Jarosław Kaczyński tłumaczył swoją decyzję tym, że nigdy nie twierdził, że w nadzwyczajnych okolicznościach nie wejdzie do siedziby Bronisława Komorowskiego. Uznał, że wizyta prezydenta USA jest taka nadzwyczajną okolicznością, natomiast zdania co do pozostałych spotkań, w których dotąd nie uczestniczył - nie zmienia.

- Kieruję się  interesem kraju, to jest dla mnie najważniejsze - oświadczył.

Prezes PiS oświadczył, że nie ma specjalnych oczekiwań co do wizyty prezydenta Obamy w Polsce. - Ważniejsze jest, czego oczekuje rząd. A nie wiem, czego oczekuje - podsumował Kaczyński.

Prezes Kaczyński zaznaczył też, że sam nie zamierza poruszyć kwestii umiędzynarodowienia śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Byłby jednak bardzo zadowolony, gdyby ten temat poruszyli premier lub prezydent.

Dotarło zaproszenie

Jarosław Kaczyński dostał już zaproszenie na spotkanie przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej z prezydentem USA Barackiem Obamą. PrezesS jeszcze podobno nie zdecydował, czy przyjdzie na to potkanie.

Według innych źródeł, Kaczyński został zaproszony na spotkanie jako brat prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który był zwierzchnikiem sił zbrojnych.

- Wiemy, że na spotkaniu w Katedrze Polowej Wojska Polskiego będzie kilkanaście osób, głównie rodziny wojskowych, generałów, dowódców NATO - mówił Andrzej Melak - reprezentujący część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej - brat jednej z ofiar, szefa Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka.

Melak zaapelował też o poszerzenie składu sobotniego spotkania przedstawicieli rodzin ofiar z prezydentem USA. Pytany, skąd w ogóle ma informacje o zaproszeniu przedstawicieli niektórych rodzin na spotkanie z Obamą, Melak powiedział: "Miałem telefon z ambasady, wiem, że będzie właśnie to wąskie grono osób, zwłaszcza żony generałów".

- Czy prości ludzie, społecznicy, posłowie, kapłani, ich rodziny nie zasługują na to, by ich głos był słyszalny także przez prezydenta najpotężniejszego państwa świata? - pytał Melak.