Reklama

Marek Dusza rekomenduje płyty na weekend

Jak co tydzień Marek Dusza przedstawia płyty, których warto posłuchać w weekend

Aktualizacja: 29.01.2016 12:42 Publikacja: 29.01.2016 12:31

Marek Dusza rekomenduje płyty na weekend

Foto: Fotorzepa, Marek Dusza

Punk/Jazz

Reklama
Reklama

Pink Freud „Pink Freud Plays Autechre”, Mystic, CD, 2016
 
Grupa wysokiego napięcia scenicznego Pink Freud gra muzykę Autechre. Ta wiadomość z pewnością zelektryzuje fanów jednego z najpopularniejszych zespołów polskiego jazzu, a właściwie punk-jazzu, bo muzyki formacji Wojtka Mazolewskiego nie da się wrzucić do worka z napisem jazz. Teraz proponuje oryginalne interpretacje muzyki brytyjskiego duetu Autechre, który swoimi eksperymentami zrewolucjonizował scenę dance.

- Nareszcie Pink Freud gra Autechre – cieszy się Mazolewski, dla którego Brytyjczycy byli młodzieńczą fascynacją i pozostali drogowskazem własnych poszukiwań. Różnica jednak jest oczywista. Autechre korzystali przede wszystkim z elektronicznych brzmień. Pink Freud wyszedł na scenę katowickiego klubu Hipnoza z akustycznymi instrumentami, laptopem i nielicznymi przystawkami podłączonymi do prądu. Chodzi przecież o ideę kreowania nowych brzmień i wyzwolenie twórczej energii.

- Czułem, że dla Pink Freud przygotowanie całej takiej płyty będzie wielkim wyzwaniem i krokiem naprzód. Robiąc swoje regularne płyty, trasy, koncerty jednocześnie pracowaliśmy nad Autechre. Nie mieliśmy żadnych materiałów, nut, tabulatur bądź wavów. Całość spisywaliśmy ze słuchu, z albumów jakie są w naszych płytotekach. Jedynym paliwem był nasz zapał i miłość do muzyki.  Rozszyfrowanie, spisywanie i składanie po naszemu, to był fascynujący proces. Świat muzyki jest nieograniczony i pełen możliwości. Nie istnieją style, podziały – podkreśla Mazolewski.
Jeśli wziąć pod uwagę zdolność wyzwalania koncertowego entuzjazmu, to Pink Freud konkuruje na polskiej jazzowej scenie przede wszystkim z kwintetem Wojciecha Mazolewskiego. Tak, to ten sam muzyk, który zamienia kontrabas na basówkę i odwrotnie, by porywać publiczność do zabawy, zachęcać do uwolnienia wyobraźni.

Reklama
Reklama

„Pink Freud Plays Autechre” zawiera dawkę energii, którą prawdopodobnie można oświetlić duże miasto. A z pewnością rozpalić uczucie do tej niepokornej muzyki.

 

Jazz/Rap

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet „Będzie dobrze”, For Tune, CD, 2015

Reklama
Reklama

Przeprowadzając remanent ubiegłorocznych premier znalazłem album, który dopiero teraz trafił do szuflady mojego odtwarzacza i od razu przypadł mi do gustu. To rzadkie na naszym rynku połączenie jazzowego kwartetu (trąbka, Fender Rhodes, sekcja rytmiczna) z rapem w języku ojczystym. Dwadzieścia lat temu sensacją stał się projekt saksofonisty Branforda Marsalisa z DJ Premierem nazwany Buckshot LeFonque zdobywając sporą popularność wśród miłośników jazzu i hip hopu. Mam nadzieję, że podobnie będzie z albumem o optymistycznym tytule „Będzie dobrze”.

To autorski projekt krakowskiego trębacza Tomka Nowaka, który zaprosił do współpracy młodych, ale już utytułowanych jazzmanów: pianistę Kubę Płużka, kontrabasistę Alana Wykpisza (z High Definition Quartet) i perkusisistę Filipa Mozula. Stronę wokalną, a raczej melodeklamacyjno-poetycką powierzył Bartłomiejowi „Eskaubei” Skubiszowi, który rapuje do jazzu, jakby to robił od zawsze. Skreczowaniem płyt winylowych zajął się Wojciech „Mr Krime” Długosz, który nie ustępuje DJ Premierowi. W jednym utworze gościnnie wystąpił gitarzysta Robert Cichy.

Kwartet Tomka Nowaka stworzył brzmienie, które nie narzuca się, ale jest na tyle wciągające, że nawet kiedy w pierwszej chwili stanowi tło, przebije się do naszej świadomości.

- Miles gra, a ja myślę czy naprawdę siebie znam, czy słuszną snuję wizję – rapuje Eskaubei w utworze „Miles gra…”
Wizja jak najbardziej słuszna, bo taką muzyką można dotrzeć do młodych i młodszych słuchaczy, którzy nie wiedzą jeszcze, co to jest jazz. A słysząc imię Milesa Davisa dotrą do jego nagrań i rozpoczną przygodę z jazzem. Tak zaczynała większość jazzfanów, bo „Miles był zawsze do przodu”.

Reklama
Reklama

Jazz

Avishai Cohen „Into the Silence”, ECM/Universal, CD, 2016

Nie chodzi o nowy album dobrze znanego w Polsce kontrabasisty Avishaia Cohena, a o płytę trębacza o tym samym imieniu i nazwisku. Trębacz występował w październiku 2015 r. w Warszawie w duecie z Piotrem Orzechowskim i dopiero zdobywa u nas popularność. W Izraelu, gdzie się urodził i w Ameryce, gdzie zdobywał wiedzę i jazzowe doświadczenie jest znany i ceniony od wielu lat. Zajął trzecie miejsce w konkursie trębaczy T. Monk Competition 1997. Rezydował w nowojorskim Smalls Jazz Club, nagrał siedem albumów dla małych wytwórni, trzy lata z rzędu zwyciężał w ankiecie magazynu „Down Beat” w kategorii dla Wschodzących Gwiazd Jazzu, był członkiem prestiżowej formacji SFJazz Collective w latach 2014/15, prowadzi ambitne trio Triveni, a razem siostrą-klarnecistką Anat i bratem-saksofonistą Yuvalem współtworzy sekstet 3Cohens.

Żeby nie być mylonym z kontrabasistą swój debiutancki album zatytułował „The Trumpet Player” (2003).

Po znaczącym udziale w albumie „Lathe of Heaven” saksofonisty Marka Turnera wydanym przez ECM Records można się było spodziewać, że zadebiutuje w tej prestiżowej wytwórni autorską płytą. I jest to album w wielkim stylu. Prezentuje nie tylko nowe brzmienie trąbki w jazzie, ale i talent Cohena w roli kompozytora. W jego biografii można znaleźć informację o fascynacji twórczością Milesa Davisa, ale brzmieniem wcale go nie przypomina. Gra płynnie, bez wibrata i charakterystycznego dla swingu frazowania. Jego muzyka jest wręcz impresjonistyczna, operuje subtelnymi barwami, które w sąsiedztwie saksofonu tenorowego Billa McHenry’ego i fortepianu Yonathana Avishaia nabierają blasku.

Najważniejszą cechą albumu „Into the Silence” jest kontemplacyjny charakter kompozycji, znamienny dla większości płyt ECM Records. Przeważają balladowe tematy utrzymane w spokojnym nastroju. Paradoksalnie największą dynamikę ma tytułowy utwór albumu „W głąb ciszy”, gdzie niepokojące, zmienne metrum stanowi bazę dla free-jazzowych improwizacji trębacza i pianisty. Ta cisza krzyczy – zdają się mówić nam muzycy.

Reklama
Reklama

W tym zespole jest potencjał, który rozwinie się na koncertach i na pewno nie będzie tak łagodnie, jak na płycie. O taki charakter albumu zadbał producent Manfred Eicher preferujący subtelne brzmienie. I wie co robi, bo takie plyty trafiają do szerszego kręgu odbiorców.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama