Reklama

Szef Halemby wiedział o niebezpieczeństwie

Były dyrektor aresztowany. Kazimierz D. miał świadomość, że metan mógł wybuchnąć. Prac nie wstrzymał

Publikacja: 08.04.2008 03:58

Byłemu dyrektorowi kopalni Halemba, w której półtora roku temu zginęło 23 górników, grozi 12 lat więzienia.

Kazimierz D. to do tej pory najważniejszy w hierarchii górniczej podejrzany w sprawie śmierci górników. Według prokuratury wiedział o niebezpieczeństwie wybuchu metanu pod ziemią i znał przekroczenia stężeń gazu. Mimo to nie tylko nie wstrzymał robót, ale polecił podwładnym je zintensyfikować. Śledczy podejrzewają, że powodem tych tragicznych w skutkach decyzji był zysk ekonomiczny, z którego rozliczani są szefowie kopalń. – Skutkiem tego była śmierć górników – mówi Michał Szułczyński, rzecznik gliwickiej prokuratury.

Śledczy mają mocne dowody przeciwko D., w tym zeznania świadków. Były dyrektor nie przyznaje się do winy.

Zarzuty przyczynienia się do katastrofy usłyszał wczoraj także Jan J., piastujący stanowisko naczelnego inżyniera kopalni, zastępca Kazimierza D.

W listopadzie zeszłego roku „Rz” ujawniła, że za tragedię w Halembie kary nie ponieśli dyrektorzy, którzy odpowiadają za kierowanie pracami kopalni.

Reklama
Reklama

Kazimierz D. po wypadku poszedł na czteromiesięczny urlop, potem złożył wniosek o przejście na emeryturę.

Jedyna nałożona na niego przez okręgowy urząd górniczy sankcja – dwuletni zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w kopalni – nie ma więc znaczenia. W sierpniu OUG postawił D. pięć poważnych zarzutów, głównie nieprawidłowości w dokumentacji, ale Kazimierz D. od nich się odwołał.

Jan J., naczelny inżynier kopalni, pracuje w Kompanii Węglowej na stanowisku głównego specjalisty ds. produkcji, choć okręgowy urząd górniczy postawił mu zarzuty przekroczenia uprawnień w kopalni Halemba.

Po usłyszeniu wczoraj zarzutów J. pracy nie straci. – O winie i karze decyduje sąd. Z decyzjami poczekamy na prawomocny wyrok – stwierdza w rozmowie z „Rz” Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.

Do wybuchu metanu i pyłu węglowego w rudzkiej kopalni doszło 21 listopada 2006 roku podczas prac przy demontażu urządzeń.

15 spośród ofiar tragedii to pracownicy zewnętrznej firmy Mard. W głównym wątku śledztwa prokuratura postawiła zarzuty 20 osobom. Śledczy udowodnili również, że przetarg na prace likwidacyjne był ustawiony pod firmę Mard. Szefem komisji przetargowej był Jan J.

Reklama
Reklama
Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym". Andrzej Zybała: Polska 2050? To chyba koniec
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama