To dzieje się teraz — ale mogłoby sto lat wcześniej. Moskwa, tradycje wielkiej sztuki baletu — i Bolszoj, słynny teatr, gdzie tańczyli najwięksi.
Kontemplacja bólu
Scena, która jednych przyprawia o dreszcze emocji, innych razi pompatycznością architektury. Tam przyjdzie młodziutkiej Polinie spędzić kilka lat; tam przyjedzie już jako gwiazda światowego formatu. I w tym miejscu bohaterka musi się stanąć na puentach, potem — odbić, wykręcić piruetem, poszybować jak najwyżej w górę...
A tam, w podrzucie, dopadają ją uwagi mistrza: „Kiedy jesteś w górze, skorzystaj z okazji. Spojrzenie, Polino! Kontempluj! "
No właśnie — czemu służą tortury cielesne, którym poddają się przyszli baletmistrze od dziecka, by zaistnieć kilkanaście lat, a potem zniknąć ze sceny grubo przed wiekiem emerytalnym? Czy cud sztuki, uniesienie, poczucie absolutnego panowania nad ciałem są warte tej ofiary?
Komiks Bastiena Vivčsa (pokaźny tom) kusi ostrą purpurą, ale... tylko z okładki. Potem tylko czerń i biel na szarym tle. Mimo to oglądając „Polinę" cały czas widziałam pastelowe odcienie, zwłaszcza rozbielony róż. Bo nakładały mi się powidoki malarstwa Edgara Degasa. Któż by nie znał jego słodkich małoletnich baletniczek, popisujących się, odpoczywających, ćwiczących w swoich tiulowych tutu, niewiarygodnie kruchych i jakoś niematerialnych? Degas śledził te istotki godzinami, dniami, latami — a potem odtwarzał z pamięci układ ciałka, kończyn; proporcje; oraz... bezemocjonalność twarzyczek.