– To zalew, po prostu zalew – mówi Beata Rafalska-Kościelak, kierowniczka działu pośrednictwa pracy i poradnictwa zawodowego w Powiatowym Urzędzie Pracy w Gdańsku. Do urzędu wpływa coraz więcej swoistych zaproszeń dla cudzoziemców, czyli oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy składanych przez pracodawców. W tym roku jest ich już prawie 2 tysiące, rok temu taki poziom osiągnięto po I kwartale.
Podobne doświadczenia ma sąsiednia Gdynia. Wpłynęło tam już 1147 oświadczeń, podczas gdy w całym 2014 r. było ich 800, a w 2015 r. – 4,8 tys. – Już w zeszłym roku pracodawcy zaczęli zgłaszać coraz więcej miejsc pracy dla cudzoziemców, a teraz zgłoszeń jest jeszcze więcej – wtóruje Milena Piotrowicz-Miksa z urzędu pracy w Gdyni.
Rekordowy wzrost
Firmy z całej Polski chcą zatrudniać coraz więcej cudzoziemców (a w zasadzie Ukraińców), ale Pomorze jest pod tym względem wyjątkowe. W całym kraju liczba złożonych oświadczeń była w 2015 r. dwa razy wyższa niż w 2014 r. (ok. 780 tys. wobec ok. 390 tys.), ale w woj. pomorskim – ponad cztery raz wyższa (wzrost z 5,7 do 25,4 tys.).
Skąd taki ogromny skok zapotrzebowania na pracowników z Ukrainy? – Sytuacja wygląda trochę tak, jakby pomorscy przedsiębiorcy nagle się przebudzili i zaczęli nadganiać opóźnienia – komentuje Krzysztof Inglot z agencji pracy tymczasowej Work Service. – To znaczy pracodawcy z Mazowsza, Dolnego Śląska, Łodzi czy Śląska już kilkanaście miesięcy wcześniej się zorientowali, że na rynku pracy występuje deficyt chętnych do pracy, które można uzupełnić pracownikami, np. zza wschodniej granicy. Na Pomorzu jakoś przegapiono ten moment, dopiero teraz następuje otwarcie.
Fale migracji
Ten deficyt na rynku pracy to przede wszystkim efekt migracji do Wielkiej Brytanii czy szczególne popularnych na Pomorzu krajów skandynawskich. – Gdy pytamy pracodawców, czemu tak chętnie sięgają po cudzoziemców, w 70–80 proc. przypadków tłumaczą, że mają problem ze znalezieniem pracowników – mówi Milena Piotrowicz-Miksa.