Ze wszystkich polskich pisarzy najbardziej lubię czytać ostatnio Ciebie i Mrożka. I widzę ogromne, nieodgadnione przestrzenie przed Tobą” – te, jakże prorocze, słowa zapisała Agnieszka Osiecka 12 lipca 1985 w Krzyżach. Stanowią fragment „Dziennika dla Adama” – przez grzeczność nie podaję nazwiska – od którego autorkę oddzieliły wówczas kraty. Skądinąd nie tylko ją tytułowy Adam wówczas oczarował – vide „Rozmowy polskie latem 1983 roku” Jarosława Marka Rymkiewicza.
„Poszłam spać o czwartej rano, z taką myślą, że Ty posiadasz jasność etyczną. To znaczy, że posiadasz jasność co do etycznego wymiaru każdej sprawy” – wyznaje autorka w drugim akapicie epistolograficznych zapisków. Wyróżniających się pretensjonalnością – znakiem rozpoznawczym pióra Osieckiej, zdaniem której przed 23 laty byli tylko „dwaj autorzy polityczni w Polsce, których się czyta. Ty i Urban!”.
To nie koniec pisarskich konotacji: „Miłosz jest dla mnie zupełnie już jałowy i nadęty jak balon. Zresztą nadęty był zawsze”. A znany jej bliżej Marek Hłasko: „był świetlisty. Ludzie grzali się przy nim jak przy słońcu. Ciągnęły do niego chmary nieudaczników i półudaczników. Kaleki, starcy, niedoszłe samobójczynie, starzejące się kobiety, homoseksualiści, weterani i rozwódki, Żydzi poprzebierani za Niemców, byli filmowcy, bokserzy na emeryturze itp. Marek nie trzymał się z nimi z litości. On wysysał z nich historyjki, uczył się, był perypatetykiem. Zresztą rzucał ich zawsze, zrzucając winę na tego drugiego. Sam nigdy nikogo nie kochał. (...) Czegokolwiek Marek się tknął, zaraz się to infantylizowało; biblia zamieniała się w komiks, powieść w film, film w anegdotę”.
Dużo w tych – odnoszę wrażenie pisanych na kolanie – notatkach jadu. Choćby passus o nowym narzeczonym Maryli Rodowicz: „W porównaniu z Krzysztofem J., niespełnionym artystą »STU«, z rozwichrzonym włosem, z kompleksem lat 70., z kabotyństwem wręcz nieuleczalnym, z furiami pijackimi (walenie dłonią w stół do krwi) – duża odmiana”.
Albo opis wizyty u wdowy po Jerzym Petersburskim w sopockim hotelu Grand: „Tęga, młoda, przepotwornie głupia. Kolekcjonuje nekrologi sławnych ludzi. Syna, 16-letniego Jurka, ubiera na biało, karci co chwila, uczy grać na fortepianie, nie pozwala odwiedzać salonów gier”.