– Ustawodawca zobowiązał premiera do nadzoru nad służbami specjalnymi, dając mu jednak ograniczone możliwości zweryfikowania przekazywanych mu przez służby informacji co do treści i sposobu ich pozyskania. Taki stan prawny powoduje, że w wielu obszarach służby specjalne kontrolują same siebie – mówi Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK, który wczoraj ujawnił główne wnioski z tajnego raportu Izby.
Sprawdziła ona, jak Donald Tusk nadzoruje m.in. ABW, CBA i Agencję Wywiadu.
Kluczowy wniosek: szef rządu nie może skutecznie kontrolować służb, bo nie jest dopuszczony do pełnej wiedzy o wewnętrznych procedurach w nich obowiązujących czy kontroli poprawności działań operacyjno-rozpoznawczych w danych sprawach – twierdzą kontrolerzy.
O ile np. podsłuchy są pod kontrolą sądu, o tyle już np. zasadności sięgania po billingi nikt nie sprawdza.
– Są poza kontrolą jakiegokolwiek zewnętrznego organu. Funkcjonariusze służb mogą po nie sięgać, wiedząc, że nikt z zewnątrz, poza ich szefami tego nie zbada – twierdzi jeden z rozmówców „Rz".
Tymczasem nadzór nad działaniami służb specjalnych leży w kompetencjach premiera. Organem opiniodawczo-doradczym jest Kolegium do spraw Służb Specjalnych – przewodzi mu Donald Tusk (doradzają mu ministrowie, m.in. spraw wewnętrznych, zagranicznych, obrony narodowej, finansów).
Z raportu NIK wynika, że kontroli służb praktycznie nie było, a „decyzje podejmowane przez przewodniczącego Kolegium (...) w znacznym stopniu nie były następnie egzekwowane".
Kiedy po aferze Amber Gold okazało się, że służby nie ostrzegły o niej, premier ogłosił ich reformę.
Dotychczas do Sejmu wpłynęły tylko projekty ustaw o ABW i AW. Przewidują m.in. zmianę zwierzchnictwa nad służbami – teraz ABW podlega premierowi, a ma przejść pod nadzór MSW.
– Przynajmniej od siedmiu lat mówimy, że premier w ogóle nie kontroluje służb – przypomina „Rz" poseł PiS Marek Opioła. Podobnie twierdzą przedstawiciele lewicy.
– Wielokrotnie mówiliśmy, że w świetle obecnych przepisów nie mamy wpływu na służby – przyznaje Artur Dębski z Twojego Ruchu.
– Uwagi o braku systemowych rozwiązań, nadzoru i kontroli były zgłaszane wcześniej – dodaje poseł SLD Stanisław Wziątek.
Opozycja jest też zgodna w ocenie głównego winnego obecnej sytuacji. – To wynik niechęci premiera do służb, która ujawnia się choćby w przekazaniu swoich kompetencji szefowi MSW i braku reakcji na wcześniejsze uwagi co do funkcjonowania agencji – twierdzi Wziątek. – Nie widać u premiera specjalnej woli zajmowania się tymi kwestiami – przyznaje Dębski. Poseł SLD dodaje także, że gdyby Tusk dokonywał analizy zgłaszanych mu wniosków, mógłby uniknąć wielu słabości państwa.
Z tezami raportu i zdaniem opozycji nie zgadza się poseł PO Paweł Olszewski. – Nie rozumiem tej publicystyki NIK – mówi „Rz" i dodaje, że umożliwienie premierowi i politykom wnioskowania o informacje dotyczące poszczególnych śledztw byłoby kuriozalne. – Rzeczą patologiczną byłoby, gdyby premier zlecał wykonanie jakichkolwiek czynności w jednostkowych przypadkach – podkreśla.