Polscy filmowcy przyzwyczaili nas w ostatnich latach, że Oscarowa gala była też trochę „nasza”, bo mieliśmy komu kibicować. Paweł Pawlikowski i Łukasz Żal, Agnieszka Holland, Jan Komasa mieli szansę na Oscary. Pawlikowski i producenci „Idy” przywieźli do Polski Oscara dla filmu nieangielskojęzycznego.

W tym roku emocji będzie mniej. Polski kandydat do Oscara „Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej nie znalazł się na krótkiej liście kandydatów, rozszerzonej w tym roku do piętnastu tytułów. Był na niej – jako kandydat czeski - „Szarlatan” Agnieszki Holland. Niestety, w głosowaniu na nominacje – przepadł. Sporym rozczarowaniem jest niedostrzeżenie przez Akademików znakomicie przyjętej na świecie animacji Mariusza Wilczyńskiego „Zabij to i wyjedź z tego miasta”.

Wciąż jednak mamy za kogo trzymać kciuki. A więc przede wszystkim  wciąż jeszcze jest w grze „Quo Vadis, Aida?” Jasmili Zbanić. To wstrząsająca opowieść, w której reżyserka wraca do wojny bałkańskiej, dedykując swój film „kobietom ze Srebrenicy i ich 8372 zamordowanym synom, mężom, braciom, kuzynom, sąsiadom”. Pokazując masakrę cywilnej ludności w Srebrenicy reżyserka pełną kłamstw wojenną politykę zderza z cierpieniem i śmiercią zwykłych ludzi. Zgłoszona przez Bośnię i Hercegowinę „Aida” jest europejska koprodukcją, w której ze strony polskiej uczestniczyła Ewa Puszczyńska, producentka „Idy” i „Zimnej wojny” Pawlikowskiego. Muzykę napisał Antoni Komasa-Łazarkiewicz, zmontował film Jarosław Kamiński, kostiumy współprojektowała Małgorzata Karpiuk.

Możemy też kibicować Dariuszowi Wolskiemu, który dostał nominację za zdjęcia do toczących się w drugiej połowie XIX wieku „Nowin ze świata” Paula Greengrassa z Tomem Hanksem w roli głównej. Wolski, absolwent łódzkiej Filmówki, jest dziś jednym z najbardziej wziętych hollywoodzkich operatorów. Ma na swoim koncie ponad 100 wideoklipów z największymi gwiazdami muzyki, m.in. Davidem Bowie czy Stingiem, a przede wszystkim kilkadziesiąt filmów, reżyserowanych m.in. przez Ridleya Scotta, Davida Finchera, Alexa Proyasa, Williama Friedkina, Joela Schumachera, Tima Burtona, Roberta Zemeckisa czy Gore’a Verbińskiego. Stał się wręcz specjalistą od wielkich produkcji, z serią o „Piratach z Karaibów” na czele.

I wreszcie do polskich korzeni przyznaje się Paul Raci nominowany do Oscara za drugoplanową rolę w „The Sound of Metal”. Urodzony w Chicago artysta jest trzecim pokoleniem polskich imigrantów. Jego matka nosiła nazwisko Grabowska, ojciec – Racibożyński. A że nikt nie mógł tego w Stanach wymówić, skończyło się na Raci. W „Sound of Metal” Raci zagrał weterana wojny wietnamskiej, który w walce stracił słuch i prowadzi sponsorowany przez Kościół ośrodek,  pomagając głuchoniemym zaakceptować siebie i nauczyć się żyć z niepełnosprawnością.

I tyle naszych „polskich akcentów” w tym roku. Ale i tak gala będzie interesująca, bo stawka filmów jest wyjątkowo ciekawa: w roku bez hollywoodzkich blockbusterów króluje znakomite kino artystyczne.