Paweł Maksymilian Orłowski, rzeźbiarz i profesor Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, od ponad ćwierćwiecza rozwija własny język artystyczny. Jego prace, zakorzenione w doświadczeniu transformacji Europy Środkowo-Wschodniej, koncentrują się na człowieku – jego obecności, kondycji, relacjach z otoczeniem i systemami, które sam tworzy. Dziś artysta otwiera kolejny rozdział: odchodzi od precyzyjnej geometrii na rzecz procesów, w których ważne stają się przypadek, właściwości materiału i nieprzewidywalność.

Paweł Orłowski w pracowni, To nie jest forma

Paweł Orłowski w pracowni, To nie jest forma

Figura jako znak

Przez lata Orłowski konsekwentnie upraszczał ludzką sylwetkę, redukując ją niemal do znaku. Nie chodziło o formalny eksperyment ani o estetyczną modę, lecz o próbę dotarcia do tego, co w figurze najistotniejsze. „Mniejsze znaczenie zaczęło mieć realistyczne odwzorowanie ciała, a znacznie bardziej jego esencja: gest, napięcie, obecność” – wyjaśnia artysta.

Geometria stała się sposobem kondensowania znaczeń. Człowiek w jego rzeźbach przestawał być portretowanym ciałem, a stawał się układem sił, napięć i relacji. Redukcja pozwalała wydobyć strukturę rzeczywistości, której nie da się po prostu skopiować. Orłowski ma jednak świadomość, że odbiorcy mogą zatrzymać się na walorach formalnych i dekoracyjnych jego prac. Zależy mu, by forma nie była celem samym w sobie, ale prowadziła do głębszego odczytania.

Ważnym doświadczeniem w jego drodze artystycznej był Berlin – miasto, w którym historia pozostawała widoczna w przestrzeni, a tożsamość po zjednoczeniu wciąż podlegała redefinicji. Studia na Universität der Künste w pracowni profesora Karlheinza Biederbicka, a później powroty na uczelnię w roli wykładowcy, otworzyły Orłowskiego na międzynarodowe środowisko sztuki. Jednocześnie pozwoliły mu lepiej zrozumieć znaczenie własnego pochodzenia. Doświadczenie transformacji Europy Środkowo-Wschodniej nie jest – jak podkreśla – lokalnym ograniczeniem, lecz perspektywą równoprawną w międzynarodowej debacie.

Transformacja, która wciąż trwa

W cyklu „Transformacja” przemiany ciała stają się opowieścią o procesach społecznych i kulturowych. Nie jest to wyłącznie komentarz do historii Polski po 1989 roku. Transformacja interesuje artystę jako zjawisko trwające nadal, wpływające na nasze zachowania, relacje i sposób funkcjonowania. Geometryczna figura pokazuje człowieka poddanego standaryzacji – technologicznej, ekonomicznej i społecznej.

„Nie jest to jednak jednoznaczna krytyka postępu. W moich pracach fascynacja technologią zawsze sąsiaduje z niepokojem o utratę podmiotowości” – mówi Orłowski. To napięcie powraca w kolejnych realizacjach, także tych powstających z myślą o przestrzeni publicznej.

Prace „Transformacja”, zrealizowane dla Prosta Tower, oraz „Czas”, zamówiony przez inwestora NOHO N14, pokazują, jak rzeźba może współtworzyć architektoniczne otoczenie. Dla artysty zamówienie nie musi oznaczać rezygnacji z autonomii. Warunkiem jest uznanie niezależności dzieła i twórcy, a punktem wyjścia powinny być historia miejsca, funkcja budynku oraz sposób, w jaki poruszają się w nim ludzie. Rzeźba może podnosić rangę inwestycji, ale nie powinna sprowadzać się do dekoracji czy elementu marketingowego.

Podobna odpowiedzialność towarzyszy realizacjom w przestrzeni publicznej. Monumentalność nie jest dla Orłowskiego narzędziem dominacji, lecz próbą ustanowienia ludzkiej skali pomiędzy odbiorcą a architekturą miasta. Rzeźba nigdy nie pozostaje neutralna: wchodzi w istniejący układ pamięci, przestrzeni i społecznych napięć. Dlatego artysta powinien przede wszystkim rozpoznać miejsce, a nie jedynie umieścić w nim atrakcyjny obiekt.

Rzeźba, która zabiera głos

Sztuka może również reagować na bieżące wydarzenia i stawać się impulsem do społecznej rozmowy. Taką rolę odegrała instalacja Soldiers, zaprezentowana na Placu Zamkowym w Warszawie jako sprzeciw wobec wojny w Iraku prowadzonej przez Stany Zjednoczone. Realizacja wywołała kontrowersje i dyskusje wśród odbiorców, krytyków oraz aktywistów.

Orłowski nie zakłada, że każda sztuka musi być polityczna. Uważa jednak, że ma prawo odpowiadać na rzeczywistość i stawiać pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. Soldiers nie miało być wyłącznie obiektem do oglądania. Artysta chciał wprowadzić temat przemocy i politycznych decyzji w przestrzeń codzienności – tak, by nie można było przejść obok niego obojętnie. „Kontrowersje, które wywołała instalacja, pokazały mi, że rzeźba może stać się narzędziem społecznej rozmowy” – wspomina.

Inny sposób dialogu z historią proponuje cykl Veni Vidi Vici. Kilkumetrowe realizacje nawiązują do tradycji pomnika konnego, ale pozbawiają ją jednoznacznej funkcji reprezentacyjnej i heroizującej. Uproszczone sylwetki koni i jeźdźców, zestawione z wyrazistymi kolorami – żółcią, szarością, ultramaryną, różem i turkusem – tworzą pomniki „nikogo i każdego”. Nie wskazują konkretnego bohatera, pozostawiając przestrzeń dla różnych interpretacji.

Kolor w twórczości Orłowskiego nie jest dodatkiem do formy, lecz samodzielnym środkiem wyrazu. Artysta przypomina, że barwa odgrywała istotną rolę także w sztuce dawnej, zwłaszcza w rzeźbie sakralnej, gdzie polichromia współtworzyła znaczenie przedstawień.

Uwolnić formę

Najnowszy etap poszukiwań przynosi odejście od geometrycznej precyzji. W cyklu Anti-forms Orłowski pozwala, by większą rolę odgrywały przypadek i właściwości materiału. „Nie traktuję anty-formy jako negacji formy, lecz jako odejście od przekonania, że artysta może w pełni przewidzieć rezultat własnego działania” – tłumaczy.

Podczas ciśnieniowego formowania blachy materiał reaguje w sposób, którego nie da się całkowicie zaplanować. Deformacja nie jest błędem ani przeszkodą, ale staje się częścią rzeźby. Dla artysty to obszar nowy, zarazem niewygodny i fascynujący. Wymaga zaakceptowania niepewności oraz rezygnacji z pełnej kontroli.

Inspiracją są również testy plam atramentowych Hermanna Rorschacha. Ich wieloznaczność pokazuje, że ta sama forma może uruchamiać zupełnie różne skojarzenia. Odbiorca nie patrzy na dzieło w sposób neutralny – interpretuje je przez własne doświadczenia, emocje i wyobrażenia. Symetryczne plamy stają się punktem wyjścia do trójwymiarowych obiektów, w których rygor symetrii spotyka się z organicznością.

Zmiana ta ma także osobisty wymiar. Orłowski mówi wprost o dojrzałości i doświadczeniach, które przesunęły jego zainteresowanie z fizyczności na psychikę. „Chcę skupić się na zajrzeniu do wnętrza, w sensie stanów psychicznych. To dla mnie rodzaj podróży w głąb człowieka” – podkreśla. Niewidoczne na pierwszy rzut oka staje się dziś ważniejsze niż powierzchowność.

Pink Bot, Muzeum Śląskie

Pink Bot, Muzeum Śląskie

Metamorfa – człowiek i jego cyfrowy sobowtór

Kulminacją tych poszukiwań jest monumentalny cykl Metamorf, inspirowany powieścią Solaris Stanisława Lema. Projekt obejmuje 36 rzeźb z cortenu oraz sześć obiektów z polerowanej stali nierdzewnej. Tytułowa Metamorfa to niepoznana forma istnienia, ku której – zdaniem artysty – stopniowo zmierzamy jako gatunek.

Orłowski interesuje się momentem, w którym technologia przestaje być jedynie narzędziem, a zaczyna współtworzyć naszą tożsamość. Żyjemy równolegle w świecie fizycznym i cyfrowym. Nasze wizerunki, dane i aktywność tworzą sobowtóra, który funkcjonuje niezależnie od bezpośredniej kontroli. Metamorfa nie jest więc odległą wizją przyszłości, lecz procesem, który już trwa.

Rzeźby mogą występować pojedynczo lub w grupach przypominających społeczność. W zależności od miejsca ekspozycji ingerują w zastaną przestrzeń i zakłócają jej codzienny rytm. Ważnym punktem odniesienia jest temperatura ludzkiego ciała – 36,6°C, symbol fizycznej podstawy naszego istnienia. Corten pozostaje chłodny w dotyku, a jednocześnie przywołuje żywy, ciepły i niedoskonały organizm. Zderzenie tych porządków uruchamia pytania o podmiotowość w epoce algorytmów, pomiarów i danych.

W przyszłym roku Metamorf zostanie zaprezentowany podczas triennale rzeźby Bad RagARTz w Szwajcarii. Orłowski nie chce jednak pozostawiać widzów z gotową odpowiedzią. Zależy mu raczej na refleksji nad tym, jak zmienia się nasze rozumienie człowieczeństwa w świecie, który sami tworzymy. Możemy coraz więcej informacji o sobie mierzyć, opisywać i analizować, ale nie oznacza to, że łatwiej rozumiemy drugiego człowieka.

Od geometrycznego znaku po formę poddaną przypadkowi, od monumentalnego pomnika po rzeźbę przypominającą nieznany organizm – twórczość Orłowskiego nieustannie wraca do pytania o człowieka. Dziś to pytanie brzmi szczególnie aktualnie: co pozostaje z naszej podmiotowości, gdy granica między ciałem, technologią i cyfrowym obrazem coraz bardziej się zaciera?

Patronami medialnymi byli „Rzeczpospolita” i rp.pl