozycje obu artystów. W finale tegorocznego Jazz Jamboree, po raz pierwszy organizowanego w „polskiej” formule, wystąpi wspomniane trio pianisty Marcina Wasilewskiego z gościnnym udziałem saksofonisty Adama Pierończyka i amerykańskiego trębacza Philipa Dizacka.

„Rzeczpospolita” jest patronem festiwalu.