Reklama

Aung San Suu Kyi - lekcja stylu i mody

Aung San Suu Kyi to nie tylko ikona birmańskiej demokracji, ale także nauczycielka mody i stylu

Publikacja: 23.05.2012 07:00

Aung San Suu Kyi - lekcja stylu i mody

Foto: AFP

Michelle Obama, Carla Bruni, Jolanta Kwaśniewska – kobiety działające w polityce, jak i te obok polityki stojące, często uznawane są za ikony stylu i mody. Wszystkie wydają mnóstwo pieniędzy na stroje, kosmetyki, fryzjerów, stylistów, doradców – można nawet powiedzieć, że pół etatu zajmuje im praca nad własną aparycją.

Jest jednak - jak pisze "The Irrawaddy" - na międzynarodowej scenie politycznej osoba, której wszystko to wychodzi przy okazji. Jej ojczyzna dopiero walczy o demokrację, ona sama od wielu lat – z których większość spędziła w areszcie domowym – nie była za granicą. Jako nowo wybrana parlamentarzystka weszła na salony. Jeśli chodzi jednak o styl – już dawno tam była. Wszystko dzięki kolorowym strojom, łączącym tradycje Azji z zachodnią nowoczesnością.

Aung San Suu Kyi, córka zamordowanego w zamachu stanu kilka dekad temu generała Aung Sana, jest dziś dla Birmańczyków nadzieją na lepsze jutro. Jej wiece i wystąpienia publiczne przyciągają tysiące zwolenników, którzy na widok swojej przywódczyni krzyczą i piszczą tak głośno, jakby mieli do czynienia z gwiazdą kroczącą dumnie po czerwonym dywanie przed jednym z kin w Los Angeles. Suu Kyi jest dla swoich rodaków gwiazdą i doskonale o tym wie. Jej losy dość wiernie odtworzył niedawno francuski reżyser Luc Besson w filmie „Lady", który miesiąc temu wszedł na polskie ekrany. Nie będziemy więc opowiadać tu na nowo historii aresztowania i uwolnienia „Pani z Birmy". Skupmy się na jej garderobie i sposobie obnoszenia się z nią.

Kiedy ponad miesiąc temu na koniec konferencji prasowej w dawnej stolicy – Yangonie jeden z dziennikarzy zapytał Suu Kyi o jej kolorowe stroje, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla zmieszała się. Odmówiła „bycia wciągniętą w debatę o niej samej" i dodała, że ubiera się głównie w to, co akurat ma pod ręką. Próżno szukać w tym zachowaniu kokieterii – Suu Kyi przez lata walki politycznej udowodniła, że rzeczywiście samą sobą zajmuje się w niewielkim stopniu.

Garderoba Suu Kyi urzeka jednak przede wszystkim nie ze względu na skromność, z jaką jest noszona, a ducha tradycji i dawnej kultury Birmy, państwa, które – choć dziś plasujące się w dole rankingów gospodarczych świata i kontynentu - na przestrzeni dziejów stworzyło niejedno imperium. O ile bowiem współczesna Amerykanka by skopiować styl prezydentowej Obamy, czy mieszkanka Paryża zapatrzone w byłą już pierwszą damę Carlę Bruni potrzebują portfela wypchanego coraz mniej wartymi dolarami i euro, o tyle ubrania wzorowane na strojach Aung San Suu Kyi dostępne są dla wszystkich warstw społecznych Yangonu czy Mandalay. Na garderobę polityk składają się bowiem głównie ręcznie szyte bluzki (birm. anyi) i kolorowe sarongi (longyi). Zamiast obwieszać się drogą biżuterią pełną świecących błyskotek, aktywistka preferuje kwieciste girlandy na szyi. Kwiaty wkłada także we włosy. Może ma to związek z dzieciństwem i wspomnieniami po ojcu, jak pokazał to Besson w swoim filmie, a może jest po prostu tanie, wygodne i praktyczne. Podobnie z obuwiem – kto choć raz był w Azji Południowo-Wschodniej doskonale wie, że żadne eleganckie buty nie mogą się tam równać z prostymi sandałami, sprawdzającymi się o każdej porze dnia i nocy. Wśród dodatków dominują też proste kolczyki i niezastąpiony w intensywnym słońcu parasol.

Reklama
Reklama

Wszystko zatopione jest w jaskrawych kolorach. Podczas kolejnych wieców wyborczych w garderobie Suu Kyi dominowały błękit, jadeitowa zieleń, fiolet. Dziennikarze do dziś wspominają jaskrawą czerwień jej modnej bluzki, w jakim pojawiła się 6 marca br. podczas spotkania z władzami w stolicy Naypyidyaw.

„Ludowy" styl Suu Kyi ma jeszcze jeden wymiar – ułatwia jej zwolenniczkom (rzadziej zwolennikom) utożsamianie się z polityk. W czasach, gdy siedziała w zamknięciu we własnym domu, lider Narodowej Partii na rzecz Demokracji nie raz otrzymywała anonimowe prezenty. W paczkach znajdowały się elementy garderoby. W ten nietypowy sposób stronnicy Suu Kyi chcieli dodać jej otuchy. Również miejscowi krawcy i fryzjerzy nie mogli opędzić się od klientek przychodzących z prostym zamówieniem: „chcę wyglądać jak Ciocia Suu".

Jak więc upodobnić się do matki birmańskiej demokracji? Najłatwiej wybrać się na bazar Scott Market w Yangonie i tam przebierać w możliwościach. Prosty sarong kosztuje tam bowiem około 5 tys. kyatów (trochę ponad 20 zł), podczas gdy droższy – nie więcej niż 50 zł. Za materiał, z którego uszyjemy potem tradycyjną bluzkę anyi, zapłacimy również jedynie od 10 do 30 zł za metr – to kwoty, które spokojnie mieszczą się w budżecie wielu gospodyń domowych. Oczywiście kto chce, znajdzie i o wiele droższe ubrania w podobnym stylu – wszystko zależy od zasobności portfela.

Na podst. „The Irrawaddy"

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama