Lada dzień na biurko prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta trafi doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez wysokich urzędników państwowych, w tym przez Aleksandra Grada.

Doniesienie podpisał Joachim Brudziński, poseł i szef komitetu wykonawczego PiS, oraz były senator ze Szczecina Krzysztof Zaremba. Tym samym wraca sprawa największego po „inwestorze z Kataru" skandalu związanego z próbami zagospodarowania majątku zlikwidowanej w 2009 r. stoczni. Chodzi o dzierżawę części zakładu spółce Kraftport z Katowic.

W lipcu ub.r. związana z państwową Agencją Rozwoju Przemysłu spółka Silesia podpisała umowę z Kraftportem na dzierżawę gruntów oraz wyposażenia stoczni na dziesięć lat, z prawem wykupu po roku działalności. Według ówczesnego zarządu Silesii za spółką ze Śląska stał kapitał z USA.

Kraftport okazał się firmą należącą do drobnego przedsiębiorcy, o kapitale zakładowym 5 tys. zł. Jej siedziba mieściła się w domku jednorodzinnym.

Gdy to wyszło na jaw, stołek prezesa Silesii stracił Wojciech Bańkowski. A nowy zarząd wniósł do sądu w Szczecinie o unieważnienie umowy dzierżawy. Sprawą zajęła się katowicka prokuratura. – Ale nic z tego do dziś nie wynikło – podkreśla poseł Joachim Brudziński.

Politycy PiS domagają się nadzoru nad toczącym się postępowaniem w Katowicach oraz zbadania odpowiedzialności urzędników. – Obawiam się, że prokuratura dotąd zajmowała się co najwyżej ludźmi z Silesii, a trzeba sięgnąć wyżej – mówi Brudziński.

Na wniosek zareagowało już MS, twierdząc, że Grad nie mógł popełnić przestępstwa, bo nie wiedział o umowie z Kraftportem, a to dlatego, że Silesia nie powiadomiła o tym resortu.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów