Sztokholm przeżył dwa tygodnie mody. Pierwszy pod nazwą „Fashion week by Berns”‚ a drugi zorganizowany przez Szwedzką Radę Mody. Od co najmniej ćwierć wieku Szwedzi tworzą modę minimalistyczną‚ o prostych liniach.

Jednak ostatnimi czasy projektanci się z tego kanonu wyłamują. Koronny przykład stanowi tu marka Fifth Avenue Shoe Repair‚ którą Lee Cotter i Astrid Olsson założyli w 2004 r. Tak niedawno‚ a już designerzy zdążyli stać się sławni i być uhonorowanymi przez „Elle” tytułem projektantów roku. Sprzedają swoje kolekcje już w 25 krajach.

[srodtytul]Kubizm strojów[/srodtytul]

Fifth Avenue Shoe Repair rzuciła wezwanie tradycyjnemu męskiemu garniturowi. Na ich pokazie mężczyźni w takt cyrkowej muzyki paradowali w marynarkach przypominających kurteczki‚ wąskie, bez poduszek w ramionach. Do tego obszerne i luźne spodnie na trzy czwarte długości z mankietami lub szorty. Niektóre spodnie wyglądały jakby były założone tył na przód lub powykręcane wokół nóg. Do tego meloniki, półcylindry i zgniecione kapelusiki na głowie .

[wyimek]Spodnie wyglądały jakby były założone tył na przód lub powykręcane wokół nóg[/wyimek]

Także propozycje Fifth Avenue dla pań nie świadczą o poszukiwaniu form typowych dla szwedzkiego stylu. Drapowania‚ gorsety‚ nakładania‚ zginania‚ wystające podszewki cechują ich szalone wzory. Na sukienki zużywają bele materiałów. Na jedną zużyli 100 metrów tiulu‚ na inną 40 m podszewki. Do kolekcji damskiej para uszyli sukienkę z 20 koszul kupionych w second-handzie.

– To, co projektujemy, nazywam softkubizmem inspirowanym obrazem Picassa „Kobieta z mandoliną” – mówi „Rz” Astrid Olsson. Budujemy formę przez drapowanie na manekinie. W ten sposób znajdujemy technikę‚ objętość i wzór. Czasami to, co zamierzone było jako skromny projekt‚ eskaluje i staje się dominujące albo na odwrót.

[srodtytul]Złachane dżinsy [/srodtytul]

W tegorocznym tygodniu mody swój pokaz mieli Samowie‚ którzy zaprezentowali dżinsy inspirowane swoim pochodzeniem – Denim Demon. O etnicznym charakterze spodni świadczą detale‚ jak czerwony szew na pasku czy guziki z wizerunkiem rogów renifera. Dżinsy nazwano słowami z języka lapońskiego Aajja (dziadek) i Akka (babcia).

Firma Denim Demon istnieje od dwóch lat. Teraz jednak wokół swojej kolekcji zrobiła akcję. Zamieszanie przyniosło jej rozgłos. Na łamach pisma „Samefolket”‚ przedsiębiorstwo ogłosiło‚ że poszukuje siedmiu osób chętnych do noszenia dżinsów Denim Demon przez pół roku. Pod warunkami. Wolontariusze nie mogli przez cały ten czas dżinsów prać. Musieli je nosić codziennie.

Chodziło o to‚ by w ciągu noszenia powstały na nich autentyczne miejsca wytarcia‚ które twórcy marki zamierzali odtworzyć w produkcji. – Im dłużej się dżinsów nie pierze‚ tym ładniej się przecierają – tłumaczy mi właściciel firmy Oskar Olsson. Chcieliśmy także uzyskać indywidualny charakter śladów wycierania – dodaje.

Jednym z problemów eksperymentu z restrykcją zaniechania prania okazała się woń z zagrody reniferów. Utrwaliła się‚ ponieważ czterej użytkownicy dżinsów całe dnie spędzali wśród tej zwierzyny. Nie pomogło wietrzenie spodni. – Gdy hodowcy naznaczali nowo narodzone renifery i ubijali łosia, poplamili też dżinsy porządnie krwią – relacjonuje Olsson.

Swoją teorię mody promował student drugiego roku prestiżowej Szkoły Designu Beckmans Erik Annerborn. Punktem wyjścia była teoria queeru‚ czyli przekraczania granic wyznaczanych płcią człowieka. Annerborn spojrzał na zagadnienie z perspektywy sportowców (a właściwie skrzyżowania cheerleaderek i graczy rugby) i stworzył z włóczki kolekcję męską Trans Sport‚ złożoną z kurtek baseballowych i krótkich spódniczek. – Czasami moda jest teoretyczna – deklaruje. Dla niego stanowi pretekst do wypowiadania się na inne tematy. Do ubrań Trans Sport dołączył broszurkę z wywiadem o zjawisku queeru.

[srodtytul]Sukienka podaj dalej[/srodtytul]

Nic, co przyjazne dla środowiska, nie umknie uwadze na skandynawskim rynku.

Fińska designerka Paola Suhonen‚ jedna z założycielek marki Ivana Helsinki, sfilmowała modele swoich sukienek na karuzeli. Film pokazała w galerii Moeller Snow Gallery w Nowym Jorku‚ po czym dziesięć sukienek wysłała na światowe tournée. Koncept polega na tym‚ że każda kobieta ma włożyć sukienkę tylko raz i przekazać ją potem przyjaciółce‚ by ta z kolei miała ją na sobie też tylko raz.

Według instrukcji każda użytkowniczka musi się w niej sfotografować, a następnie sukienkę wysłać z powrotem do Nowego Jorku. Kiedy kreacje wrócą już tam na stałe za rok (prawdopodobnie dość zużyte)‚ będą nosiły piętno przeżyć setek kobiet z różnych zakątków świata.

Losy dziesięciu sukienek można śledzić na stronie internetowej Ivana Helsinki.

[srodtytul]Baranice dla samotnych[/srodtytul]

Na pokazach „Fasion week” dominowały marki międzynarodowe, jak Manoush‚ Steven Alan‚ Angelo Marani. Najbardziej podobała mi się kolekcja ikony Larsa Wallina‚ który (dla Jofamy) zaprojektował kurteczki z futra toskańskich owiec, jednakowe dla pań i panów, z kołnierzami. Do nich czapeczki i rękawiczki.

Czyżby jednakowe stroje miały połączyć singli w Sztokholmie‚ mieście, w którym mieszka najwięcej samotnych ludzi na świecie?

Wallin opowiada mi‚ że nigdy nie czuł się typowym szwedzkim projektantem. Zawsze miał inklinacje do luksusu. Tworzył kreacje dla Lauren Bacall‚ księżniczek Wiktorii i Madelaine, a także szwedzkich artystów.

[srodtytul]Narodowa duma[/srodtytul]

Dyrektor Centrum Mody Thomas Jonasson mówi mi z dumą‚ że szwedzka moda ma poważanie i istnieje na nią popyt za granicą. – Zauważyłem‚ że europejskie marki nierzadko używają aluzji reklamowych w rodzaju: „Stockholm line” i „Scandinavian Winter”, promując swoje produkty. Sztokholm wylicza się już obok Paryża‚ Milano i Barcelony – podkreśla. – Marki takie jak Gant‚ Acne‚ Filippa K‚ J. Lindeberg znane są na międzynarodowej arenie. A Sztokholm to, bez przesady, stolica mody Skandynawii.

Jonassonowi wtóruje Lotta Ahlvar‚ szefowa Szwedzkiej Rady Mody.

– Szwedzka moda to nie look – komentuje dla „Rz”. – To wiarygodność i funkcjonalizm.