Odbywają się przy okazji czasowych wystaw. Najpierw dzieci oglądają ekspozycję, potem mają zajęcia plastyczne. Ostatnie odbyły się przy okazji wystawy „Fragile” Marka Piaseckiego.
Nie przypuszczałam, że cztero-, a nawet trzylatki mogą tak żywo reagować na twórczość Piaseckiego, który świat zamyka w miniaturze – w grubych ramkach, pudełkach, słoikach. To świat hermetyczny, trudny, czarno-biały i kompletnie odrealniony. Każdy widzi w nim co innego.
Prowadząca spotkanie Magdalena Olasińska umiała to świetnie wykorzystać. Stawiając grupkę przed obrazkiem, zadawała proste pytania: co widzicie, co czujecie? – To jest kot – padła nieśmiała odpowiedź.
– Coś ty, nie widzisz, że to ser z dziurami?! – strofował natychmiast dziewczynkę jakiś chłopiec. Szybko utworzyły się dwa obozy: jeden optujący za kotem, drugi za serem. Konfliktu nikt nie umiał rozstrzygnąć, praca była bez tytułu.
– Tu wszyscy mają rację – uspokajała prowadząca.
To i ser, i kot. – To może być tak jednocześnie? – W sztuce może – odpowiedziała.
W sali, w której odbywają się zajęcia plastyczne, na dzieci czekały przezroczyste folie, sznurki, guziki, piórka, patyki, flamastry, tusze, pędzle, żyłki, nożyczki, klej. Przez kolejną godzinę każde z nich mogło być Piaseckim i zrobić własny kolaż.
Tworzyły z przejęciem.
Pracowicie przyklejały duże guziki, mazały tuszem po folii. Najtrudniejsze dla kilkulatków było to, że musiały zapomnieć o kolorze.– Wasze kolaże wyświetli na ścianie specjalny przyrząd – epidiaskop – tłumaczyła Olasińska. – Obraz będzie czarno-biały, trochę namalowany przez was, a trochę przez światło.
Maluchy oglądały epidiaskop z każdej strony, kładły swoje folie na wyświetlaczu i były zachwycone.
Mój trzyipółletni syn wykleił coś, co nazwał kołem z piachu. I obstawał przy tym tytule, choć grupka starszych koleżanek przekonywała go, że to nic innego jak zwinięte przez wiatr pranie.
[i]Kolejne warsztaty w Zachęcie – 22 lutego. Będą towarzyszyć wystawie „Interaktywny plac zabaw”[/i]