Jak pan skomentuje pogłoski dotyczące przyszłości gabinetu poświęconego Władysławowi Bartoszewskiemu?

 Zakład Narodowy im. Ossolińskich nie zamierza - ani nigdy nie zamierzał - likwidować Gabinetów Świadków Historii. Poczesne miejsce będą zajmować w nim nadal zarówno Władysław Bartoszewski, jak i Jan Nowak-Jeziorański oraz inne zasłużone dla Polski osoby. Władysław Bartoszewski był nie tylko darczyńcą Ossolineum, ale również zaangażowanym w jego życie przyjacielem. Przez lata zasiadał w Radzie Kuratorów i wielokrotnie dawał wyraz swojemu zaufaniu do nas.

Czy spuścizna Bartoszewskiego jest dla Was „politycznie kłopotliwa”?


Władysław Bartoszewski przekazywał dary Ossolineum od 2002 roku do końca swojego życia. Łatwo zauważyć, że okres ten obejmuje czas, kiedy Polską rządziły różne opcje polityczne – od SLD, przez Prawo i Sprawiedliwość, aż do Platformy Obywatelskiej. Na przestrzeni tych lat, choć nie zawsze było to zgodne z linią ówczesnych władz,  wielokrotnie podkreślaliśmy, że poświęcona mu ekspozycja jest naszą dumą. Materialnym dowodem, pokazującym, że nie są to jedynie deklaracje, jest fakt, że prace związane z opracowywaniem spuścizny naszego wielkiego Rodaka prowadzone są przez Zakład od lat – znacznym nakładem sił i środków. Niestety w ostatnim czasie zauważalnym stał się spadek tempa oraz jakości tych działań. Było to zjawisko o tyle niepokojące, że mówimy o bardzo wartościowych zbiorach, których systematyczne i sprawne przygotowanie do ekspozycji – oraz pokazania jak najszerszemu gronu odbiorców – jest sprawą absolutnie kluczową.

Jednak pojawiają się głosy, że Ossolineum nie jest już po drodze z Bartoszewskim, że podejmowane są próby ukrycia poświęconych mu materiałów…


Władysław Bartoszewski, przekazując swoje zbiory Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich wiedział, że składa się on z kilku oddziałów o różnym charakterze, kierujących swój przekaz do różnych grup odbiorców. Jego wolą było zatem, żeby instytucja, do której rzetelności miał zaufanie, dysponowała przekazanymi materiałami w taki sposób, aby wykorzystać pełen ich potencjał; i śmiem twierdzić, że niekoniecznie chodzi tu o „zamykanie” zbiorów w jednym oddziale. Wypełnieniu tej misji, pokazania dorobku Władysława Bartoszewskiego światu, służyć ma przekazanie części zbiorów do działów merytorycznych. Nie ukryciu Bartoszewskiego, ale uczynieniu jego spuścizny bardziej widoczną – w różnych miejscach, środowiskach i formach. Musimy mieć na uwadze, że od uruchomienia MPT minęło już kilka lat, wszyscy wiemy jak w tym czasie zmienił się świat. Jeśli chcemy, żeby Bartoszewski nadal „trafiał pod strzechy”, to i my musimy się zmieniać. Stanie w miejscu, z powodu tak czy inaczej pojmowanego interesu pojedynczych osób, to działanie na szkodę. Tym gorsze, że ubrane w pryncypialne szaty.

Zapytam zupełnie wprost – czy podejmowane działania mają swoje polityczne „drugie dno”?


Ossolineum przetrwało ponad dwieście lat, ponieważ potrafiło stanąć ponad „codziennymi” podziałami politycznymi. Jesteśmy wierni tej postawie od czasu kiedy powstał Zakład aż do dziś. Nigdy nie angażowaliśmy się w partyjną politykę i nigdy nie będziemy na jej bazie podejmować żadnych decyzji. Źle się dzieje, kiedy dobro niezwykle potrzebnej Polsce instytucji przyćmiewane jest przez partykularne interesy kilku osób, utożsamiających jej misję z samymi sobą i przyklejających jej polityczne łatki dla własnej korzyści.

Czyli nie chce pan cenzurować Muzeum Pana Tadeusza?


Tego typu głosy są dla mnie szczególnie przykre. Powołaniem Ossolineum jest między innymi popularyzacja zróżnicowanej wiedzy o ważnych dla naszego kraju wydarzeniach – niezależnie od tego, kto akurat rządzi, kto za kim przepada albo czyje ambicje wybijają się na pierwszy plan. Zawsze tak działaliśmy i zawsze będziemy. Całym swoim życiem – także w czasach opozycji demokratycznej, kiedy wymagało to nie tylko pięknych słów – staram się udowadniać, że wolność myśli i słowa to wartości nadrzędne, które nie podlegają żadnym negocjacjom. Historia Ossolineum, radzącego sobie w czasach rządów różnych opcji politycznych, jest najlepszym dowodem, że to jedyna właściwa droga.