Reklama

Janusz Lewandowski. Jak Platforma przeprasza swój elektorat

Jeśli reforma podatkowa byłego lidera KLD nie pomoże PO, nic jej już nie pomoże

Aktualizacja: 23.09.2015 15:28 Publikacja: 22.09.2015 20:47

Janusz Lewandowski. Jak Platforma przeprasza swój elektorat

Foto: Fotorzepa/Tomasz Jodlowski

W najnowszym klipie wyborczym PiS Janusz Lewandowski nie został przedstawiony w najlepszy sposób – głos z kadru oskarża go, że miał wyprzedawać narodowy majątek, oszukując miliony Polaków. PiS próbuje odgrzać uprzedzenia do Lewandowskiego żywe w latach 90., gdy był ministrem przekształceń własnościowych i prywatyzował państwowe firmy, co w raczkującym kapitalizmie budziło emocje. Ale znaczy to także, że największa partia opozycyjna zauważyła, iż Lewandowski wkroczył do kampanii. A to polityczny zawodnik wagi ciężkiej, jego zaangażowania nie można lekceważyć.

Do tej pory wydawało się, że Lewandowski jest malowanym szefem doradców gospodarczych Ewy Kopacz. Jednak ogłoszony właśnie projekt reformy podatkowo-składkowej, którego Lewandowski jest jednym z głównych autorów, pokazuje, że ma w rządzie do powiedzenia bardzo dużo. I że pani premier wiąże z nim nadzieje na udobruchanie elektoratu PO sfrustrowanego efektami rządów swej partii. Nadzieje te płonne być nie muszą, jako że Lewandowski już nieraz pomógł swej partii w tarapatach.

Młodzi liberałowie

PiS nie ma racji na pewno w kluczowej kwestii: Lewandowski nigdy nie był człowiekiem Ewy Kopacz. Zawsze miał w Platformie szczególny status – w tym unikatowe prawo do mówienia, co myśli – dlatego że od kilkudziesięciu lat zna się blisko z Donaldem Tuskiem.

Poznali się w połowie lat 80., gdy Tusk pracował fizycznie w spółdzielni robót wysokościowych Świetlik, a jednocześnie wydawał nielegalnie „Przegląd Polityczny", pismo młodego pokolenia liberałów. Po latach w książce „Teczki liberałów" Tusk wspominał: „W moim przekonaniu partia liberałów zaczęła się w dniu, kiedy odebrałem z drukarni 400 egzemplarzy zupełnie nieczytelnego pierwszego numeru »Przeglądu«. (...) We wstępniaku pisałem, że jest potrzeba budowania formacji, środowiska, które dokona rewolucji liberalnej. Sporo zadęcia – bo w tej »formacji« było nas dokładnie dwóch składających gazetkę naprzeciwko rasowej pijackiej meliny".

Redakcja „PP" została jednak szybko wzmocniona, gdy nawiązała stałą współpracę z sopockimi ekonomistami – właśnie Lewandowskim, a także Janem Krzysztofem Bieleckim i Dariuszem Filarem. Mieli już oni za sobą współpracę z „Solidarnością", bo w 1981 roku byli ekspertami legalnego jeszcze wtedy związku. Schemat ich pierwszego spotkania z Tuskiem był identycznie rozczarowujący. Szli na spotkanie z autorką „PP" Anną Barycz, a okazywało się, że spotykali faceta w trampkach, który używał takiego właśnie pseudonimu.

Reklama
Reklama

W drugiej połowie lat 80. to Lewandowski – nie Tusk – uchodził za lidera środowiska gdańskich liberałów. – Kto zaraził grupę „Przeglądu" liberalizmem? Sądzę, że Lewandowski, który zajmował się tym od 1973 roku – mówił po latach Bielecki. – Jego książeczka „Neoliberałowie wobec współczesności" pokazywała zupełnie inny świat. To był nowy intelektualny powiew.

Podobnie sądził Dariusz Filar: – To było sympatyczne środowisko młodych ludzi, którzy chcieli coś robić w szarzyźnie stanu wojennego. Intelektualnie liderem był Lewandowski.

Lewandowski tłumaczy to tak: – Ludzi wtedy fascynowało odkrywanie tożsamości ideowych. Ja miałem to poukładane i mogłem pisać deklaracje programowe. Stąd pewnie brała się pozycja lidera.

Wraz z postępującym gniciem reżimu liberałowie zaczynają działać coraz bardziej otwarcie. Przełomem był I Kongres Liberałów. 10 grudnia 1988 roku do Gdańska zjechali liberałowie z całej Polski zrzeszeni w kilkunastu organizacjach.

Lewandowski był współautorem jednego z fundamentalnych wystąpień, postulowało ono przeprowadzenie prywatyzacji. – Kongres Liberałów nie miał być jeszcze polityką – wspominał po latach. – Wielu z nas myślało raczej o budowaniu środowiska opiniotwórczego. Jednak Tusk chciał robić politykę, parł do tego.

Po kongresie liberałowie idą za ciosem. 24 lutego 1989 roku 13 osób – w tym Tusk i Lewandowski – składa wniosek o rejestrację Towarzystwa Gospodarczego Kongres Liberałów. Jest już po historycznej debacie Lech Wałęsa – Alfred Miodowicz w telewizji, PRL dobiega końca.

Reklama
Reklama

Liberałów przy Okrągłym Stole nie ma, jako środowisko polityczne nie dostają też pakietu miejsc na listach „Solidarności" w wyborach w czerwcu 1989 r. To dowód, że liberałowie są wciąż poza głównym nurtem polityki. Ale Okrągły Stół i czerwcowe wybory szybko wykorzystują.

Pierwsza partia

Już jesienią 1989 roku spotykają się u ówczesnego senatora z list „Solidarności" Andrzeja Machalskiego i podejmują decyzję o powołaniu partii politycznej. 15 lutego 1990 roku utworzona zostaje partia o nazwie Kongres Liberalno-Demokratyczny. Podczas pierwszej konwencji KLD w czerwcu 1990 roku Lewandowski zostaje wybrany na przewodniczącego partii.

W wyborach prezydenckich 1990 r. liberałowie opowiadają się za Lechem Wałęsą i w naturalny sposób lądują w jego obozie politycznym. Gdy przegrany Tadeusz Mazowiecki składa dymisję ze stanowiska premiera, Wałęsa wskazuje Bieleckiego jako jego następcę. To była całkowita zmiana politycznej konstelacji – w 1991 r. liberałowie z marginalnego gdańskiego środowiska stają się ekipą rządzącą. A Lewandowski ma szanse wcielić w życie swe tezy z I Kongresu Liberałów – zostaje ministrem przekształceń własnościowych.

Będzie nim także w rządzie Hanny Suchockiej, w sumie ponad dwa lata. – To była zupełnie inna epoka – wspomina. – Rynek kapitałowy na czele z giełdą powstał w trzy miesiące. Były takie dni, kiedy dziennie podpisywałem po dwa kontrakty prywatyzacyjne.

W tym właśnie czasie zaczęły się jego kłopoty charakterystyczne dla niemal wszystkich ministrów prywatyzacji. W 1997 r. prokuratura zarzuciła mu, że odpowiada za nieprawidłowości przy prywatyzacji dwóch krakowskich spółek Skarbu Państwa: Techmy i KrakChemii. Jego batalia prawna trwała 12 lat – dopiero w 2009 r. został prawomocnie uniewinniony.

W tym czasie liberałowie znaleźli się na politycznym marginesie. Lewandowski ze swymi zarzutami prokuratorskimi został sam, był rozgoryczony. Jednak lojalność wobec środowiska politycznego zwyciężyła. Wraz z liberałami wszedł do Unii Wolności w 1994 r., a potem przeszedł do Platformy, choć był sceptyczny wobec tego projektu tworzonego na przełomie lat 2000 i 2001.

Reklama
Reklama

Lekcję ze swych kłopotów jednak wyciągnął – konsekwentnie odmawiał Tuskowi przyjęcia teki ministra w jego rządach. Przez lata pozostał też otwarcie krytyczny wobec układów wewnątrz partii. – W tę formację, która zakładana jest jako partia obywatelska nowego typu, wkrada się obyczaj i rytuał wodzowski. Debaty wewnętrzne to raczej wentyl bezpieczeństwa. Rzeczywiste spory tłumione są przez wzgląd na notowania sondażowe – mówił w pierwszej kadencji Tuska, wyraźnie krytykując przyjaciela.

Mimo to przyjął od premiera bardzo poważną misję – w 2010 r. został komisarzem ds. budżetu UE. To była jedna z najbardziej misternych misji i Lewandowskiego i polskiej dyplomacji. Chodziło o to, aby projekt nowego budżetu Unii na lata 2014–2017, który zostanie przygotowany w jego gabinecie w Brukseli, był jak najkorzystniejszy dla Polski mimo presji dużych krajów UE na oszczędności. To właśnie wówczas, przed wyborami 2011 r., Tusk rzucił hasło „300 mld złotych", które wyciśniemy z Brukseli, a Lewandowski wsparł go, występując w wyborczych filmach PO. Platforma wygrała z PiS, a po wyborach Lewandowski oświadczył w swoim stylu: – Brałem udział w tych nieco durnych klipach, ale to była kampania.

Jednak taka kwota – po ciężkich bojach – została w budżecie UE dla Polski zarezerwowana.

Niewdzięczność Tuska

Tusk nie okazał się jednak szczególnie wdzięczny. Choć Lewandowski chciał zostać w Brukseli na kolejną kadencję, to premier się na to nie zgodził. Wynegocjował posady dla siebie oraz swej bliskiej współpracownicy Elżbiety Bieńkowskiej – która w Komisji Europejskiej zbiera znacznie gorsze noty od Lewandowskiego. Były komisarz wrócił na fotel europosła, który zajmował od 2004 r.

Od polityki krajowej całkowicie się jednak odciąć nie mógł. Gdy afera taśmowa przetrzebiła szeregi ministrów i współpracowników Ewy Kopacz, był jedynym, który mógł zostać szefem jej doradców ekonomicznych. Występuje na konwencjach, broni partii przed zarzutami PiS, mówiąc, że nie dostrzega w Polsce głodnych dzieci, i wyzywa Beatę Szydło do zorganizowania debaty gospodarczej.

Reklama
Reklama

W rozmowie z „Rzeczpospolitą" mówi: – Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie ulegają obietnicom PiS. Mam wrażenie, że wiedzą, że PiS ich nie zrealizuje. I wcale im to nie przeszkadza.

Ale wśród wszystkich polityków z czołówki Platformy najlepiej wie jedno – że przez osiem lat rządów partia mocno dała w kość własnym wyborcom. On ma być twarzą przeprosin.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Polska 2050 na noże. Dlaczego Szymon Hołownia oddał władzę i co to oznacza dla koalicji
Kraj
Warszawa w błędnym kole odstrzałów. Apel o humanitarny przełom w sprawie dzików
Kraj
81. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz. Karol Nawrocki: za każdą wojnę trzeba po prostu zapłacić i przeprosić
Kraj
Zima paraliżuje kraj. Gołoledź, utrudnienia na kolei i lotniskach, alerty IMGW i RCB
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama