Granie muzyki alternatywnej w Polsce przypomina trochę zajęcie błędnego rycerza. Jak Don Kichot walczymy o odnalezienie się na tej scenie – mówi Szymon Tarkowski. To jeden z wybranej przez nas dziesiątki artystów, którzy dowodzą, że ta walka nie tylko ma sens, ale prowadzi do zwycięstwa.

[srodtytul]Maciej Bielawski[/srodtytul]

– Najchętniej tworzyłbym same duże zespoły – przyznaje kompozytor, multiinstrumentalista, aktywista i założyciel wytwórni SlowDownRecords (1974 r.).

W ubiegłym roku udało mu się powołać do życia wspaniały kilkunastoosobowy big-band jazzowy – Trifonidis Orchestra (Trifonidis to jego pseudonim). Oprócz tego prowadzi sekstet Tricphonix i wchodzi w skład tria Horny Trees. Grywał też w towarzystwie m.in. Płynów, Mamadou Dioufa czy Marka Bilińskiego.

Jego muzyczne inspiracje to jazz i world music. –Wychowywałem się w Libii. Moimi towarzyszami były dzieciaki z Korei czy Pakistanu, miałem więc przegląd brzmień ze świata – opowiada.

Na drugim biegunie znalazł się punk rock. – Otarłem się nawet o formację Post Regiment. Grałem w niej jeden dzień i mnie wyrzucili – śmieje się. Do dziś bije jednak z niego punkowa energia.

W tym roku planuje m.in. wydać drugi album swojej orkiestry i nagrać płytę z Horny Trees. Ale nie tylko. – Będę dążył do tego, by stworzyć jak największą liczbę projektów muzycznych – wyznaje. Pomóc w tym ma projekt improwizowanych sesji z udziałem wybranych artystów, których skład będzie się zmieniał co miesiąc.

[srodtytul]Tomasz Duda[/srodtytul]

Pochodzi z Dębicy, ale trudno sobie bez niego wyobrazić stołeczną scenę. Tu rozwija pasję gry na wszelkich instrumentach dętych. Duda (1972 r.) lubi także wiele gatunków muzycznych.

Z równym powodzeniem realizuje się w folkowej grupie Tołhaje, jak i tworzy yassowe improwizacje w trio z Adamem Gzyrą i Pawłem Szpurą. Akompaniuje Ani Dąbrowskiej, współpracował ze Smolikiem, a ostatnio widziano go również w towarzystwie niepokornych kowbojów z Mitch & Mitch. – W każdym projekcie znajduję coś, czego brakuje mi w innych. Nie wyobrażam sobie przykładowo, że nie gram z Bartkiem Weberem lub nie współtworzę duetu Saksofort z pianistą Piotrem Czernym – Tomek uzupełnia litanię swych kooperacji.

W najbliższych planach ma kolejną płytę z formacją Tołhaje, a także tournee po Europie z Baabą.

[srodtytul]Marcin Masecki [/srodtytul]

– Teraz najbardziej interesuje mnie granie solowe, zarówno moich kompozycji, improwizacji czy klasyki z XVII i XVIII w., jak też praca w małych składach, gdzie można się skupić na detalach i wspólnie je cyzelować – deklaruje pianista Marcin Masecki (1982 r.).

[wyimek]Chcę stworzyć jak największą liczbę kooperacji z wieloma artystami- Maciej „Trifonidis“ Bielawski[/wyimek]

I rzeczywiście, jeśli nie siedzi sam za fortepianem, to działa w ramach duetów czy triów. Grał z Tomaszem Stańką, Wojciechem Waglewskim czy Michałem Urbaniakiem, ale i DJ-em Lenarem oraz Danielem Pigońskim, z hiphopowym Afro Kolektywem nagrał płytę. Jego koncerty z Maciem Morettim i Raphaelem Rogińskim w klubokawiarni Chłodna 25 zaowocowały wydaniem albumu live zatytułowanego „2525252525“.

Marcin, jak przyznaje, próbuje pracować nad własną stylistyką. – Bardzo mnie interesuje okiełznanie czasu – wyznaje.

– Chciałbym przenieść na scenę estetykę ćwiczenia w domu, czyli brak konieczności początku i końca, możliwość przerwania w trakcie utworu, miejsce na gamy i wprawki techniczne czy powtarzanie fragmentów.Obecnie Masecki jest w Buenos Aires. W lutym ukaże się jego płyta nagrana m.in. z wszechstronną artystką (a prywatnie żoną) Candelarią Saenz Valiente, a przed wakacjami usłyszymy nowatorski, poświęcony Bachowi projekt – Sztuka Fugi.

[srodtytul]Macio Moretti[/srodtytul]

Trudno na warszawskiej scenie o muzyka, który byłby aktywniejszy od Macio Morettiego (1975 r.). Ten multiinstrumentalista (a przy okazji grafik) grał już w projektach rockowych, jazzowych, hiphopowych i etnicznych. Ciągle mu mało.

– Nie zastanawiam się nad tym, czy mam dużo projektów na głowie i czy są bliskie gatunkowo. Bardziej jest to kwestia chwili i tego, że nie brak ludzi, z którymi chcę współpracować – przyznaje. Dzięki temu podejściu z Raphaelem Rogińskim stworzył grający muzykę żydowską zespół Shofar, nagrał awangardową płytę z Paulem Wirkusem, współpracował z pierwszą damą berlińskiej elektroniki Barbarą Morgernstern i akompaniował raperowi Fiszowi.

Jest ojcem supergrupy Mitch & Mitch, podpisał się pod słynącym z coverów Kombi projektem Królowie Życia.

– W pewnych inicjatywach jest duży element parodii, ale dla mnie stanowią one po prostu inny sposób wyrażania się. To bardziej komentarz niż żart dla żartu – wyjaśnia. Płytę Baaba Kulki i DVD Mitch & Mitch powitamy z uśmiechem.

[srodtytul]Raphael Rogiński[/srodtytul]

Raphael Rogiński (1977 r.) w sztuce poszukuje prawdy, stąd wiele z jego pracy polega na odnajdywaniu zapisów źródłowych: starych śpiewników, archiwalnych nagrań, tak bluesowych czy żydowskich. – To podstawa mojej działalności i coś, co frapuje mnie od dziecka. Kiedy koledzy z podstawówki zachwycali się Red Hot Chilli Peppers, ja wolałem sięgnąć po Doorsów i Hendriksa, bo w ich nagraniach czuło się tę prawdę – mówi muzyk i animator kultury.

Dziś nagrywa kompozycje Bacha na „preparowanych“ gitarach, rejestrując je za pomocą mikrofonów z lat 40. Dowodzi wielobarwności muzyki żydowskiej: zarówno klezmerskiej, jak i sakralnej. Przygotowuje kolejne albumy z grupami Cukunft i Shofar. Od lat z powodzeniem organizuje też imprezy: m.in. Mizrach. Z kolei na zeszłorocznym festiwalu Warszawa Singera przygotował autorski projekt multimedialny „Pamięć kamienic“.Dziś współpracuje z DJ-em Lenarem oraz występuje w duecie z Wojtkiem Kucharczykiem.

– W planach mam założenie nowej wytwórni specjalizującej się w muzyce żydowskiej z naszego regionu – zdradza.

[srodtytul]Paweł Szamburski [/srodtytul]

– Jestem ciekawy świata muzyki. Często wbrew sobie doświadczam ekstremalnych sytuacji, konfrontuję się z popem, metalem czy rockiem. Uwielbiam kameralny jazz. Ostatnio poznałem lepiej brazylijską klasykę – opowiada klarnecista Paweł Szamburski (1980 r.).

Spełnia się on w formacjach takich jak wspomniane jazzujące Horny Trees, bliski repertuarowi żydowskiemu Cukunft, improwizująca Tupika czy SzaZa (duet z Patrykiem Zakrockim, w ramach którego powstaje m.in. muzyka filmowa i teatralna, np. dla Montowni).

Był też współautorem sukcesów jazzowych formacji Meritum i Galimadjazz. Gdy nie gra, to organizuje. Imprezy z cyklu Djazzpora, Festiwal Kultury Absurdalnej Weź To Wyłącz to jego inicjatywy.

– Wokół Djazzpory stworzyło się nowe środowisko. Kiedy ja, Bartek Weber i Macio Moretti chcieliśmy wydać swoje płyty, nie mieliśmy gdzie. Spotkaliśmy się wszyscy z Marcinem Lenarczykiem (nie mniej aktywnym DJ-em Lenarem) i założyliśmy własną wytwórnię Lado ABC. To był początek – wspomina klarnecista.

Dziś Lado to już instytucja, dzięki której pozyskują fundusze na kolejne inicjatywy i z powodzeniem realizują plany. Jednym z nich jest organizacja imprez Djazzpory w całej Polsce.

[srodtytul]Szymon Tarkowski [/srodtytul]

Dzięki niemu warszawski underground jazzowy zyskał dobrego WUJka, czyli coroczny festiwal o tej nazwie. Tarkowski (1978 r.) – basista, kompozytor i organizator imprez – zaczynał w jazzowej Wiośnie, potem był m.in. Batyskaf i Transylwania. Jest współzałożycielem Płynów – formacji bez trudu żonglującej wszelkimi gatunkami muzycznymi, od miejskiego folku przez indie rock po muzykę klubową.

W minionym roku dołączył do Trifonidis Orchestry, został też basistą Pustek, z którymi nagrał fenomenalną płytę „Koniec kryzysu”.– Ja po prostu szybko się nudzę. Z drugiej strony kiedy czymś się interesuję, pochłania mnie to bez reszty – zdradza Tarkowski, który jest również opiekunem sceny muzycznej podczas festiwalu Re:Wizje.

[srodtytul]Bartosz Weber[/srodtytul]

Bartka Webera (1973 r.) charakteryzuje pogodne nastawienie do życia. – Patos mnie trochę przeraża, raczej nie istnieje w moim słowniku. Muzyka daje mi przede wszystkim radość – przyznaje kompozytor i muzyk.Weber równie chętnie sięga po gitarę, jak i po sampler. Swoje pomysły realizuje w zespole Baaba, który ma na koncie już cztery krążki. Można go też zobaczyć w roli DJ-a grającego mieszankę electro punku i disco, wzbogaconą własnym wokalem. Dał się także zauważyć wśród szalonych kowbojów z Mitch & Mitch.

[wyimek]Cenię i słucham tych artystów, w których nagraniach czuć prawdę - Raphael Rogiński [/wyimek]

Dystans i bezkompromisowy stosunek do muzyki sprawiają, że żaden z jego projektów nie daje się jednoznacznie zaklasyfikować, a kolejne występy zaskakują pomysłowością, oscylując między improwizowanym jazzem, rockiem i groteskową muzyczną awangardą. Jeden z ostatnich zrealizowanych pomysłów to przearanżowanie utworów Iron Maiden na bossa novę i nu jazz. – Najbardziej obawiam się, że kiedyś nikt nie przyjdzie na mój koncert albo że będą stali obojętni – zdradza. Na razie nie grozi mu to. Może więc spokojnie wprowadzać w życie kolejne szalone pomysły.

[srodtytul]Piotr Zabrodzki[/srodtytul]

Rocznik 1982. Klawiszowiec, basista, kompozytor, a nawet wokalista. Gra impertynenckie ragga z Cinq G, parodiuje country z Leycami Skonektiket i Blast Muzungu.

– Muzykę country uwielbiam. Chciałbym kiedyś pojechać do Mrągowa – mówi. Tymczasem realizuje zupełnie inne zamiary, współpracując z reggae’owym Eastwest Rockers czy soulowymi wokalistkami – Pinnawelą i Mariką. Przygotowuje też drugą część składanki „Cafe Fogg”. Jak dotąd jednak największym wyzwaniem w jego życiu było nagranie albumu „Karakany” z japońskim perkusistą jazzowym Yoshidą Tatsuya.

– Znalazł on dla mnie czas między występami, jakie grał z Johnem Zornem. Przed wejściem do studia byłem więc mocno zestresowany. Okazało się jednak, że doskonale dogadujemy się muzycznie – mówi artysta.

[srodtytul]Patryk Zakrocki[/srodtytul]

Skrzypek, perkusista i improwizator (1974 r.). Z Pawłem Szamburskim tworzy wspomniany duet SzaZa, talent improwizacyjny rozwija w formacji Tupika. Przyznaje, iż zanudziłby się, grając tylko jeden gatunek. – Jest mi równie blisko do elektroniki eksperymentalnej, jak i do tradycyjnych brzmień hinduskich – przyznaje. Fascynuje go sztuka układania dźwięków, ale także ich efemeryczność. Miejscem, gdzie realizuje pasje, stał się Zakład Produkcji Dźwięków profesora Ripplemarka. – Naszym flagowym produktem są słuchowiska, w których narrację słowną zastępujemy dźwiękami – mówi. Inną formą działalności stało się wydawnictwo internetowe Iskry, udostępniające za darmo muzykę improwizowaną. Zakrocki ma też inne intrygujące plany: – Obecnie pracuję z amatorskim chórem, praca z głosem daje mi zupełnie inne możliwości.