Osadzony pracował w parafii pw. św. Boromeusza w Wołowie. Wczoraj po południu poważnie zranił księdza proboszcza i uciekł. Nie był pilnowany.

Służba więzienna jest zaskoczona jego ucieczką, bo mężczyzna był wysoko oceniany przez jej funkcjonariuszy. Miał ponad 200 nagród, udzielał się społeczne, wychodził na przepustki, pracował poza murami więzienia.

Mężczyzna miał spędzić w więzieniu jeszcze niecałe cztery lata. W akcji poszukiwawczej wczoraj brały udział duże siły policji i służby więziennej. Blokowano drogi, użyto policyjnego helikoptera.

– Wciąż duże siły szukają zbiega, ale już bez naszego śmigłowca – mówi „Rzeczpospolitej" asp. szt. Łukasz Dutkowiak z dolnośląskiej policji.

Żadnych innych informacji nie chce udzielić. Odsyła do prokuratury rejonowej w Wołowie. Tymczasem ta wcale nie zajmuje się sprawą, bo śledztwo już przejęła Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

– Nie będę udzielać żadnych informacji w tej sprawie – powtarza jak mantrę Małgorzata Klaus, rzecznik tamtejszej prokuratury.

Nie chce odpowiedzieć na pytanie jaki jest stan księdza, ani czy będzie list gończy za uciekinierem. – Żadnych, żadnych informacji – mówi.

Zbiegły więzień jest poszukiwany przez policję i służbę więzienną. Osoby, które wiedzą, gdzie może przebywać mężczyzna proszone są o kontakt pod z policją. Za ukrywanie poszukiwanego grozi odpowiedzialność karna.