[b]"Rz":[/b] Czym różni się udział w konkursie od zwykłego recitalu?
[b]Daniił Trifonow:[/b] Konkurs jest znacznie trudniejszy, ze względu na towarzyszącą każdemu występowi presję. Tu nie sposób pokazać maksimum swoich możliwości. Można tylko spróbować dać z siebie wszystko.
[b]Jakie to uczucie być finalistą Konkursu Chopinowskiego?[/b]
Jestem dumny i szczęśliwy. Udział w tym konkursie, zwłaszcza w roku chopinowskim, to spełnienie marzeń. Poza tym pierwszy raz grałem koncert e-moll z orkiestrą. Było to stresujące, ale także fascynujące doświadczenie. Podobnie jak cały konkurs. Myślę, że podczas jego trwania dojrzałem i rozwinąłem się jako artysta. Musiałem przygotować ogromny repertuar - ponad trzy godziny muzyki, grałem go we wspaniałej sali dla świetnej publiczności. Jakby tego było mało słuchali mnie wybitni artyści zasiadający w jury.
[b]Jakie jeszcze doświadczenia wyniósł pan z występów w Warszawie?[/b]
Dużo ćwiczyłem na Faziolli i miałem okazję lepiej poznać ten fortepian. Ma inną konstrukcję niż większość znanych instrumentów. Trzeba się do niej przyzwyczaić. Ale jeśli nauczysz się na nim grać, wrażenia są świetne.
[b]— Za co lubi Pan muzykę Chopina? [/b]
Jest bliska mojej osobowości. Pierwszy raz zagrałem Chopina, gdy miałem osiem, dziewięć lat. Im dłużej i lepiej znam jego muzyczny świat, tym bardziej mnie wciąga.
[b]Jak spędzi pan czas po konkursie? Będzie czas na wypoczynek?[/b]
Niestety nie. Muszę natychmiast wracać do Cleveland Institute of Music w Stanach Zjednoczonych, gdzie właśnie zacząłem drugi rok nauki pod kierunkiem Sergieja Babayana. Miałem problemy, by wyrwać się na dwa tygodnie do Warszawy. Teraz czeka mnie mnóstwo pracy, muszę nadrobić zaległości.
[i]- Rozmawiała Julia Rzemek[/i]