Dla prasy zalew przejmującej symboliki pogrzebu to okazja do dużych wielostronicowych fotoreportaży.
Komentarze także stonowane. W "Newsweeku" Wojciech Maziarski w tekście "Historia i Lech Kaczyński" pisze:
"My nie mamy wiele do gadania - historia sama decyduje, jakie role przydzieli nam w sztuce, którą wystawia na scenie świata. Jej rozstrzygnięcia bywają naprawdę zaskakujące. Lech Kaczyński został obsadzony w roli inicjatora przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich. To nic, że pośmiertnie.
Lech Kaczyński został obsadzony w roli inicjatora przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich. To nic, że pośmiertnie. Nie wiemy jeszcze, jak głębokie zmiany przyniesie ocieplenie atmosfery politycznej między Moskwą a Warszawą po tragedii smoleńskiej, ale jest oczywiste, że pomiędzy Polakami i Rosjanami dzieje się dziś coś ważnego i dobrego. To będzie procentować i wydawać owoce, nie dziś, to jutro, nie jutro, to pojutrze. I symbolem tej dobrej zmiany stał się Lech Kaczyński. Ten sam polityk, którego do chwili katastrofy postrzegano, zwłaszcza w Moskwie, jako ucieleśnienie antyrosyjskości.
Takie nieoczekiwane zamiany ról się zdarzają. Pamiętamy przecież Imre Nagya - komunistę, który niespodziewanie dla samego siebie musiał stanąć na czele powstania narodowego 1956 roku, a po śmierci stał się symbolem węgierskich dążeń antykomunistycznych, demokratycznych i niepodległościowych. Tak zadecydowała historia. Za kilka pokoleń nasi potomkowie nie będą już pamiętać, o co nam chodziło w dzisiejszych polskich kłótniach i co się kryło pod dziwacznym terminem IV Rzeczpospolita, ale dzieci w szkołach będą się uczyć, że tragiczna śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego była ważną cezurą w stosunkach polsko-rosyjskich.