Przepraszam, ale muszę kiedyś zjeść – oznajmia, przeżuwając kanapkę sprzedawca w namiocie z tanią książką ustawionym pod PKiN. – Wczoraj skończyliśmy o pierwszej w nocy, dziś jestem od rana... – I cały czas są ludzie? – pytamy. – Bez przerwy! Gdybyśmy wczoraj nie zamknęli, to chyba całą noc by przychodzili – handlowiec kwituje to machnięciem ręki i odchodzi do klienta.

Tania Książka to tylko jedno z kilkuset stoisk II edycji Warszawskich Targów Książki. Tłumnie jak tu było jednak wszędzie – od piątku do niedzieli przez sale Pałacu Kultury przewijał się nieprzerwany strumień czytelników.

Można w tym roku narzekać na skromną liczbę prawdziwych gwiazd literatury, na niezbyt rozbudowane pozaliterackie atrakcje imprezy. Ale jednemu zaprzeczyć się nie da: WTK w oczach i warszawiaków, i księgarzy okazały się sukcesem.

Spory cienia nie rzuciły

Tegoroczne targi odbywały się w cieniu sporu WTK z Międzynarodowymi Targami Książki i ostatecznie odwołania tych ostatnich. Dziennikarze stawiali pytania, odpowiednie pozwy organizatorów wędrowały do sądów... Na miejscu okazało się jednak, że całe to zamieszanie zupełnie nie interesuje warszawiaków. Niektórzy w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że są na jakiś innych niż zazwyczaj targach. Inni lekceważąco wzruszali ramionami, mówiąc, że to bez znaczenia. Cóż, jest maj, jest Pałac Kultury, są książki – wszystko na swoim miejscu.

Podobnego zdania byli wystawcy. Ich przedstawiciele, jeśli zabierali głos, to anonimowo.

Na stoisku Iskier usłyszeliśmy: – To obojętne, czy mamy Warszawskie czy Międzynarodowe Targi Książki. Ludzie dopisali, kupują, nie mamy żadnych powodów do narzekania.

– Co interesuje odwiedzających? – pytamy. – Varsaviana. Głównie Stanisława Milewskiego i powieści Marka Nowakowskiego – słyszymy.

Co ciekawe, tematyka warszawska cieszyła się największym wzięciem również na komiksowym stoisku Egmontu.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

– Wczoraj i dzisiaj jest jakiś obłęd – przyznaje przedstawicielka wydawnictwa. – Większość ludzi pyta o „Powstanie '44 w komiksie".

Zapytana o brak MTK stwierdza: „Nie ma o czym mówić". Więcej mają do powiedzenia sprzedawcy przy stoisku Wydawnictwa Literackiego.

– Moim zdaniem, to te targi powinny nazywać się międzynarodowe, właściwie już mają taką skalę – podkreśla jedna z nich. – Ars Polona nic nie robiła, ludzie z Muratora przeciwnie, są bardzo aktywni.

W tym kontekście najciekawsze jest to, że stoisko samego organizatora targów nie należało do najpopularniejszych.

Smutek bez nazwisk

Popularnością cieszyły się za to atrakcje dla najmłodszych. Rodzice małych dzieci docenili czynną cały czas salę przedszkolną. Całe rodziny – targowe studio Radia Bajka. A także rozrzucone w różnych miejscach kawiarniane kąciki, w których można było chwilę odpocząć i porozmawiać. Brawa zebrał też stworzony z najróżniejszych form papieru pokaz mody.

Tak naprawdę to, czego na targach zabrakło, to wyraziste osobowości literackiego świata. Widok smutnego Krzysztofa Daukszewicza czy zakłopotanego Stefana Friedmana, którymi nikt specjalnie się nie interesował, powinien dać wystawcom sporo do myślenia. Owszem, Krzysztof Ibisz rozsiewał uśmiechy, gdy panie chcące pięknie wyglądać po 40. ustawiały się w kolejce po autograf na jego poradniku. Tak, do Trudi Canavan ustawiła się długa kolejka miłośników średnich lotów fantasy...

Ale wszystko to wyjątki. Jeśli targi mają mieć stosowny prestiż i przyciągać ludzi nie tylko możliwością kupna tańszych książek, muszą zadbać o prestiżowe nazwiska. W tym roku zrobili to jedynie organizatorzy bardzo udanej Komiksowej Warszawy.