W ostatnich tygodniach można odnieść wrażenie, że Polacy nagle uznali, że pandemia się skończyła, i wszyscy masowo ruszyli na wakacje. Jaki to może mieć wpływ na epidemię?

Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo zmęczeni czekaniem na możliwość ponownego włączenia się w zwyczajny tryb życia. Media społecznościowe pokazują, jak wiele osób miało w tym roku plany wyjazdowe. Teraz Polacy wracają z wakacji. Część osób wypoczywała w kraju, ale wiele wyruszyło za granicę, w szczególności do takich miejsc, które mają albo słabą kontrolę, jeśli chodzi o rygory epidemiczne, albo mają pandemiczne oczekiwania na poziomie minimalnym. Jest duże zagrożenie, że wracając do kraju, możemy być nieświadomymi nosicielami koronawirusa. Być może nawet różnych wariantów.

Do Polski przyjeżdżają też turyści zza granicy, bo dalsze podróże poza kontynent europejski są obecnie zbyt ryzykowne. To też sprzyja w najbliższym czasie zaostrzeniu sytuacji epidemicznej.

Czwarta fala już się zaczęła?

Mobilność ludzi to podstawowa przyczyna wywołująca poszczególne fale. Nawet widać już przyrosty liczby zakażeń, ale są to wciąż niewielkie wartości – poniżej tysiąca dziennych zakażeń. Pamiętajmy też o tym, że duża część społeczeństwa, podejrzewając zakażenie koronawirusem, świadomie rezygnuje z testu. Dlatego byłabym ostrożna z wiarą w niską liczbę zakażeń.

Choć oczywiście prawdą jest, że nie jest ona jeszcze aż tak duża, a przyrosty dzienne i tygodniowe nie są jeszcze galopujące. Podejrzewam, że zauważalne przyrosty będą pod koniec sierpnia, najpóźniej w drugim tygodniu września. W drugiej połowie września należy spodziewać się już gwałtownego przybywania pozytywnych wyników testów.

Tak samo było w ubiegłym roku.

Tak. Dodatkowo wariant delta jest bardzo intensywnie zakaźny i może również zakażać osoby zaszczepione. Oczywiście takie osoby przechodzą zakażenie skąpoobjawowo lub bezobjawowo, ale na szczęście mają też bardzo krótki okres, kiedy mogą transmitować wirusa. Niemniej jednak jest to powrót również osób zaszczepionych na rynek możliwości transmisyjnych wirusa. To niekorzystne dla rozwoju epidemii. Nie mając objawów, nie wiemy, że możemy zakażać. Nie przestrzegając dystansu społecznego, noszenia maseczek, ograniczenia kontaktów społecznych, napędzamy „klientów" dla wariantu delta.

Kiedy możemy spodziewać się szczytu czwartej fali?

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już dziś, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej

W podobnym czasie jak rok temu. Złoży się na to przede wszystkim powrót do normalnej aktywności. Wszędzie tam, gdzie usługi były możliwe w dystansie, teraz będą coraz częściej opierały się na bezpośrednim kontakcie. Otwarte są też usługi, które zakładają kontakt bezpośredni – fryzjerzy, kosmetyczki, duża część obsługi bankowej, rehabilitacja, planowe zabiegi w szpitalach, wyjazdy sanatoryjne. Mają ruszyć także szkoły i uczelnie. Czyli znów wracamy do bardzo gęstej sieci kontaktów społecznych. Wówczas potrzeba około sześciu tygodni do momentu, kiedy jest już galopujący przyrost przypadków. A to oznacza, że szczyt będzie w połowie października lub pod koniec tego miesiąca.

Ale w ubiegłym roku nie mieliśmy jeszcze szczepionki, a teraz jednak ponad 18 mln Polaków jest zaszczepionych. Jaki to będzie miało wpływ na przebieg czwartej fali?

Pamiętajmy, że mamy w Polsce 7,3 mln dzieci. Szczepienia dozwolone są od 12. roku życia, młodszych dzieci się nie szczepi. Są takie miejsca jak Warszawa, w których wyszczepiony jest niemal co drugi nastolatek, ale to jest wyjątek w skali Polski. Można więc powiedzieć, że w grupie osób niezaszczepionych jest co najmniej ok. 5 mln dzieci. Z tego nie wszyscy mieli kontakt z koronawirusem i nie wszyscy nabyli naturalną odporność. To już jeden zbiór osób podatnych na zakażenia. Poza tym ludzie w wieku produkcyjnym, zwłaszcza młodzi i studenci, nie zawsze podeszli odpowiedzialnie do szczepień. Część osób przyjęła pierwszą dawkę, nie przyjęła drugiej. Poziom wyszczepienia jest bardzo wysoki w aglomeracjach, natomiast na prowincji, w małych miejscowościach, wciąż jest z tym słabo. Nawet jeśli chodzi o osoby, które są narażone na ciężki przebieg choroby, jest niski odsetek zaszczepionych seniorów.

Łatwo najprostsze wskaźniki epidemii obliczyć samodzielnie, przykład taki prezentowany jest przez prof. Magdalenę Rosińską z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny przedstawiony w trakcie jej wykładu w Centrum Nauki Kopernik. Według niej do osiągnięcia odporności populacyjnej potrzebujemy wyszczepienia na poziomie 86 proc., a mamy przecież znacznie mniej. Oczywiście częściowe zaszczepienie ludzi spowoduje ograniczenie w rozprzestrzenianiu się wirusa, ale nie wiemy, na ile będzie miało ono istotny wpływ na przebieg fali zakażeń.

Ale jest też spora grupa osób, która już przechorowała Covid-19.

Po naturalnym zakażeniu odporność nie utrzymuje się tak długo jak po szczepieniu. Badania populacyjne mówią, że od kilku dni nawet do kilku lat. Przeciętnie jest to okres między 6 a 10 miesięcy. Ci, którzy chorowali rok temu i nie zaszczepili się, mogą być już nieodporni na wirusa.

Dużo osób właśnie myśli, że przechorowali i nic im nie grozi albo najwyżej zachoruje jeszcze raz.

To prawda, ale musimy pamiętać o jednej bardzo ważnej sprawie. Nie wiemy jeszcze jakie są długoterminowe fizyczne i neurologiczne konsekwencje naturalnego zakażenia. Mamy dopiero roczne doświadczenia jeżeli chodzi o pacjentów, którzy przeszli zakażenie. A oni w różny sposób zareagowali – w sensie zdrowotnym - na to zakażenie, np. są bardziej wrażliwi na zwykłe przeziębienia, które jak wskazują lekarze - przechodzą dużo ciężej. Jest też znany i opisany przystępnie w prasie codziennej syndrom pocovidowy. Trzeba pamiętać też o PIMS czyli ogólnoustrojowym stanie zapalnym organizmu u dzieci. To bardzo rzadka choroba, ale niebezpieczna, która  dotyka nawet te zakażone dzieci, które przeszły Covid-19 bezobjawowo. Wciąż nie wiemy jakie będą długotrwałe skutki Covid-19.  Nie tylko zdrowotne, ale także ekonomiczne, bo należy pamiętać, że stan zdrowia populacji to jakość zasobów pracowniczych, decydujących o możliwościach rozwoju kraju.

Jak wysoki może być najbliższy szczyt zakażeń? Czy to znów będzie ok. 30 tys.?

Zespół przygotowujący symulacje w ICM UW pod kierownictwem dr. Franciszka Rakowskiego w swojej pierwszej prognozie na tegoroczną jesień wskazuje pułap 16 tys. stwierdzonych przypadków (jako wynik testowania) w szczycie fali. Oznaczałoby to, że fala ta będzie istotnie niższa. Czy tak faktycznie będzie – aktualnie trudno jest to ocenić. Dane napływające już z krajów europejskich, gdzie dominuje wariant delta, są bardzo niepokojące. Na przykład we Francji od połowy lipca liczba zakażeń dobowych kształtuje się na poziomie około 25 tys. – podobnie jak w okresie przypadającym na przedział między styczniem a marcem 2021 roku. Podobnie wysokie liczby zakażeń notowane są w Wielkiej Brytanii. Aktualnie dramatyczna sytuacja ma miejsce w Wietnamie, kraju, który długo bronił się przed epidemią.

Za tydzień dzieci wracają do szkoły w trybie nauki stacjonarnej. To dobry pomysł?

Spójrzmy na tę sprawę z punktu widzenia populacyjnego i epidemiologicznego. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że np. nauczyciele, lekarze, pracujący w usługach, powinni być obowiązkowo zaszczepieni. Dlatego, że te osoby są potencjalnymi wektorami, które mogą spowodować szybkie roznoszenie się epidemii. Trzeba wziąć pod uwagę także to, że jak dotychczas wyniki badań pokazują, że dzieci zakażają się głównie od dorosłych. Nawet jeśli ci przechodzą zakażenie bezobjawowo.

W szkole przebywają głównie niezaszczepione dzieci. Bańka kontaktów społecznych, jaką jest szkoła, łączy się z indywidualnymi bańkami rodzinnymi środowiska domowego dzieci, nauczycieli i całej obsługi szkolnej. To mnóstwo kontaktów, które tworzą sieć przenoszenia się koronawirusa. Dlatego my apelujemy o to, by bardzo ostrożnie otwierać szkoły, aby premiować osoby zaszczepione, aby bardzo rzetelnie oceniać sytuację indywidualną, indywidualnych środowisk i szkół. Moim zdaniem, jeżeli szkoła jako środowisko wielokulturowe łączące wiele różnych rodzin i aktywności, jest w cudzysłowie „rozsadnikiem epidemii", to powinniśmy się w szczególności temu środowisku przyjrzeć i postępować bardzo ostrożnie i odpowiedzialnie. Ta ostrożność i odpowiedzialność za zdrowie i życie społeczności szkolnej i wszystkich, którzy są z nią powiązani, jest bardzo istotna.

By patrzeć na szkoły indywidualnie, potrzeba większego zaangażowania lokalnego sanepidu.

Z pewnością w takich warunkach należałoby zaufać służbom lokalnym. Centralnie powinno się raczej określić warunki prawno-organizacyjne, które umożliwiałyby elastyczne przeprowadzanie nauczania w roku szkolnym. Jestem po doświadczeniu wieloletnim z nauczaniem zdalnym, na wiele lat przed pandemią, i uważam, że forma hybrydowa świetnie się sprawdza.

Problem w tym, że w Polsce brakuje generalnej strategii w zarządzaniu kryzysowym sytuacją epidemiczną. Decyzje są podejmowane ad hoc, w zależności od aktualnej sytuacji epidemii. Myślę, że i intelektualnie, i naukowo stać nasz kraj na to, by móc opracować strategię, która będzie jasna, przejrzysta, dająca możliwość lokalnego reagowania na warunki lokalne, a jednocześnie dobrze zdefiniowana prawnie i dobrze umocowana w systemie zarządzania krajem.

Jak długo potrwa jeszcze epidemia?

Moim zdaniem jakieś trzy–pięć lat. Mamy dopiero szczepionkę, nie mamy skutecznego leku, który byłby tani, prosty w podaniu i skuteczny. Jeżeli nie opanujemy globalnie ewolucji tego wirusa, nie zatrzymamy tworzenia nowych wariantów, to ten okres jeszcze się wydłuży. Nawet na pokolenia.