– Pan Bóg mówi, że wszystko, co czynisz, czyń na chwałę Boga – wyjaśnia o. Patryk Ostrzyżek z opactwa benedyktynów w Lubiniu, który produkuje benedyktynkę z akcyzą.
– Droga do produkcji to droga przez mękę – ripostuje Karol Majewski, który jako pierwszy w Polsce dostał zgodę na ręczną produkcję nalewek.
[srodtytul]Jak w cywilizowanych krajach[/srodtytul]
Do Kazimierza nad Wisłą w ubiegłą sobotę zjechali pasjonaci nalewek z całej Polski i właściciele małych firm rodzinnych, które już produkują nalewki z akcyzą.
– Chcemy się zastanowić, jak uprościć przepisy dotyczące produkcji nalewek – mówi Karol Majewski z firmy Nalewki Staropolskie. Przyjechali na zaproszenie Kresowej Akademii Smaku z Lublina, żeby wziąć udział w I Konwencie Mistrzów Polskich Nalewek.
Obradowali wśród obrazów Franciszka Starowieyskiego. – Kiedyś Starowieyski spróbował u mnie pigwówki. Zamyślił się i powiedział: Ostatni raz taką nalewkę piłem w 1938 roku. We dworze u księżnej – opowiada Ryszard Zdonek ze słynnego Domu Architekta.
Tu w 2004 r. odbył się pierwszy ogólnopolski turniej nalewek. W jury zasiedli wtedy Piotr Bikont, Robert Makłowicz i Krzysztof Cugowski. Co roku na turnieje do Kazimierza i Lublina zjeżdża coraz więcej miłośników tych trunków. – Dziś chodzi o to, żeby mogli legalnie robić i sprzedawać swoje nalewki. Tak jak to się dzieje w cywilizowanych krajach Europy – mówi Makłowicz.
[srodtytul]Odbudować piwniczki [/srodtytul]
Nalewki narodziły się w średniowiecznych pracowniach alchemików. Potem trafiły do klasztorów i aptek. Dalej do polskich dworów, gdzie przechowywano je w specjalnych pomieszczeniach zwanych apteczkami. – W starych manuałach aptecznych z XVIII w. jest wiele przepisów na nalewki ziołowe – mówił prof. Kazimierz Głowniak, prorektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, który na konwencie w Kazimierzu przedstawił lecznicze właściwości nalewek.
W czasach PRL zniszczono polskie dwory, a wraz nimi piwniczki. – Ale tej tradycji nie dało się wyplenić. Dobroć nalewek pochodzi od dobroci serc ludzi, którzy je robią – twierdzi ks. Tomasz Lewniewski, proboszcz kazimierskiej fary i wielokrotny juror turniejów.
[srodtytul]Liberalne przepisy[/srodtytul]
Droga do akcyzy jest trudna. – Moja działalność podlega kontroli sześciu ministrów. I bez względu, czy państwo będą produkować jeden gąsiorek czy 100 tysięcy gąsiorków, będziecie traktowani według tych samych przepisów. I to jest polskie kuriozum – mówił Karol Majewski, posiadacz pierwszej koncesji, do uczestników konwentu.
– Nasza rodzinna manufaktura powstała pięć lat temu. Ojciec chciał odbudować domową piwniczkę nalewek. Spełnienie wszystkich wymogów państwowych to sceny mrożące krew w żyłach – opowiada Maciej Kazuba z firmy Kazuba i Synowie.
Czy jest wyjście? Jest. – Należy zliberalizować przepisy – mówią zgodnie Majewski i Kazuba.
Na przykład pozwolić producentom domowych nalewek kupować alkohol po 3,50 za litr. Określić limit produkcji i wysokość podatku. I pozwolić im sprzedawać je w gospodarstwach agroturystycznych, rodzinnych restauracjach i sklepach z produktami regionalnymi.
Odrębna sprawa to zgoda państwa na wytwarzanie destylatu z owoców. Rolnicy mogliby odstawiać zacier do destylarni i na otrzymanym alkoholu produkować nalewki. Pod koniec roku rozliczaliby się z podatku. Na Zachodzie destylarnie na kołach podjeżdżają do rolnika. Tam produkcja i sprzedaż regionalnego alkoholu odbywa się legalnie.
[ramka][srodtytul]Certyfikaty mistrzów[/srodtytul]
W czasie obrad konwentu kapituła oceniła 56 najlepszych nalewek domowych z całej Polski oraz 13 nalewek z akcyzą. Kapituła w składzie: dr nauk farmaceutycznych Ewa Sienkiewicz-Petit z Paryża, architekt Adam Wójcik z Warszawy i Janusz Wojtowicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, przyznała tytuł Mistrza Polskich Nalewek Domowych 2010 Hieronimowi Błażejakowi z Torunia. Tytuł Mistrza Polskich Nalewek z Akcyzą odebrał o. Patryk Ostrzyżek OSB z opactwa benedyktynów w Lubiniu. O nalewkach na portalu: [link=http://www.apetycik.pl]www.apetycik.pl[/link] [/ramka]