Ustalone poprzednio widełki 28 – 35 dol. za walor amerykańskiej spółki grono założycieli z Markiem Zuckerbergiem na czele zmieniło właśnie na 34 – 38 dol., wysyłając oficjalne pismo do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
To oznacza, że gdyby ze sprzedaży każdej akcji faktycznie udało się pozyskać 38 dol., rynkowa wycena Facebooka w chwili debiutu na nowojorskiej giełdzie (indeks Nasdaq) sięgnęłaby 81,3 mld dol., a z oferty spółka i jej założyciele pozyskaliby 12,8 mld dol.
Nic dziwnego, że rozgrzewająca wyobraźnię inwestorów spółka podniosła widełki. Biorąc pod uwagę, że na platformach obrotu udziałami w firmach niepublicznych za jeden walor inwestorzy są gotowi płacić ponad 40 dol., i tak wykonała skromny ruch.
– Podwyższenie widełek byłoby najlepszym sygnałem tego, co słyszą oferujący na spotkaniach z inwestorami instytucjonalnymi uczestniczącymi w road show – mówił przed ogłoszeniem przez szefostwo Facebooka oficjalnej decyzji prof. Erik Gordon z Ross School of Business przy University of Michigan.
W dniu debiutu, który pierwotnie, według nieoficjalnych informacji, przypaść miał na najbliższy piątek (18 maja), ale teraz pewnie się opóźni, sprzedanych zostanie 337,4 mln akcji, w tym 180 mln akcji nowej emisji. Po tym debiucie łączna liczba walorów sięgnie 2,14 mld sztuk.
Emocje inwestorów rozpala pytanie, czy windowanie wyceny papierów Facebooka nie zaszkodzi samej spółce i całemu rynkowi, nadmiernie podbijając oczekiwania wobec jej przyszłych wyników i wprowadzanych innowacji. Kapitalizacja Facebooka na poziomie 90 mld dol. daje 24-krotność przychodów i powoduje, że jej stosunek do zysku netto spółki sięgałby 90, podczas gdy np. dla Google’a ten wskaźnik wynosi 20.
W ankiecie agencji Bloomberg aż 79 proc. z 1,2 tys. przepytanych inwestorów i analityków z całego świata uznało wycenę spółki za napompowaną.