Reklama
Rozwiń
Reklama

Wawel łagodzi obyczaje

Jeszcze dziś rano, gdy otworzy się dzienniki i tygodniki, wielka chwila trwa

Publikacja: 19.04.2010 12:14

Piotr Semka

Piotr Semka

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński

Dla prasy zalew przejmującej symboliki pogrzebu to okazja do dużych wielostronicowych fotoreportaży.

Komentarze także stonowane. W "Newsweeku" Wojciech Maziarski w tekście "Historia i Lech Kaczyński" pisze:

"My nie mamy wiele do gadania - historia sama decyduje, jakie role przydzieli nam w sztuce, którą wystawia na scenie świata. Jej rozstrzygnięcia bywają naprawdę zaskakujące. Lech Kaczyński został obsadzony w roli inicjatora przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich. To nic, że pośmiertnie.

Lech Kaczyński został obsadzony w roli inicjatora przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich. To nic, że pośmiertnie. Nie wiemy jeszcze, jak głębokie zmiany przyniesie ocieplenie atmosfery politycznej między Moskwą a Warszawą po tragedii smoleńskiej, ale jest oczywiste, że pomiędzy Polakami i Rosjanami dzieje się dziś coś ważnego i dobrego. To będzie procentować i wydawać owoce, nie dziś, to jutro, nie jutro, to pojutrze. I symbolem tej dobrej zmiany stał się Lech Kaczyński. Ten sam polityk, którego do chwili katastrofy postrzegano, zwłaszcza w Moskwie, jako ucieleśnienie antyrosyjskości.

Takie nieoczekiwane zamiany ról się zdarzają. Pamiętamy przecież Imre Nagya - komunistę, który niespodziewanie dla samego siebie musiał stanąć na czele powstania narodowego 1956 roku, a po śmierci stał się symbolem węgierskich dążeń antykomunistycznych, demokratycznych i niepodległościowych. Tak zadecydowała historia. Za kilka pokoleń nasi potomkowie nie będą już pamiętać, o co nam chodziło w dzisiejszych polskich kłótniach i co się kryło pod dziwacznym terminem IV Rzeczpospolita, ale dzieci w szkołach będą się uczyć, że tragiczna śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego była ważną cezurą w stosunkach polsko-rosyjskich.

Reklama
Reklama

Zaś dzieci całego świata, ucząc się na lekcjach historii o totalitaryzmach i masowych zbrodniach XX wieku, obok słów Auschwitz i gułag będą też poznawać słowo Katyń. To także zasługa Lecha Kaczyńskiego. To nic, że pośmiertna. Kończy się czas żałoby, do Polski wraca polityka. Wracają spory, konflikty i - nie łudźmy się - gorszące awantury. Będziemy się kłócić o wiele rzeczy, w tym także o bilans tej prezydentury. Jednak nawet jej krytycy, do których sam się zaliczam, muszą teraz na konto Pana Prezydenta zapisać także wszystkie skutki Jego tragicznej śmierci. To bardzo zmienia ogólny obraz."

Wierzę, że Maziarski pisał ten komentarz z najlepszymi chęciami wzniesienia się ponad podziały. Ale uczulam na słowa "Kaczyński został obsadzony w roli inicjatora przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich." Obsadzanie zmarłych w projektach na które nie mają wpływu to zawsze ryzykowna sprawa. Próbował to czynić już w przemowie w Bazylice Mariackiej Bronisław Komorowski. To bardzo śliska ścieżka.

W "Polsce the Times" tygodniowe kwietniowe zaduszki podsumowuje Piotr Zaremba.

"Patrząc na twarze tysięcy ludzi czekających za barierkami, żeby te niezwykłą parę pożegnać, nie miałem wątpliwości. Oto rodzi się legenda. A może nawet różne legendy.

Bo na każdym kroku widzieliśmy, jak zwolennicy IV Rzeczpospolitej prostują kręgosłupy, jak demonstrują dumę ze swoich przekonań i swoich liderów-tych którzy zginęli, i tych którzy żyją. O tyle , to istotne, że obóz ten został zepchnięty do roli zawstydzonej mniejszości zapędzanej do kąta nie tylko przez inne partie , ale tez przez szeroko rozumianą popkulturę. Teraz może to się mocno zmienić, już się zmienia. I to nie jest zła wiadomość. Demokracja, w której istotne ugrupowanie jest spychane do kojca z napisem, "obciach" jest demokracją niepełną, pomimo wszelkich jej demokratycznych procedur."

W "Gazecie Wyborczej" Jarosław Kurski niezwykle taktownie żegna prezydenta - notabene naszego niegdysiejszego wspólnego mentora z podziemnej "Solidarności" z końca lat 80. W komentarzu "Godne pożegnanie" Kurski pisze:

Reklama
Reklama

"Pożegnaliśmy prezydenta, który zginął tragicznie, pełniąc swą służbę. Był to pogrzeb, którego III Rzeczpospolita nie pamięta i którego nie zapomni. Uroczystość godna i podniosła. W tych tragicznych dniach Polacy zdali egzamin z dojrzałości Młode 20-letnie państwo - mimo utraty prezydenta, wielu parlamentarzystów, dowództwa armii - działa sprawnie i nieprzerwanie. Rząd z troską otacza opieką rodziny zmarłych. Sposób, w jaki - zważywszy na skalę przedsięwzięcia i presję czasu - zorganizowano uroczystości pogrzebowe, budzi podziw.

Trzeba docenić obecność prezydenta Rosji, który podejmując niemałe ryzyko, zrobił wszystko, by wziąć udział w krakowskim pogrzebie.

Przed nami wybory prezydenckie i kampania. Jej częścią będzie ocena prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Katastrofa, która spotkała Polskę, nakazuje, by debata ta toczyła się w języku powagi. Każda brutalność wyrządzi krzywdę wszystkim ofiarom tej tragedii".

Jakoś czuć sentyment w słowach starego gdańszczanina (to o Kurskim), który żegna dawnego sopockiego konspiratora.

Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/semka/2010/04/19/wawel-lagodzi-obyczaje/]blog.rp.pl/semka[/link]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama