Po czym się wycofuję, bo wiem, że jeśli napiszę co myślę, będzie jeszcze ostrzej, na co pojawi się jeszcze bardziej ostra podpowiedzieć. Takiego natężenia jadu w mediach nie było nawet w kampaniach wyborczych, kiedy toczono regularną wojnę przeciwko jednej partii.
A dziś mam zrobić przegląd prasy. Postanowiłem więc podjąć się heroicznej próby znalezienia w mediach, z którymi nie jest mi blisko, czegoś, z czym się zgadzam.
Okazało się to możliwe, i by było perwersyjnie – jest to tekst Adama Michnika. Mógłbym się pod nim spokojnie podpisać. Michnik pisze list do Andrzeja Poczobuta, korespondenta „Gazety Wyborczej" w Mińsku, który jest więziony przez białoruski reżim.
„Aleksander Łukaszenka, decydując się na uwięzienie Ciebie i innych białoruskich demokratów, przynosi Wam chwałę, a sobie hańbę. Jesteście teraz postawieni obok gigantów naszych czasów: Mandeli i Havla, Sołżenicyna i Kuronia. Wszyscy oni przeszli przez piekło więziennej dyktatury i wszyscy doczekali końca łajdackich reżimów, które pozbawiały ich wolności.
Przekonany jestem, Andrzeju, że po każdej nocy, nawet najdłuższej, nadchodzi świt. Prędzej czy później - wierzę, że prędzej niż później - nadejdzie on i dla Ciebie, dla Was wszystkich, więźniów politycznych reżimu Łukaszenki. Wyjdziecie w godności i dumie na jasne słońce wolności. Po Waszych oprawcach nikt nigdy nie zapłacze, chyba że z radości. Tego życzą Tobie i Twoim przyjaciołom polscy demokraci."
Ja też tego życzę Andrzejowi Poczobutowi. I wspieram „Wyborczą" i jej naczelnego w kampanii na rzecz jego uwolnienia. W sprawie Białorusi mamy takie same zdanie.