Byłemu dyrektorowi kopalni Halemba, w której półtora roku temu zginęło 23 górników, grozi 12 lat więzienia.
Kazimierz D. to do tej pory najważniejszy w hierarchii górniczej podejrzany w sprawie śmierci górników. Według prokuratury wiedział o niebezpieczeństwie wybuchu metanu pod ziemią i znał przekroczenia stężeń gazu. Mimo to nie tylko nie wstrzymał robót, ale polecił podwładnym je zintensyfikować. Śledczy podejrzewają, że powodem tych tragicznych w skutkach decyzji był zysk ekonomiczny, z którego rozliczani są szefowie kopalń. – Skutkiem tego była śmierć górników – mówi Michał Szułczyński, rzecznik gliwickiej prokuratury.
Śledczy mają mocne dowody przeciwko D., w tym zeznania świadków. Były dyrektor nie przyznaje się do winy.
Zarzuty przyczynienia się do katastrofy usłyszał wczoraj także Jan J., piastujący stanowisko naczelnego inżyniera kopalni, zastępca Kazimierza D.
W listopadzie zeszłego roku „Rz” ujawniła, że za tragedię w Halembie kary nie ponieśli dyrektorzy, którzy odpowiadają za kierowanie pracami kopalni.