Przy żłóbku, świątecznym stole, w rodzinnym gronie. Kiedy patrzymy na nestorów i najmłodszych członków familii, naturalna staje się refleksja na temat ciągłości, trwania, przekazywania wartości. Z tymi ostatnimi nie jest wcale łatwo. Świat pędzi do przodu i z tradycyjnymi zasadami dziś wielu nie po drodze. Czy jednak słusznie dawne reguły traktowane są jak ograniczanie swobód?
Wychowanie – kojarzone ze sztywnymi normami, zakazami i nakazami – wydaje się słowem odstręczającym. Podobnie gdy przywołuje na myśl pustkę, niedowład i wcale niewesołe konsekwencje tzw. bezstresowego chowu. W skrajnych przypadkach przejawiającego się brakiem jakiegokolwiek nadzoru.