Potwierdziły się informacje „Rzeczpospolitej" dotyczące efektów poniedziałkowego posiedzenia zarządu Platformy Obywatelskiej. Ze strony władz partii nie padło żądanie dymisji prezydent Warszawy, postanowiono o audycie reprywatyzacyjnym (ma go wykonać zewnętrzna firma), o ujawnieniu wszystkich materiałów na temat reprywatyzacji w stolicy i o powołaniu społecznej eksperckiej komisji, przed którą ratusz ma otworzyć wszystkie drzwi.

Hanna Gronkiewicz-Waltz obroniła tylko jeden szaniec: nie zapowiedziała dalszych dymisji, a przede wszystkim nie została zmuszona do poświęcenia głowy któregoś z wiceprezydentów. – Hanka nie ma się z czego cieszyć – mówią jednak politycy PO. – To koniec jej kariery w Warszawie, i to nie najlepszy.

To właśnie zapowiedź, że Gronkiewicz-Waltz nie będzie kandydowała na kolejną kadencję, wybrzmiała najmocniej w ustach wiceszefa PO Borysa Budki, kiedy relacjonował dziennikarzom ten punkt obrad zarządu. Obietnica niekandydowania miała też dowieść bezzasadności stawiania wniosków o referendum czy o odwołanie pani prezydent.

Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała, że jej urzędnicy i prawnicy jeszcze w tym tygodniu ogłoszą przetarg na przeprowadzenie audytu. – Mnie naprawdę zależy, żeby to wszystko wyjaśnić, aby niezależna firma audytorska, to wyjaśniła – deklarowała.

Komisarza w Warszawie nie będzie. PiS liczy, że prezydent pogrążą inni

I tu pojawił się wątek ewentualnych dymisji: prezydent stolicy nie wykluczyła odwołań ze stanowisk, jeśli audyt wykaże, że któryś z wiceprezydentów był uwikłany w nieczyste powiązania. Sprawa może więc powrócić w ciągu kilku następnych miesięcy. – Ona nie może przyznać, że wie, iż ktoś ją oszukał, a ona go nie dymisjonuje - tłumaczy „Rz" członek władz PO. – Dlatego nie wierzy w oszustwo. A skoro oszustwa nie ma, to po co dymisja?

Zdaniem pani prezydent audyt może potrwać kilka miesięcy.

Wygląda na to, że Hanna Gronkiewicz-Waltz dostała wsparcie od partii, choć udzielone warunkowo. Mimo że jako prezydent budzi dość ostrą krytykę w partii, to zapracowała także na jeszcze większy respekt wśród partyjnych przyjaciół.

– Zaimponowała mi podczas słynnej czwartkowej sesji Rady Warszawy – mówi nam wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska. – Wysłuchanie tych wszystkich okrzyków i oskarżeń, często niesprawiedliwych, było bardzo trudne, ale ona jest twarda i dlatego umiała zachować się spokojnie.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Jeszcze w piątek PO złożyła w Sejmie projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Co zakłada? O odszkodowania lub zwroty za przejęte po wojnie nieruchomości ubiegać się będą mogli tylko prawowici właściciele bądź ich spadkobiercy; nie będzie możliwości nabywania roszczeń ani zwrotu kamienic z lokatorami. Ewentualne odszkodowania za przejęte po II wojnie światowej na mocy dekretu Bieruta nieruchomości mają być wypłacane według ich wartości z 1945 roku. PO daje tylko rok na „ujawnienie się wszystkich roszczeń jeszcze niezgłoszonych".

Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie deklaruje, że może rozmawiać o projekcie Platformy, choć został on złożony za późno, a całkowita odpowiedzialność za warszawską reprywatyzację spoczywa na prezydent stolicy. Nieoficjalnie politycy PiS przyznają jednak, że projekt jest niezły i stawia klub w niezręcznej sytuacji. Będą więc nadal się koncentrować na osobistej odpowiedzialności Gronkiewicz-Waltz i żądaniu, by podała się do dymisji.

– Ona tego nie zrobi, a my będziemy mieli świetny powód do dalszego „grillowania" – mówi jeden z warszawskich posłów PiS. – A to zajęcie przyjemne i długotrwałe. W dodatku możemy to robić nie tylko swoimi rękami. Niech TVP Info zaprasza Zandberga czy Śpiewaka, a oni zrobią to za nas... – I dodaje: – O żadnym zarządzie komisarycznym mowy nie ma, od takiej decyzji można się odwołać do NSA, a potem trzeba przyspieszać wybory. To nam się nie opłaca.

Posłowie PO ze stolicy próbowali przeforsować podobny projekt już w poprzedniej kadencji, kiedy szefem partii był Donald Tusk. – Został wtedy odrzucony, bo zakładał wydatkowanie w ciągu kilku lat 10 mld zł na roszczenia – wspomina z rozżaleniem jeden z autorów projektu. – Szkoda, że tak się stało, dziś nie byłoby już tych wszystkich problemów.

A tych końca nie widać. Kolejne zawiadomienie złożył do prokuratury burmistrz dzielnicy Praga-Północ Wojciech Zabłocki. Chodzi o jedną z kamienic przy ul. Łochowskiej, w której mieszka 20 rodzin.