Niemcy znowu debatują o swojej odpowiedzialności za zbrodnie z czasów II wojny światowej. Także odpowiedzialności finansowej.
To skutek sporu z Grecją o spłatę przez nią wielkiego zadłużenia. Pojawia się w nim wątek, który można sprowadzić do sformułowania: Niemcy zrujnowali Grecję w okresie wojny, a teraz niszczą ją drastycznym planem oszczędnościowym.
Część polityków niemieckich, w tym ze współrządzącej SPD, uważa, że kwestia odszkodowań nie jest zamknięta. A roszczenia Greków są usprawiedliwione.
Dla Grecji to bardzo pocieszająca wiadomość – nadzieje na zmniejszenie jej długu rosną. Jest to też ważna wiadomość dla innych krajów, które były okupowane przez Niemców.
Trzeba się jednak wystrzegać wystawiania Berlinowi rachunków za III Rzeszę. Ostrożna powinna być i Polska, mimo że pokusa jest duża. Bo skoro ważni politycy niemieccy mówią, że ich kraj nie zapłacił jeszcze za wszystkie zbrodnie nazistów, to dlaczego się nie przyłączyć do roszczeń?
Tymczasem wystarczy się cieszyć, że w RFN nie umarła dyskusja o niemieckich winach – że znaczna część elit tego państwa nie myśli wyłącznie o niemieckich ofiarach wysiedleń czy alianckich bombardowań.
Warto to brać pod uwagę teraz – kiedy Rosja cofa historię, łamie świętą w naszym regionie zasadę nienaruszalności granic. Powrót do rozliczania przeszłości tylko zwiększyłby nieufność i pogłębił korzystne dla Moskwy podziały w UE.
Rachunki natomiast trzeba trzymać na wypadek, gdyby (co raczej mało prawdopodobne) w Niemczech znowu pojawiły się roszczenia wobec Polski. Takie w stylu wczesnej Eriki Steinbach.