„Echolalia” Björk na Festiwalu Wędrującym w Bielsku-Białej to spektakularne wydarzenie, którego nie tylko fani jednej z najoryginalniejszych artystek nie mogą przegapić.

Reklama
Reklama

O jej wyjątkowości świadczy również to, że pierwszym przystankiem wystawy na światowym tournée – poza macierzystym Reykjavikiem na Islandii - nie jest żadna z największych światowych metropolii, ani nawet stolica Polski – tylko tegoroczna Polska Stolica Kultury, czyli Bielsko-Biała.

„Echolalia” Björk tylko w Bielsku-Białej

Tu na Wędrujący Festiwal zaprosił ekspozycję Krystian Lada, kurator i reżyser operowy, ale także dyrektor artystyczny prestiżowego Ruhrtriennale 2024–2026, gdzie tylko w tym roku odbyły się prapremiery nowych spektakli: Mariny Abramović oraz Ivo van Hove, inspirowanego twórczością Davida Bowie. Lepiej nie można.

W Reykjaviku „Echolalia” pokazywane były w jednej lokalizacji. W Bielsku-Białej, w roku, który w światowej kulturze można nazwać także czasem „Odysei” Nolana, ekspozycja „wędruje” przez trzy lokalizacje w mieście, tak jak nomem omen, Wędrujący Festiwal, mający pełnić funkcję łącznika między kolejnymi Polskimi Stolicami Kultury – Bielsko-Białą w 2026 r., Katowicami (2027) i Kołobrzegiem (2028). W czasie i na drodze do Europejskiej Stolicy Kultury, gdy tytuł ten przejmie w 2029 r. Lublin.

Ale zanim to nastąpi wędrować mogą przez przystanki „Echolalii” oglądający tę wystawę w Bielsku-Białej, jednak tylko do 25 października.

Dla samej zaś Björk tworzenie audiowizualnej ekspozycji było wędrówką przez doświadczenie żałoby po śmierci ukochanej matki, której zawdzięcza m.in. muzyczną inicjację. Najpierw, gdy słuchała śpiewanych falsetem kołysanek, a potem, gdy razem z partnerem matki zamieszkali wszyscy w komunie hipisowskiej. Björk zaś najpierw słuchała bluesa, potem założyła pierwszy punkowy zespół, a wreszcie zaczęła tworzyć wychodzącą poza wszelkie szablony eksperymentalną, alternatywną muzykę, w której do dziś łączy w wyjątkowy sposób indywidualny sposób śpiewania z elektroniką i performansem.

Tylko Björk wie, ile jako artystka zawdzięcza – jak śpiewa – „osobliwemu wyczuciu rytmu” matki i jej dyslekcji, nazwanej poetycko „ostateczną formą swobody” językowej, dzięki której wymyślała słowa i niekonwencjonalnie się wypowiadała. A czyż nie tym jest właśnie sztuka? Również ta, jaką uprawia Björk?

Przodkini Björk

Pierwsza część wystawy została nazwana „Przodkini (Ancestress)” od kompozycji, jaką Björk skomponowała dwa tygodnie po śmierci matki. Utwór był przejawem niewystarczalności tradycyjnej ceremonii pogrzebowej jako ostatecznego pożegnania ze zmarłą. Tak jakby duch matki nie dawał artystce spokoju i nalegał na przygotowanie indywidualnej formy rozstania lub jego celebracji.

Piosenka stała się rodzajem soundtracku do pochodu przez wyjątkowy górski krajobraz Islandii, gdy nacierające z nieba chmury i unosząca się z ziemi mgła – łączą życie i śmierć w spektakularnym i epickim rytuale przyrody.

Björk poprowadziła i zaaranżowała w takiej przestrzeni żałobny pochód. Dzięki maskom noszonym przez artystkę i tancerzy przywołuje on aurę antycznych spektakli oraz bachicznego korowodu, celebrującego radość życia. Ostatecznie jednak może przypominać pochód z „Siódmej pieczęci” Bergmana i spotkanie ze śmiercią.

Jak podkreśla Björk, zależało jej również na tym, by muzyka i taniec w przestrzeni przyrody wyraziły duchowe potrzeby, wykraczające poza zinstytucjonalizowaną religię, z którą łączą się tak skonwencjonalizowane dla niektórych miejsca jak kościół czy kaplica. Chodzi o „prywatną kaplicę w naszych głowach”, których katedry są wyłącznie replikami.

Björk upamiętniła mamę wybierając na kolor kostiumów tancerzy ulubioną przez nią głęboką czerwień, a także prowadząc nieformalną procesję do doliny, gdzie matka lubiła zbierać życiodajne zioła.

Można powiedzieć, że jeśli śmierć matki była dla Björk trzęsieniem ziemi, dolina też przeszła w stan żałoby po tej, którą tak często gościła, ponieważ w wyniku ruchów tektonicznych piękna niegdyś dolina stała się zapadliskiem, w którym uczucie straty wyrażają „rzeka, której już nie ma” i „wodospad, którego już nie ma”.

Takim obrazom towarzyszy wstrząsająca muzyka. Jej zapis nutowy oglądamy wydrukowany na żałobnych płótnach oraz film emitowany na ekranie w ciemności kamienicy, która też na co dzień jest martwa – od czasu, gdy stała się pustostanem. Ożywia ją tylko kondukt żałobny Björk oraz teraz wizyty nas, widzów, płaczek i żałobników, bo film stanowi mocne przeżycie zwłaszcza dla tych, którzy niedawno też stracili kogoś bliskiego.

Björk i „Zasmucona ziemia” „Echolaliów”

Drugą część wystawy Björk nazwała „Zasmuconą ziemią (Sorrowful Soil)”. To epitafium, zainspirowane islandzką piosenką ludową z XVIII wieku. Tytuł jak z T.S. Eliota.

Tym razem wokalistka pokazuje się w wideo, któremu nadała formę zdjęcia nagrobkowego w kształcie jaja – jakby z żalu po śmierci matki sama już umarła. Ale to też nawiązanie do biologii kobiety. Jak śpiewa Björk: „Przez całe życie kobieta/ma czterysta jajeczek/ lecz tylko dwa albo trzy gniazda/ uwite życiodajną siłą matki (...) dobrze się spisałaś/ dałaś z siebie wszystko”.

Można powiedzieć, że w tle oglądamy rodzaj pejzażu wewnętrznego artystki. Björk śpiewa o swym smutku, a przez rozpadającą się, popękaną ziemię przepływają palące ją strumienie lawy. Ziemię zalewają i niszczą jak oczekiwanie na śmierć bliskiej osoby, bo piosenka powstała, gdy Björk dowiedziała się o śmiertelnej chorobie mamy – jak się okazało dwa lata przed jej odejściem.

Artystka ironizuje, że nagły wybuch wulkanu, który pozwolił tylko na krótką wyprawę helikopterem w jego okolice oraz tylko trzy ujęcia kamerą – sprzyjał jej, artystce z kraju, gdzie wydarzeniom geologicznym przypisuje się specjalne znaczenia oraz nadaje własne interpretacje.

Wszystko to w filmie artystka przeżywa w samotności, jednak napisana w tym stanie melodia stała się ostatecznie próbą szukania nadziei we wspólnocie. Oglądając wideo znajdujemy się w kręgu czterdziestu głośników, które przekazują śpiew Björk i jej chóru. Przebywając w centrum instalacji słyszymy partie wszystkich wokalistów, ale zbliżając się do każdego z głośników mamy okazję wysłuchać każdego z osobna, co umożliwia specjalna technologia stworzona dla artystki przez firmę Genelec.

„Rozkwit wrażliwości” i Björk z Natalią Kleszczewską

Trzecia odsłona wystawy w Willi Sixta to „Rozkwit wrażliwości (Nerve Bloom)”, przygotowany we współpracy z Natalią Kleszczewską. Tę część odbiera się szczególnie, ponieważ Björk daje nam szansę wysłuchania kompozycji wcześniej nieujawnionej, która towarzyszy pracom młodej polskiej artystki, jaką wypatrzyła na Instagramie i zaprosiła do współpracy. (Piosenka ukaże się na nowej płycie Islandki za rok).

Czytaj więcej

Björk pozywa Islandię. Chodzi o branżę, z której żyje jej kraj

Powstał cykl obrazów, które połączyła z muzyką animacja komputerowa Natalie Liu, w kolejnych zaś salach możemy oglądać obrazy eksponowane w oryginalnej formie razem z grafikami, stanowiącymi pierwotne projekty.

Uderza kolorystyka obrazów i żywa kontrastowość. To malarskie fantasy, gdzie bajkowa natura oraz zwierzęta (głównie konie jak z dziewczęcych rysunków) ujawniają swoją kobiecą naturę, piękno i delikatność, ale też wewnętrzną sprzeczność wyrażoną bielą i czernią. Nad wszystkim dominuje czerwień koralowców. Ale może to wymykające się z ciał neurony? Björk śpiewa bowiem w podziękowaniu matce: „kłaniam się,/ kłaniam się/ to gest wdzięczności/ za wszystkie doznania/ które mi przeniosłaś/ moje rozjarzone neurony (...) rozkwit wrażliwości/niebiański hedonizm”.

Sasha Waltz na Wędrującym Festiwalu

„Echolalia” to tylko część Wędrującego Festiwalu zaplanowanego w Bielsku-Białej na 2–4 października. Autorski program Krystiana Lady jest na światowym poziomie.

„Panta rhei. Wszystko płynie”, nową kompozycję Rafała Ryterskiego, laureata Międzynarodowej Trybuny Kompozytorów UNESCO, inspirowaną „Biegunami” Olgi Tokarczuk oraz heraklitejską ideą nieustannej zmiany – wykonuje Bielska Orkiestra Dęta, a słucha się jej podczas podróży kolejką linową ponad zboczem Dębowca.

Dawna hala Banku Gospodarstwa Krajowego na dwie noce zamieniła się w „Bank snów”, gdzie dziesięciogodzinnej kompozycji Hani i Kuby Derej przy wsparciu badaczki snów Kingi Kościak można słuchać w czasie dziesięciogodzinnego wydarzenia na pograniczu koncertu i performansu – z łóżek!

Performans „Tu byliśmy / Tu byłyśmy” odbywa się z udziałem Siri Skjerve, Alicji Czyczel, Pawła Sakowicza i Wojciecha Grudzińskiego na parkingu przy domu handlowym Klimczok, przypominającym przestrzeń nowojorskiego Muzeum Guggenheima albo dystopijną scenografię „Łowcy androidów 3”.

Wydarzeniem jest „In C Taniec” zespołu Sashy Waltz & Guests. Jedna z najważniejszych kompozycji muzycznego minimalizmu została przełożona przez wybitną choreografkę na język ruchu. „In C” w choreografii Sashy Waltz opiera się na 53 frazach ruchowych odpowiadających 53 frazom kompozycji Terry’ego Rileya. Spektakl zaplanowano na najwyższym poziomie parkingu przy Galerii Sfera, z panoramą Bielska-Białej i otaczających miasto gór.

Czytaj więcej

Artur Rojek na nowej płycie inspiruje się synem. Z ojcem mijał się jak dwójka nieznajomych

Taneczną odsłonę „In C” dopełnia muzyczna interpretacja słynnego dzieła Terry’ego Rileya. Razem z Bielską Orkiestrą Kameralną występują lokalni jazzmani i artyści ludowi z Podbeskidzia.

Finał Wędrującego Festiwalu „Rave na Targowisku” odbędzie się przy ul. Józefa Lompy. W niedzielę 4 października tamtejsze targowisko zamieni się w parkiet taneczny, a stragany w stanowiska didżejskie.

Wędrujący Festiwal jest częścią projektu Polskie Stolice Kultury 2026–2028. Projekt finansowany jest przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Mechanizmu Finansowego EOG oraz ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Organizatorem wydarzenia jest Narodowe Centrum Kultury, współorganizatorem Bielskie Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej, a partnerem współpracującym przy realizacji wydarzeń w Bielsku-Białej – Galeria Sfera.