Czuję niepokój jak debiutantka Agnieszka Holland mówi, że jest pani aktorką światowej marki. Miłe?
Kinga Preis:
Bardzo dziękuję pani Agnieszce, że wydała mi tak pochlebną recenzję. Praca z nią przy filmie „W ciemności" była dla mnie wielką wartością. Czasem spotykamy się ze znakomitymi twórcami, którzy niekoniecznie sprawdzają się w kategorii „wspaniały człowiek". Tutaj miałam możliwość obserwowania klasy artystycznej i ludzkiej. Ogromnie się też cieszę, że mogłam brać udział w odtworzeniu historii z takim przesłaniem. Podobnie zresztą jak przy filmie Wojciecha Smarzowskiego „Róża".
Zagrała pani w dwóch najważniejszych produkcjach ubiegłego roku – „W ciemności" i „Róży". I dostała za te drugoplanowe role 11. nominację do Polskiej Nagrody Filmowej Orły. To absolutny rekord!
Co mam odpowiedzieć? Mogę się tylko cieszyć z uznania, choć ja zawsze jestem niepewna mojej pracy. Za każdym razem, kiedy buduję nową postać, czuję niepokój, niemal jak debiutantka.
Jest pani jedną z najczęściej wyróżnianych aktorek – na festiwalu w Gdyni i poza nim. Ma pani w dorobku Nagrodę Zbyszka Cybulskiego, Złotą Kaczkę, teraz czwartego Orła, a jednak uchodzi pani za aktorkę niedocenianą.
Oczywiście chciałabym mieć coś więcej do powiedzenia w polskim kinie, ale problem jest szerszy. Marzyłoby mi się, żeby kobiety w naszych filmach miały szersze pole do popisu niż dotychczas, żeby nie recenzowano ich z racji wieku, wyglądu, tego, czy przytyły, czy może schudły, ale z powodu umiejętności, doświadczenia, jakie wnoszą na plan i jakie na nim zdobywają.