Reklama
Rozwiń
Reklama

Pozew o 28 mln zł

Grzegorz Wieczerzak, były prezes PZU Życie, chce odszkodowania za areszt.

Aktualizacja: 17.12.2014 07:19 Publikacja: 17.12.2014 01:00

Grzegorz Wieczerzak spędził w areszcie prawie trzy lata. Był jednym z najdłużej tymczasowo aresztowa

Grzegorz Wieczerzak spędził w areszcie prawie trzy lata. Był jednym z najdłużej tymczasowo aresztowanych. Na zdjęciu opuszcza areszt w kwietniu 2004 r.

Foto: Fotorzepa, Rafał Guz

Dwa lata, osiem miesięcy i 14 dni – tyle przesiedział w areszcie Grzegorz Wieczerzak, były prezes PZU Życie. Oskarżono go o spowodowanie w spółce milionowych strat. Po latach niemal wszystkie zarzuty upadły. Za niesłuszny areszt, utracone dochody i zrujnowanie życia Wieczerzak zażądał w maju 28 mln zł. Teraz „Rzeczpospolita" poznała szczegóły pozwu, jaki były prezes PZU Życie wniósł do Sądu Okręgowego w Warszawie.

– Ta sprawa zniszczyła mi życie. Prawie 33 miesiące trzymano mnie w areszcie, chociaż nigdy nie było dowodów, że popełniłem przestępstwa. Do dziś niektóre banki nie chcą mi otworzyć konta. Nikt nie chce mnie też zatrudnić – tłumaczy nam Grzegorz Wieczerzak.

Lekarz, makler, finansista. Ponad dekadę temu był na szczycie: kierował wielką firmą ubezpieczeniową. W 2001 r. jego kariera nagle została przerwana. Został odwołany i aresztowany. Zarzuty były dużego kalibru: spowodowanie w PZU Życie 173 mln zł strat.

Akt oskarżenia trafił do sądu i upadł, a do tego skompromitował prokuraturę. Głównie przez niekompetentną biegłą,  na której wyliczeniach oparli się śledczy. O sprawie było głośno, bo biegła myliła pojęcia, podawała dane z sufitu i przyznała, że pomyliła się o 35 mln zł. Sąd zwrócił sprawę prokuraturze,  ta zasięgała opinii nowych biegłych i umarzała kolejne wątki.

Czas i długie śledztwo działały na korzyść Wieczerzaka. Kontrowersyjne pożyczki dla firm z zewnątrz, do których śledczy początkowo mieli zastrzeżenia, po latach okazały się dobrą inwestycją. Ich zabezpieczeniem były nieruchomości, których wartość w ciągu kilku lat  wzrosła. PZU Życie je przejęło, więc na nich nie straciło.  Dziś w prokuraturze zostały tylko „drobne" wątki.

Reklama
Reklama

Teraz Grzegorz Wieczerzak pozwał Skarb Państwa o 15 mln zł zadośćuczynienia i ok. 13 mln zł odszkodowania. Jak wynika z pozwu, winą za zrujnowanie mu życia i kariery obarcza ministrów, prokuratorów i polityków. Twierdzi, że areszt stosowano wobec niego w sposób szczególnie „dolegliwy i instrumentalny". Zaznacza, że siedział w celi z pospolitymi kryminalistami, ograniczono wizyty bliskich i nawet nie pozwolono mu wziąć udziału – pod nadzorem funkcjonariuszy – „w pogrzebie  mojej świętej pamięci Mamy, która zmarła ze zgryzoty".

Podkreśla, że przez niesłuszny areszt poniósł „wymierne straty finansowe i wręcz niewyobrażalne straty moralne", które są nie do naprawienia.

„Odeszła ode mnie żona, która na stałe wyemigrowała, zabierając dzieci, z którymi mam bardzo ograniczony kontakt" – wskazuje w pozwie i dodaje, że stracił pracę oraz kontrakt na zatrudnienie za granicą. Jak zaznacza: „do dzisiaj nie mam czego szukać w działalności finansowej, bankowej, maklerskiej", do czego ma – jak twierdzi – wszechstronne przygotowanie zawodowe, praktyczne umiejętności i zdolności.

– Zdaję sobie sprawę, że do tej działalności już nigdy nie wrócę – mówi „Rzeczpospolitej" Wieczerzak.

Kwotę odszkodowania, o jaką się ubiega, precyzyjnie wyliczył. Utracone dochody oszacował na ponad 2,6 mln zł. Przed aresztowaniem zarabiał 83 tys. zł miesięcznie – ta kwota pomnożona przez 33 miesiące spędzone w areszcie daje właśnie tę sumę.  Inne pozycje to m.in. brak możliwości dysponowania przez ok. 12 lat kwotą bliską 1 mln zł zabezpieczenia majątkowego.

Jak do żądań byłego prezesa podejdzie prokuratura?

Reklama
Reklama

– Oficjalne stanowisko przedstawię podczas rozprawy w sądzie – mówi „Rzeczpospolitej" prok. Stanisław Wieśniakowski z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, mający opinię eksperta w dziedzinie odszkodowań.

Były prezes jest dzisiaj z dala od finansów. Od kilku lat ma własną stadninę koni w Plękitach na Mazurach.

– Zmusili mnie do pracy w zupełnie innym zawodzie, prowadzę stadninę, bo z czegoś muszę żyć. Tylko że ja studiowałem zarządzanie, a nie rolnictwo – mówi nam  Wieczerzak. Ma też swoją teorię na temat przyczyn trafienia do aresztu. – Ktoś chciał zarobić kilka milionów na prywatyzacji , a ja byłem przeszkodą – tłumaczy.

Pozwem Wieczerzaka sąd zajmie się w środę.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama