Jan Miłosz Zarzycki:

Kiedy uczestniczyłem w tym konkursie, byłem studentem czwartego roku w klasie dyrygentury Marka Pijarowskiego we Wrocławskiej Akademii Muzycznej. To był pierwszy konkurs dyrygencki, w jakim kiedykolwiek brałem udział. Wtedy jeszcze nie miałem możliwości koncertować z profesjonalnymi zespołami. Taka możliwość otworzyła się dla mnie właśnie po białostockim przeglądzie. Pojawiły się pierwsze propozycje i rozpocząłem profesjonalną działalność dyrygencką.

Na konkursie dostałem ex aequo pierwszą nagrodę oraz trzy nagrody pozaregulaminowe: nagrodę orkiestry, studentów Akademii Muzycznej, uczniów szkół artystycznych. Zainteresowało się mną wówczas środowisko muzyczne, a to zaowocowało propozycjami koncertowymi, choć nie było ich wiele. Poznałem Orkiestrę Filharmonii Podlaskiej, czyli gospodarza konkursu. Miły i cenny dla mnie kontakt z tym zespołem utrzymuję do dziś. Przegląd pozwolił mi poznać wielu znakomitych artystów i interesujących ludzi, nawiązały się trwałe przyjaźnie pomiędzy młodymi, konkurującymi wtedy ze sobą dyrygentami. Rezultatem konkursu był roczny staż dyrygencki w Wielkiej Orkiestrze Polskiego Radia u boku Antoniego Wita. Również propozycja objęcia stanowiska adiunkta na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina była z pewnością konsekwencją białostockiej nagrody.

Zwykle wraz z upływem czasu wpływ nagrody na przebieg kariery słabnie. Czas weryfikuje, czy laureaci rzeczywiście są wybitnymi artystami, czy werdykt jury był słuszny. Okazuje się też, czy laureat potrafi zorganizować sobie życie koncertowe, czy umie nawiązać kontakty z osobami, które pomogą mu w promocji i pokierują jego karierą.

Dzisiaj, po 17 latach od chwili, gdy dostałem tę nagrodę, jej wpływ na moje życie zawodowe jest już znikomy lub żaden. Miałem sporo czasu, by swoją pracą zawodową dać się poznać jako profesjonalny dyrygent. Trzy lata po białostockim przeglądzie wystąpiłem w VII Międzynarodowym Konkursie Dyrygenckim im. Toscaniniego w Parmie. Tam otrzymałem ex aequo trzecią nagrodę i ona znów była ważnym elementem w moim życiorysie. Ale nadal laury, które zdobyłem w Białymstoku, są dla mnie ważne, ciągle się nimi szczycę, inni chyba też o nich pamiętają.

Nie zrywam związków z Przeglądem Młodych Dyrygentów. Przed poprzednią edycją konkursu zaproponowałem, by laureat tej imprezy wystąpił z koncertem w kierowanej przeze mnie Filharmonii Kameralnej im. Witolda Lutosławskiego w Łomży. I rzeczywiście, pan Krzysztof Urbański, bardzo utalentowany młody dyrygent, poprowadził u nas koncert. Również tym razem złożyliśmy taką propozycję dyrekcji konkursu, mam więc nadzieję, że i w tym roku jakiś młody, interesujący artysta będzie u nas gościł. Z żalem przyznaję jednak, że dotychczas nie miałem czasu i możliwości, by zasiadać na widowni i na bieżąco śledzić zmagania dyrygentów podczas przesłuchań konkursowych.

—not. ab