Reklama

Polina. Pot, łzy i piruety

Francuski autor Bastien Vivčs fascynująco przedstawia historię rosyjskiej primabaleriny.

Aktualizacja: 07.04.2015 08:33 Publikacja: 07.04.2015 07:30

Foto: materiały prasowe

To dzieje się teraz — ale mogłoby sto lat wcześniej. Moskwa, tradycje wielkiej sztuki baletu — i Bolszoj, słynny teatr, gdzie tańczyli najwięksi.

Kontemplacja bólu

Scena, która jednych przyprawia o dreszcze emocji, innych razi pompatycznością architektury. Tam przyjdzie młodziutkiej Polinie spędzić kilka lat; tam przyjedzie już jako gwiazda światowego formatu. I w tym miejscu bohaterka musi się stanąć na puentach, potem — odbić, wykręcić piruetem, poszybować jak najwyżej w górę...

A tam, w podrzucie, dopadają ją uwagi mistrza: „Kiedy jesteś w górze, skorzystaj z okazji. Spojrzenie, Polino! Kontempluj! "

No właśnie — czemu służą tortury cielesne, którym poddają się przyszli baletmistrze od dziecka, by zaistnieć kilkanaście lat, a potem zniknąć ze sceny grubo przed wiekiem emerytalnym? Czy cud sztuki, uniesienie, poczucie absolutnego panowania nad ciałem są warte tej ofiary?

Komiks Bastiena Vivčsa (pokaźny tom) kusi ostrą purpurą, ale... tylko z okładki. Potem tylko czerń i biel na szarym tle. Mimo to oglądając „Polinę" cały czas widziałam pastelowe odcienie, zwłaszcza rozbielony róż. Bo nakładały mi się powidoki malarstwa Edgara Degasa. Któż by nie znał jego słodkich małoletnich baletniczek, popisujących się, odpoczywających, ćwiczących w swoich tiulowych tutu, niewiarygodnie kruchych i jakoś niematerialnych? Degas śledził te istotki godzinami, dniami, latami — a potem odtwarzał z pamięci układ ciałka, kończyn; proporcje; oraz... bezemocjonalność twarzyczek.

Reklama
Reklama

Zimny wychów

Podobnie Vivčs. Szkicuje „z głowy". Cudownie. Oglądałam z zachwytem — ktoś, kto tak czuje taniec, musiał spędzić sporo czasu na widowni i za kulisami. Jedna cienka kreska — nie, nie przesadnie realistyczna, lecz trafiona, dynamiczna i ruchliwa jak opisane nią postaci — i już widać, w jakim wieku jest osoba, jak się rusza, ile waży, co jej dolega, czego się boi. Mistrzostwo.

Tytułowa bohaterka jest też świetnie scharakteryzowana przy pomocy dość niekonwencjonalnych — jak na komiks — środków. Nie tylko sylwetka wiele o niej mówi. Także buzia — trójkątna, o zapadniętych policzkach, odstających uszach, dużych oczach, małomównych, rzadko uśmiechniętych ustach. Ale najważniejszy jest nos. We wszystkich niemal kadrach — czarny, jakby oświetlony od dołu. Dlaczego? Taki efekt powstaje, gdy aktor/tancerz występuje na scenie i oświetlają go jupitery od dołu. Vivčs konsekwentnie portretuje Polinę w światłach rampy — nawet w prywatnych sytuacjach. Świadomy zabieg? Nie wiem. Dla mnie to projekcja marzeń dziewczyny i dowód jej skoncentrowania (również w podświadomości) na baletowej karierze.

Owa kariera wymaga wyrzeczeń, więc choć na liczniku lat niewiele, zero rozrywek. Świat zewnętrzny „zwykłych" ludzi nie ma jej nic do zaoferowania. Ona zna tylko reżim, zmaganie się z fizycznością, ból, pot, łzy... Te ostatnie wywołują surowi pedagodzy, niewiele robiący sobie z wrażliwości młodych panienek, które trenują, jak zwierzątka w cyrku. Nie bez powodu Vivčs umieszcza akcję „Poliny" na płaskim, pozbawionym perspektywy szarym tle, z którego emanuje zimno i obojętność.

Los jakich wiele

Dziewczynka ma sześć lat i przejawia talent taneczny. A może to tylko ambicje rodziców? Ale oto nadszedł dzień wielkiej próby. Śmiertelnie przestraszoną Polinę mama wiezie na egzamin wstępny do prestiżowej szkoły baletowej profesora Bożyńskiego. Spod wysoko podniesionego kołnierza puchowej kurtki ledwo wystaje nosek i duże odstające uszy.

Tak zaczyna się opowieść o Polinie Ulinowej, postaci fikcyjnej, lecz jakże wiarygodnej. Rzec można, wzorcowej. Nic dziwnego, że album Vivčsa, o tematyce dotychczas nie podejmowanej przez twórców komiksu, ma być wkrótce zekranizowany (z choreografią Angelina Preljocaja).

Dla takich jak Polina dzieciństwo kończy się znacznie za wcześnie, młodość nie pozwala się wyszumieć, a życie prywatne nie daje oddzielić się od zawodowego. Sukcesy, jeśli nadchodzą, kosztują tak wiele wyrzeczeń, że właściwie trudno się z nich cieszyć. W męce zdobywania ponadprzeciętnej sprawności nie ma czasu zdystansować się wobec tych trudów; nie ma kiedy przemyśleć, jaki jest sens sztuki. Polina długo tego nie wie. Za bardzo skupia się na ćwiczeniach cielesnych. Dopiero niepowodzenia osobistej natury; zdrada chłopaka; w konsekwencji — zagraniczny wyjazd, a tamże — brak pracy, kasy znajomości, sprawiają, że znajduje cel w życiu. I radość ze sztuki.

Reklama
Reklama

„Polina" nie oferuje czytelnikowi fabuły emocjonującej jak thriller. Nie ma tam suspensów ani zaskakujących momentów. Akcja toczy się gładko jak doskonale wyćwiczony balet. Dopiero w finale bohaterka wydobywa się ze swego sztywnego kostiumu, a opowieść dostarcza wzruszeń. Ale zapewniam — warto na to czekać. A przedtem ćwiczyć wraz z Poliną hart ducha.

"Polina", Scenariusz i rysunki Bastien Vivčs, Wyd. Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015

Literatura
Gustaw Herling-Grudziński krytycznie o Mrożku, Wajdzie i Wałęsie
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Literatura
Czego nie chciał opowiedzieć Milan Kundera
Literatura
Platon, Hemingway i Szekspir wyrzucani z listy lektur w USA
Literatura
Sonia Draga: Bez księgarń zubożejemy wszyscy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama