Podczas niedzielnej aukcji 16-letnia klacz Emira została wystawiona do sprzedaży dwukrotnie, ponieważ nie można było ustalić, który z licytujących konia nabył. Zwierzę początkowo wylicytowano za 550 tys. euro.

Jak tłumaczył wiceprezes ANR, nastąpił błąd polegający na tym, że prowadzący licytację jej nie zakończył - nie było stuknięcia młotkiem i wskazania nabywcy.

- Nie byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy, dlatego po szybkich konsultacjach z kierownictwem ANR i stadniny podjęliśmy decyzję, że ta klacz zostanie wystawiona drugi raz - mówił Tylenda.

Za drugim razem Emira została sprzedana za 225 tys. euro.

- Wyjaśniamy sprawę - mówił Tylenda. Jego zdaniem mogły zadziałać emocje, "być może wpłynęły inne czynniki". Tylenda zapowiedział również reorganizację aukcji i  wprowadzenie elektronicznej licytacji, dzięki której i licytujący, i proponowane przez nich kwoty będą wyświetlane na tablicy.

Karol Tylenda mówił również o tym, że w poniedziałek podczas aukcji letniej przy stolikach licytujących był za duży tłok.

- Byli tam byli pracownicy stadnin, poprzedni prezesi, była pani z nadzoru właścicielskiego, która została dyscyplinarnie zwolniona z ANR. Atmosfera była na początku dziwna. Wyeliminowaliśmy tych ludzi - mówił Tylenda. Oznaczało to, że otrzymali oni zakaz poruszania się między kupcami.

Wiceprezes ANR powiedział, że z wyników aukcji jest "umiarkowanie zadowolony". Uznał też, że dobrze, że Emira "w ogóle się sprzedała", ponieważ w związku z długoletnimi dzierżawami są problemy z jej zaźrebieniem.

Ostatecznie podczas aukcji Pride of Poland sprzedano 16 z 31 klaczy za kwotę 1 mln 271 tys. euro. W ubiegłym, rekordowym dla tych aukcji roku, tylko klacz Pepita została sprzedana za 1 m.n 400 tys. euro.

Siedem koni trafiło w tym roku do nabywców w Rumunii, o której nie wiadomo było do tej pory, by prowadziła hodowle arabów. Jak się okazało, klacze nabył klub zrzeszający myśliwych. Rumuńscy nabywcy nie kryli zaskoczenia, że klacze kupili tak tanio.