Jazz
Caecilie Norby & Lars Danielsson „Just The Two of Us", ACT/GiGi Distribution, CD, 2015
Kiedy kilka lat temu Dania przejmowała prezydencję w Unii Europejskiej od Polski, na uroczysty koncert przysłała do nas najlepszy multi-europejski zespół jazzowy: duńską wokalistkę Caecilie Norby, szwedzkiego kontrabasistę i wiolonczelistę Larsa Danielssona i niemieckiego pianistę Paula Wollny'ego. Norby i Danielsson są małżeństwem, co czyni z nich piękną, muzyczna parę. Aż prosiło się, by zostawić ich samych w studio , by powstał album w duecie. Chociaż Lars koryguje to już na wstępie komentarza do płyty, podkreślając, że nagrali go w trio: Caecilie, on plus cisza.
Kontrabas jest częstym udziałowcem jazzowych duetów, ale bardzo rzadko w parze z wokalem. Przedsięwzięcie wymagało kreatywności i wrażliwości artystów, a ponieważ nie mieli presji czasowej, nagrali trzynaście perełek, a każda zasługuje na uwagę. Album otwiera kompozycja Joni Mitchell „Both Sides Now", którą Caecilie Norby śpiewa z nutą nostalgii w głosie i dystansem do oryginalnej wersji. Lars Danielsson znalazł ciekawy pomysł na subtelny akompaniament rytmiczny, jak i melodyjne wsparcie dla wokalistki. Ta ujmująca ballada zapadnie słuchaczom na długo w pamięci.
Ulubioną autorką duńskiej wokalistki okazała się Abbey Lincoln. Z jej repertuaru wybrała dwa utwory. W „And It's Supposed To Be Love" słychać mocny puls swingu, choć wykonany został w powolnym tempie. Do kontrabasu Danielsson dodał partie: wiolonczeli i marimby. We wstępie do przeboju Abbey Lincoln „Wholly Earth" wokalistka towarzyszy sobie na bębnie udu, dodaje też drugą partię wokalną, dobiegającą z oddali. Większość własnych utworów Norby napisała razem z Danielssonem. Album zamyka ballada Leonarda Cohena „Hallelujah", nastrojowe zakończenie romantycznych opowieści skandynawskiej pary. Najlepszych do słuchania we dwoje jak i w samotności.
World Music/Jazz
Omar Sosa „Ilé", Skip/Multikulti, CD, 2015
Kubański pianista Omar Sosa i jego Quarteto AfroCubano wystąpi w sobotę na Rynku Starego Miasta w Warszawie zamykając 21. edycję festiwalu Jazz na Starówce. W programie wieczoru znajdą się m.in. utwory z najnowszego albumu artysty „Ilé". W tradycyjnych wierzeniach kubańskich nazywanych Santeria lub Lucumi słowo „Ilé" oznacza dom lub ziemię, na której się żyje. Dla Sosy, który urodził się w mieście Camagüey, w środkowej części wyspy, jest to powrót w rodzinne strony. Do źródeł muzyki, którą słyszał w dzieciństwie i grał w młodości, zanim w 1993 r. wyemigrował przez Ekwador do Ameryki. Od 1999 r. mieszka w Barcelonie, skąd ma bliżej na europejskie festiwale i gdzie jest wysoko ceniony. Ale nowe albumy nagrywa w USA. Tam mieszka i pracuje mnóstwo znakomitych muzyków rodem z Ameryki Południowej.
W nagraniu „Ilé" wzięło udział wielu gości m.in.: gitarzysta Marvin Sewell z zespołu Cassandry Wilson, liczni wokaliści, wokalistki i perkusiści. Zespół Quarteto AfroCubano tworzą kubańscy muzycy: perkusista Ernesto Simpson (współpracuje z Piotr Schmidt Electric Group) i saksofonista Leandro Saint-Hill (także urodzony w Camagüey) oraz pochodzący z Mozambiku basista Childo Tomas.
Omar Sosa prezentuje szeroki wachlarz stylów: od klasyki i flamenco do afro-kubańskiego jazzu i rocka. Nawet klasycyzujące fortepianowe solówki są nasycone kubańskimi rytmami. Sosa podszedł do swych młodzieńczych inspiracji z szacunkiem i uwielbieniem. Album „Ilé" to podróż w czasie i przestrzeni, bo pianista cofa się do afrykańskich źródeł i korzysta z nowoczesnych środków, jak rap i hip-hop. Okazuje się, że muzykę kubańską można usłyszeć wszędzie.
Blues/Rock/R'n'B
Vintage Trouble „1 Hopeful Rd.", Blue Note/Universal, CD, 2015
Zespół Vintage Trouble powstał w 2010 r. w Los Angeles i do dziś regularnie występuje w tamtejszych klubach. Amerykanie towarzyszyli legendarnej grupie AC/DC na koncertach w Europie i polscy miłośnicy rocka widzieli ich występ na Stadionie Narodowym w Warszawie. Grupę tworzą: wokalista Ty Taylor, gitarzysta Nalle Colt, basista Rick Barrio Dill i perkusista Richard Danielson. Brzmieniem nawiązującym do rocka lat 60. i 70. XX wieku Vintage Trouble od razu zwrócił uwagę impresaria Doca McGhee, który zorganizował im trasę koncertową w W. Brytanii. Reakcje publiczności były entuzjastyczne. Zagrali kilka razy przed Bon Jovi i wystąpili w programie telewizyjnym Joolsa Hollanda. Po tym występie rozpętała się burza w mediach społecznościowych. Słuchacze polecali zespół znajomym i wieść gminna dotarła do Ameryki. Tym sposobem Vintage Trouble powrócił do USA w glorii chwały i całkiem już popularnego zespołu. W 2011 r. wydali pierwszy studyjny album „The Bomb Shelter Sessions", który miał premierę w W. Brytanii, a dopiero w kwietniu 2012 r. w USA. Okazało się, że i Ameryce jest wielu miłośników starego, rockowego brzmienia i zespół z dnia na dzień stał się gwiazdą.
- Tak jak niegdyś Otis Redding, tak dziś Vintage Trouble grają rocka, muzykę groove i slow dance - napisał o nich „The New York Times".
Dodatkowej popularności przysporzył im teledysk do utworu „Nancy Lee" zarejestrowany iPhonem. Na festiwalu Original iPhone Film Fest zdobyli pierwsze miejsce w kategorii muzycznej i Grand Prix. Na festiwalu jazzowym w Montrealu słuchało ich 100.000 osób i każda popularna impreza chce mieć ich w programie.
Co ciekawe, nowy kontrakt podpisała z nimi jazzowa wytwórnia Blue Note Records wydając właśnie nową płytę „1 Hopeful Rd.". Zawiera dwanaście piosenek zagranych z werwą i brawurowo zaśpiewanych przez Ty Taylora, który ma głos przypominający Otisa Reddinga. A zespół nawiązuje do dawnego rocka, bluesa i soulu, to brzmi... nowocześnie. Łatwo wpadające w ucho piosenki z ostrymi gitarowymi riffami pokazują, że taka formuła nigdy się nie zestarzeje.