[srodtytul] Kłótnia w młodości [/srodtytul]

Dziś nie ulega żadnej wątpliwości, że w świecie metalowych brzmień liderem jest Metallica. Ale kiedy kształtowała się scena trash metalowa na początku lat 80. na Zachodnim Wybrzeżu Ameryki, doszło do dramatu, którego skutków jego uczestnicy przewidzieć nie mogli.

[wyimek][link=http://www.zw.com.pl/artykul/485808_Show_bez_zadnej_litosci.html] Show bez żadnej litości[/link][/wyimek]

Młodziutki perkusista Lars Urlich — jego nazwisko kojarzyć się mogło co najwyżej ze znanym duńskim tenisistą, zdecydował że wyrzuci z równie mało znanego zespołu co on — gitarzystę Dave’a Mustaine'a. Powód: nadużywanie alkoholu. Wydarzenie przeszłoby bez echa, gdyby nie to, że zdarzyło się w owym zespole Metallika. Mustaine nie był świadomy konsekwencji. Niewolny od pychy, założył grupę Megadeth. Jedynym śladem jego obecności w nim Urlicha była pierwsza płyta: „Kill'em All”. Kto mógł przypuszczać, że zrewolucjonizuje ciężkie rockowe brzmienia: że to Metallica, a nie Megadeth będzie światowym numerem 1.

[srodtytul] Pojednanie [/srodtytul]

Dave nigdy nie tego głośno nie potwierdzał. Do czasu, gdy formacja byłych kolegów nie znalazła się w rozsypce. James Hetfield poszedł na odwyk, a jedną z osłon sesji terapeutycznej, jakiej poddali się pozostali, było nagrywane spotkanie Mustaine’a i Urlicha. Dave nie przypuszczał chyba, że Metallica odrodzi się jak Feniks z popiołów, dlatego pozwolił sobie na słowa, które jeszcze bardziej skomplikowały relacje między grupami. Płacząc wyznał, że zlekceważenie Metalliki było największym błędem w jego życiu. Dodał, że oddałby wszystko, by móc go naprawić, bo trudno mu znieść bycie tym drugim. Urlich zdecydował się wykorzystać nagranie w filmie dokumentalnym „Some Kind of Monster”. Nie pomagały prośby, ani groźby. Cały metalowy świat zobaczył, jak twardziel z Megadeth płacze koledze w mankiet.

A jednak czas leczy rany. Mustaine w końcu sam musiał poddać się bolesnej terapii i po jej przejściu inaczej spojrzał na zdarzenia z przeszłości. Metallica też uczyniła wobec niego pojednawczy krok, zapraszając pierwszego gitarzystę na uroczystość wprowadzenia do „Rock And Roll Hall of Fame”.

Rozpoczął się trudny dialog, którego wspólna trasa koncertowa jest happy endem. — Pomyśleliśmy, że w ponad 25 lat po powstaniu, wielka czwórka thrashu nie tylko wciąż gra i jest popularniejsza niż kiedykolwiek, ale i zagra wspólnie ze sobą po raz pierwszy — powiedział Lars Ulrich.

— To życiowa szansa dla fanów, aby zobaczyć cztery największe heavy metalowe kapele w historii Ameryki na jednej scenie — przytaknął Dave Mustaine. — Największą sensacją jest wspólny występ Metalliki i Megadeth, ale dla wielu słuchaczem wydarzeniem będzie show Slayera uważanego za bardziej ortodoksyjny zespół.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

— W końcu przyszedł czas na to, aby fani dostali to, czego chcą — potwierdził Kerry King.

Największe dyskusje wywołuje obecność na scenie Anthraxu, który nie pochodzi z Zachodniego Wybrzeża tylko z Nowego Jorku.

— Ludzie mówią o wspólnym koncercie naszych kapel od 1984 roku: to 26 sześć lat oczekiwania — podsumował Scott Ian. — Wierzę, że sprostamy oczekiwaniom. Zespoły z innych nurtów nie zrobiły czegoś takiego jak my nigdy. Wyobraźcie sobie, że wspólny koncert zagrają The Beatles, The Rolling Stonesi, The Who i Led Zeppelin.

Poza wielką czwórką w środę na scenie w Warszawie zobaczymy również formacje Mastodon i Behemoth. Bilety w cenach 198 zł, 400 zł oraz 880 zł (VIP). Początek o 16.00.