Nie tylko dlatego, że jej wizerunek zrujnowało kilka afer. To Platforma przez wiele lat rozbudzała w Polakach ambicje i aspiracje, to ona przekonywała, że możemy być zamożni, samodzielni i niezależni od innych. W 2007 roku złożyła obietnicę drugiej Irlandii, której nie była w stanie sprostać, wyborcy o niej jednak nie zapomnieli. Wiele zagranicznych mediów zastanawia się jak to możliwe, że po ośmiu latach wzrostu PKB, szybkiego rozwoju i stabilności gospodarczej, Polacy zdecydowali się wybrać opozycję. Jednym z powodów jest właśnie to, że Platforma rozbudziła pragnienia, których nie była w stanie zaspokoić. Zdała sobie z tego sprawę stosunkowo niedawno obiecując, że obywatele będą mogli wreszcie skorzystać z owoców wzrostu gospodarczego. Było na to już jednak zdecydowanie za późno.
Z kolei sukces PiS wynika z tego, że przekonał wyborców, że to on spełni jeszcze bardziej rozbudzone nadzieje. Obiecał więcej wydatków socjalnych (m.in. dodatki na dzieci, wyższa
kwota wolna od podatku), ale też przekonywał o ogromnej ilości zasobów finansowych, które marnować miała Platforma, a które uwolnione przez PiS miałyby pobudzić rozwój gospodarczy. Te obietnice dały PiS wzrost poparcia we wszystkich grupach wyborców ze względu na wiek, wykształcenie czy miejsce zamieszkania. Sukces PiS obalił kilka mitów dotyczących możliwości wyborczych partii Jarosława Kaczyńskiego.
Najważniejszym z nich jest fakt, że Polacy nie boją się już PiS. I choć Platforma właśnie z krytyki partii Kaczyńskiego uczyniła główny motyw kampanii wyborczej, nie przeważyło to szali społecznych nastrojów. W tym samym kierunku szli popierające Platformę media. Po wyborach też zaczęły od razu grzmieć o zagrożeniu dla demokracji, praw obywatelskich i naszego miejsca w świecie zachodnim. I przed i po wyborach padały oskarżenia o orbanizację, putinizm itd. Te wszystkie histeryczne głosy przypominają trochę bajkę o zajączku, który tyle razy wszczynał alarm, że wilk nadchodzi, że jak naprawdę przyszedł drapieżnik i go pożarł, nikt jego pisków nie wziął na poważnie.